
Iwo Baraniewski powraca do klatki organizacji UFC. Czy i tym razem zrobi on furorę, wprawiając świat w osłupienie?
Ostatnia walka Iwona Baraniewskiego tylko potwierdziła, iż mamy do czynienia z zawodnikiem, który do UFC nie trafił przez przypadek. Polak po raz kolejny zaprezentował się w sposób, który od początku jego kariery wywołuje wielkie emocje. Jego starcie z Ibo Aslanem było dokładnie tym, czego oczekują kibice od debiutanta w największej organizacji MMA na świecie – chaosem, wymianami bez kalkulacji i brutalną skutecznością.
Od pierwszych sekund walki było widać, iż Baraniewski nie zamierza się cofać ani badać rywala. Obaj zawodnicy weszli w otwartą stójkową wymianę, w której nie brakowało wielu mocnych ciosów, a choćby paru nokdaunów. Tempo było szalone, a każdy atak siał spustoszenie. Polak kilkukrotnie przyjął mocne uderzenia, ale zamiast się wycofać, odpowiadał jeszcze agresywniej. Ostatecznie to właśnie jego siła i determinacja przesądziły o losach starcia – Baraniewski trafił czysto, posłał Aslana na deski i bez wahania ruszył z dobitką, zmuszając sędziego do przerwania walki w pierwszej rundzie.
ZOBACZ TAKŻE: UFC rusza z pracą nad galą w Białym Domu. Dana White zdradził kiedy zaczną budować rozpiskę
To zwycięstwo było nie tylko efektowne, ale też symboliczne, bowiem debiut w UFC to ogromna presja, z którą wielu zawodników sobie niezbyt dobrze radzi. Były zawodnik federacji Babilon MMA po raz kolejny udowodnił, iż nie pęka pod ciężarem oczekiwań. Jego występ był szeroko komentowany, a sam pojedynek gwałtownie zyskał miano jednego z najbardziej widowiskowych starć nie tyle gali UFC 323, co całej historii Ultimate Fighting Championship.
Przygoda Iwo Baraniewskiego z UFC zaczęła się jednak dużo wcześniej niż w dniu debiutu, który przypadł na siódmego grudnia. Kontrakt wywalczył dzięki znakomitemu występowi w DWCS, czyli programie eliminacyjnym, w którym to w błyskawicznym stylu znokautował swojego rywala, zwracając na siebie uwagę zarówno matchmakerów, jak i samego szefa UFC.
Dziś Baraniewski jest na etapie, w którym każdy kolejny występ będzie dla niego testem dojrzałości. Potencjał, siłę i charakter już ma. W dalszym ciągu jednak żaden z zawodników nie zaciągnął go na głęboką wodę. Nasz rodak jak dotąd, czy to w Polsce czy za oceanem triumfował w pierwszych rundach, w związku z czym dalej mamy świadomości tego, jakby się on prezentował w walce na załóżmy pełnym dystansie czasowym.
Niebawem będzie taka możliwość, no chyba iż znów będziemy świadkami błyskawicznej rywalizacji z udziałem Iwona.
Iwo Baraniewski wraca do klatki
Wiele kibiców czekało na tę wieść i przyznać trzeba, iż nie musieli długo czekać. Od debiutu Iwona w UFC minął ledwie miesiąc, a my już dowiadujemy się co nieco o jego powrocie do oktagonu.
ZOBACZ TAKŻE: Koniec głosowania. To oni zawalczą w turnieju na FAME 29
O wszystkim poinformował dziś menadżer zawodnika, Artur Gwóźdź. Szef grupy „Artnox Fight Sport” opublikował dziś wpis, w którym odniósł się właśnie do najbliższej przyszłości swojego podopiecznego:
Robota zrobiona i będziecie zadowoleni. Są termin walki oraz przeciwnik.
– napisał Artur Gwóźdź za pośrednictwem platformy „X”.
Robota zrobiona i będziecie zadowoleni @IwoBaraniewski
Termin walki
Przeciwnik
Na tę chwilę nie wiemy, kiedy dokładnie, ani z kim zmierzy się Iwo. Wiemy jednak, iż chciał on wrócić do klatki na przełomie marca i kwietnia, a na celowniku miał Iona Cutelabę. Niewykluczone, iż jego oczekiwania zostały spełnione, jednakże absolutnie nie można brać tego za pewnik. Istnieje też szansa na to, iż na gwałtownie dopięto jego pojedynek z pewnym aroganckim Brytyjczykiem, który go ostatnio wyzwał, aczkolwiek to również pozostaje w sferze domysłów.

15 godzin temu





