Brzęczek aż rzucił butelką. Urban dostał wiadomość z Katowic

4 dni temu
Zastanawialiśmy się, jak trener Jerzy Brzęczek poradzi sobie w obliczu wielu wymuszonych zmian. Tymczasem reprezentacja do lat 21 nie tylko zrewanżowała się Szwedom za porażkę seniorów, ale pokazała, iż można dążyć do kolejnych goli, choćby jeżeli prowadzi się 2:0. Zadbał o to sam Brzęczek, którego do końca słychać było głośniej niż kibiców.
To dobry czas dla piłki nożnej w Katowicach. W XXI wieku o sportowych sukcesach można wprawdzie mówić głównie w przypadku hokejowego GKS-u, ale i futbol swoich małych osiągnięć w końcu się doczekał. Drużyna Rafała Góraka zajęła w zeszłym sezonie 5. miejsce w Ekstraklasie, wywalczając prawo do gry w eliminacjach europejskich pucharów. Nie dostała się do Ligi Konferencji, ale sam fakt udziału w eliminacjach był znaczący. Moda na GKS wybuchła z podwójną siłą, więc można było liczyć, iż wielu kibiców zasiądzie na trybunach podczas meczu młodzieżówki.


REKLAMA


Zobacz wideo Musieliśmy się wstydzić za polską piłkę. I to w miejscu, które sprawiało nam ból


Ekstraklasowe oko kadrę U21 tuczy
Poprzeczka wisiała wysoko, bo w deszczowym listopadzie 2025 r. w Szczecinie na meczu z Włochami pojawiło się ponad 19 tys. osób (rekord frekwencji na U21). Tak, tam przyciągała też marka rywala. Ale już w marcu tego roku graliśmy u siebie z najsłabszą w grupie Armenią, a i tak stadion w Radomiu odwiedziło ponad 13 tys. osób. Okolice katowickiego obiektu przed meczem napawały optymizmem, bo ulicę Nową Bukową zatkał niemały korek, a entuzjazm był wyczuwalny. Ostatecznie jednak aż tak dobrze nie było, bo na mogącym pomieścić 15 tys. widzów obiekcie wolnych miejsc było sporo.


Z trybun poczynania naszej kadry U21 obserwowali m.in. trener Korony Kielce Jacek Zieliński, pracujący w tym samym klubie były reprezentant Polski Paweł Golański czy były selekcjoner seniorskiej kadry Waldemar Fornalik. Pracujący na tym stadionie na co dzień szkoleniowiec GKS-u Katowice Rafał Górak zabrał na mecz całą rodzinę, a także niejednego zawodnika Katowiczan (m.in. Ilję Szkurina, Arkadiusza Jędrycha i Kacpra Łukasiaka).
Warto docenić też... nielicznych szwedzkich fanów. Żółtych lub niebieskich koszulek w sektorze gości było co prawda kilkanaście, ale do pokonania na południe Polski mieli daleką drogę, a wyniki szwedzkiej młodzieżówki nie są porywające. Polacy na wyjeździe zlali Szwedów 6:0, a Włosi dwukrotnie po 4:0. Zresztą Biało-Czerwoni od początku środowego spotkania robili wiele, by zafundować Skandynawom kolejną lekcję i pomścić seniorską kadrę, która dwa dni wcześniej przegrała ze Szwecją 1:3.


Brzęczek też toczył walkę na boisku. Nieco innego typu
Nasi reprezentanci od początku meczu byli równie aktywni, co ich selekcjoner. Jerzy Brzęczek toczył swego rodzaju rywalizację z selekcjonerem Szwedów Danielem Backstroemem, kto będzie krzyczał częściej i głośniej. Można uczciwie uznać, iż był remis.


Remisu za to absolutnie nie chcieli Polacy, sporadycznie wypuszczający przeciwników z ich własnej połowy. Bartosz Mazurek był choćby bliski wkręcenia piłki do bramki z rzutu rożnego. Generalnie brakowało jednak naprawdę dobrych okazji bramkowych. Trener Brzęczek zaczynał się niecierpliwić, bo w jego licznych wskazówkach, wykrzykiwanych do piłkarzy, często przewijało się "do przodu!". Faktycznie nieco za dużo było gry do boku oraz niedokładności w kluczowych momentach. Brakowało ognia, który zrobiłby z polskiej przewagi użytek. Publiczność też potrzebowała emocji, bo przez większość czasu trenerów było słychać wyraźniej niż fanów. Wszystko jednak do czasu.
Mazurek jest tym, kim Austriacy zapewniają, iż jest
Nie ukrywajmy: opinia większości kibiców i ekspertów o obecnej formie Bartosza Mazurka bazuje głównie na pochwałach, jakich nie szczędzą mu Austriacy. Nie ma raczej nad Wisłą wielu takich, którzy regularnie oglądają ligę austriacką i RB Salzburg. Dziś była okazja zobaczyć, czy talent, który potrafił nas zachwycić już w Jagiellonii Białystok (np. hattrickiem w Lidze Konferencji z Fiorentiną), dziś pozostało lepszy.
Odpowiedź w pełni nas zadowoliła. Pomijając już tego niedoszłego gola z rzutu rożnego, bo to mógłby zrobić i zawodnik niewidoczny przez większość meczu, on po prostu rządził na murawie. Dostosowywał się jak nikt do zaleceń Brzęczka, by grać przede wszystkim do przodu. To był jego debiut w kadrze do lat 21, ale Mazurek sprawiał, iż brak lidera środka pola - Antoniego Kozubala (kontuzja) - nie był za bardzo odczuwalny.
W 40. minucie Mazurek trafił do siatki. Opanował piłkę na skraju pola karnego i idealnie przymierzył tuż przy dalszym słupku. To było zasłużone prowadzenie Polaków do przerwy, wywalczone przez zawodnika bardzo zasługującego na to trafienie. Nie ostatnie zresztą.


W drugiej połowie okazało się, iż wyczucie, kiedy wbiegać w pole karne, też należy do atutów Mazurka. W 58. minucie idealnie nabiegł na dośrodkowaną piłkę i precyzyjnym uderzeniem głową podwyższył na 2:0. Imponującą asystę przy tym golu zaliczył Daniel Mikołajewski. Jerzy Brzęczek dotychczas preferował głównie ustawienie z Marcelem Regułą, fałszywą dziewiątką, oferującą wiele w rozegraniu. Mikołajewski może i jest bardziej klasycznym napastnikiem, ale trzy asysty w barwach Lugano w tym sezonie sugerowały, iż w budowaniu akcji też swoje potrafi. Podaniem do Mazurka potwierdził, iż tak właśnie jest.
Szwedzi udawali, iż ich nie ma. Brzęczek przepraszał sędziego
Miałem nadzieję, iż z upływem czasu Szwedzi coś jednak na boisku pokażą. Przed Polakami dużo ważniejszy mecz wyjazdowy z Włochami, w którym musimy zdobyć punkt, by zapewnić sobie 1. miejsce w grupie i bezpośredni awans na Euro (chyba iż Włosi jutro potkną się z Armenią, ale 0 pkt na ormiańskim koncie raczej nie napawa optymizmem w tej kwestii), przydałby się więc naszej defensywie poważny sprawdzian. Zwłaszcza dla duetu stoperów Matysik - Ede. Na Włochów ma wprawdzie wrócić pauzujący dziś za kartki Igor Drapiński, ale on w ciągu ostatniego miesiąca zagrał łącznie tylko 13 minut w Samsunsporze.
Szwedzi jednak takiego testu nie zapewnili. Marcel Łubik mógł pójść na spacer do Parku Śląskiego, a nikt nie zauważyłby jego zniknięcia. Za to trener Brzęczek nie dawał o sobie zapomnieć, bo mimo będącego o krok zwycięstwa i apatycznego rywala przez cały czas żądał od swoich graczy zaangażowania na 100 procent. Po jednym bardzo niecelnym zagraniu tak cisnął butelką wody o ziemię, iż aż poleciała na boisko i musiał przeprosić sędziego technicznego, by główny nie dał mu kartki.
Regularne reprymendy Brzęczka w stronę zawodników spowodowały, iż do samego końca atakowali. I w doliczonym czasie gry trafili na 3:0. Daniel Bąk dobił strzał odbity przez bramkarza, stawiając kropkę nad "i".


Jerzy Brzęczek nie miał przed tym meczem łatwo. Kontuzje i powołania Jana Urbana odebrały mu wielu zawodników, dzięki którym nasza kadra wygrała wszystkie osiem poprzednich spotkań. Reprezentacja młodzieżowa została prawie bez skrzydłowych (został tylko Tomasz Pieńko), bez lidera środka pola (Kozubal), bez podstawowego napastnika (Reguła). I z Oyedele i Drachalem bez minut w klubach. Trudno było przewidzieć, jak to wpłynie na grę ze Szwedami.
Potoczyło się tak, jak dotychczas. Szwedzka młodzieżówka nie ma nic wspólnego ze swoją seniorską wersją i nie jest zbyt miarodajnym rywalem. 5 października w Pescarze będzie znacznie trudniej, ale wierzę, iż ta kadra da sobie radę. I jeszcze krótki wniosek na koniec: jeżeli Bartosz Mazurek, pożegnany ogromną owacją, gdy schodził z boiska, utrzyma formę i będzie grał tak także w Salzburgu, Jan Urban musi powołać go w listopadzie do pierwszej reprezentacji. Nie widzę innego scenariusza.
Idź do oryginalnego materiału