Niemal równo osiem lat temu fani skoków narciarskich znad Wisły oszaleli ze szczęścia. Bo to właśnie 19 lutego 2018 roku Polska wywalczyła historyczny medal olimpijski w rywalizacji drużynowej, zdobywając brąz. Wtedy mowa była o kłopocie bogactwa w biało-czerwonej ekipie. Teraz jest w niej całkiem inny problem.
REKLAMA
Zobacz wideo Tomasiak show! Majchrzak: Właśnie to daje medale
Tego na igrzyskach jeszcze nie grali. Zmiana, która spadła Polakom z nieba
Tego na igrzyskach jeszcze nie grali – tak można podsumować poniedziałkowy konkurs duetów. Nie tylko dlatego, iż było wiele emocji, a w pewnym momencie pierwszoplanową rolę zaczęły odgrywać intensywne opady śniegu. Przede wszystkim dlatego, iż po raz pierwszy skoczkowie rywalizowali o olimpijski medal w duetach. A dla Polaków to była zbawienna zmiana.
Trzeba sobie powiedzieć wprost: złote czasy, gdy polscy skoczkowie regularnie stawali na podium mistrzostw świata w czteroosobowej drużynie, minęły. Oby nie bezpowrotnie, ale od jakiegoś czasu można mówić o kryzysie formy. Gdyby więc podtrzymano obowiązującą w igrzyskach od 1988 roku formułę, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż teraz nie byłoby celebracji, tylko stypa.
Przypomnijmy, w latach 2013-21 biało-czerwoni zdobyli cztery medale mistrzostw świata w zmaganiach drużynowych, w tym raz – w 2017 r. – złoto. W kolejnych edycjach już tak dobrze nie było – trzy lata temu znaleźli się tuż za podium, a rok temu zajęli szóste miejsce. Na szóstym miejscu byli też w rywalizacji drużynowej podczas igrzysk w Pekinie. Ale teraz postawiono na nowy format.
Skąd pomysł na zastąpienie rywalizacji czteroosobowych drużyn duetami? Przede wszystkim chciano dać szansę krajom, które nie są potęgami w skokach. A dzięki nowej formule w konkursie wzięło udział aż 18 ekip, zamiast dotychczasowych 11.
Wąsek odpłacił się za zaufanie
Ograniczenie liczby zawodników do dwóch sprawiło, iż trenerzy topowych państw w tym sporcie mieli większy dylemat, na kogo postawić. Jeszcze kilka lat temu dotyczyłby on także szkoleniowca Polaków, ale nie ostatnio. W tym sezonie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najwyżej jest Tomasiak, w tej chwili 14. Kamil Stoch jest 25., Piotr Żyła 29., Maciej Kot 36., a Wąsek 39. Dawid Kubacki? Na próżno go szukać w czołowej 40.
W klasyfikacji Pucharu Narodów Polska jest w tej chwili szósta. Wielu kibiców tęskni za widokiem sprzed lat, gdy choćby dwóch reprezentantów naszego kraju było w top 10 na zawodach. Już nie wspominając o dwóch na podium. I dlatego, iż teraz nastały gorsze czasy, trzeba się cieszyć, iż podczas obecnych igrzysk wprowadzono rywalizację duetów.
Wyniki Stocha z konkursów indywidualnych z Predazzo (38. i 21.) też nie pozostawiają zbytnio wątpliwości. Tak samo jak fakt, iż Żyła i Kubacki pracują przy tych igrzyskach jako eksperci telewizyjni. Do pewniaka, którym był mający już na koncie srebro i brąz zdobyte indywidualnie Tomasiak, dołączył Wąsek. Co prawda w konkursie na normalnej skoczni rozczarował (35. miejsce), ale już 14. pozycją na dużym obiekcie potwierdził, iż jego forma rośnie. A poniedziałkowymi skokami w rywalizacji duetów w pełni odpłacił się trenerowi Maciejowi Maciusiakowi za delegowanie go do tego konkursu.
Rywalizację duetów w zawodach pod szyldem Międzynarodowej Federacji Narciarskiej po raz pierwszy zorganizowano 1248 dni temu. Podczas zawodów letniej Grand Prix, 17 września 2022 r. w rumuńskim Rasnovie. Drugie miejsce zajęli wtedy Polacy. Zgadniecie kto? Stefan Hula i…Paweł Wąsek.

1 godzina temu













