- Mam trochę żalu – mówił Marcin Bachleda w szczerej rozmowie ze Sport.pl przed startem tego sezonu. A dziś trener kadry polskich skoczkiń ma więcej niż trochę satysfakcji. Znakomite jak na realia naszych skoków kobiet dziesiąte miejsce Anny Twardosz w zawodach na skoczni normalnej w Predazzo to jego wielki sukces.
REKLAMA
Zobacz wideo Tajna broń polskich skoczków na igrzyska? "Zobaczycie"
- Od ilu lat jesteś trenerem? – pytaliśmy Bachledę w listopadzie, u progu tego sezonu.
- Już z dziesięć lat będzie. W 2015 roku zacząłem jeździć z juniorami, do pomocy – odpowiadał Bachleda.
Skoczkiem byłeś pewnie ze dwa razy dłużej? – zauważaliśmy z moim redakcyjnym kolegą, Jakubem Balcerskim.
- Tak, od 1994 do 2013 roku. Prawie 20 lat – rachował Bachleda.
- Czy już jesteś lepszym trenerem, niż byłeś skoczkiem? Pytamy z całym szacunkiem do tego, co osiągnąłeś jako skoczek, a przypomnijmy, iż wiele razy punktowałeś w Pucharze Świata, iż kilka razy startowałeś na mistrzostwach świata i chyba tylko igrzyska olimpijskie pierwszy raz zaliczysz dopiero jako trener? – mówiliśmy.
A popularny „Diabełek" odpowiadał szczerze: - No tak, igrzysk jako skoczkowi mi brakowało. Ogólnie bym może inaczej do tego wszystko podszedł, gdybym jako zawodnik miał tę wiedzę i mentalność, co teraz. Ale w sumie jestem zadowolony ze swojej kariery. A czy się uważam za lepszego trenera niż skoczka? Nie wiem. Po prostu staram się robić to, co lubię, a lubię to naprawdę i mam takie dobre poczucie, jak widzę, iż coś idzie w dobrą stronę, iż mogę pomóc i coś zbudować, żeby dziewczyny w Polsce też miały szansę na osiąganie dobrych wyników.
Dziś chyba można już powiedzieć, iż Marcin Bachleda stał się lepszym trenerem, niż był skoczkiem.
Bachleda wie, jak odbierali go ludzie. I się nie dziwi
Gdy Bachleda skakał, kibice często z niego szydzili. Nie rozumieli, dlaczego po wielu nieudanych skokach przekonywał przed kamerą, iż jest zadowolony. - Czasami człowiek nie mówi tego, co myśli. Czasami człowiek myśli: „A co ja mam powiedzieć?". Dziś widzę, iż przez takie moje gadanie ludzie mogli się dziwić, iż co on w bulę przywalił i mówi, iż jest zadowolony. Dziś po takich wypowiedziach zaraz bym miał pełno komentarzy w mediach społecznościowych - a iż wycieczkowicz, iż za nasze pieniądze jeździ, to się cieszy – trzeźwo zauważa Bachleda. Który dziś w mediach społecznościowych może przeczytać o sobie dużo pochwał.
Tak naprawdę komplementami trenera powinni dziś zasypać przede wszystkim ludzie, którzy kilka lat temu w niego nie wierzyli. A może choćby powinni go przeprosić.
Bachledzie należy się uznanie. A może też należą mu się przeprosiny
Bachleda prowadzi kadrę polskich skoczkiń drugi raz w swojej szkoleniowej karierze. w okresie 2018/2019 jako szef doprowadził do tego, iż Kamila Karpiel i Kinga Rajda debiutując na mistrzostwach świata w Seefeld razem z Kamilem Stochem i Dawidem Kubackim były w walce o medal w konkursie drużyn mieszanych (w połowie Polska była trzecia, skończyła na szóstym miejscu, ze stratą 23,5 pkt do podium). A zaraz po tej imprezie Bachleda stracił stanowisko. Został zdegradowany do roli asystenta Łukasza Kruczka.
- Powiem szczerze: podcięło mi to skrzydła. Fajnie się nam pracowało, było widać, iż to zaczęło iść w dobrą stronę, zawodniczki punktowały w Pucharze Świata, na tych swoich debiutanckich mistrzostwach świata też dobrze wypadły, do tego miałem z nimi dobry kontakt, ufały mi i Sławkowi Hankusowi, który je prowadził razem ze mną – mówił nam Bachleda nieco ponad dwa miesiące temu. - mam trochę żalu. A najbardziej o to, iż wcześniej nam tego nie powiedziano, tylko tak nagle to zrobiono. Ja później zostałem w tej nowej trenerskiej grupie, ale wiadomo, iż jako asystent nie miałem kontroli. Wiadomo, iż jak przychodzi nowy trener, to chce dobrze. Łukasz chciał stworzyć większą kadrę, wziął więcej dziewczyn, no i zaczęły się konflikty między dziewczynami, rozjechała się komunikacja – tłumaczył.
Atmosferić. Ale nie zawsze. Dowód dał przed ceremonią
Komunikacja rozjechała się na tyle, iż trenerowi Kruczkowi zawodniczki wręczyły bardzo zaskakujący prezent – słownik młodzieżowo-polski. – Ja ani czegoś takiego nie dostałem, ani nigdy nie miałem kłopotu ze zrozumieniem dziewczyn – śmiał się Bachleda, gdy mu to przypomnieliśmy.
Bachleda już w czasach zawodniczych był specjalistą od robienia atmosfery. Jako trener absolutnie nie broni się przed byciem „Atmosfericiem", ale jednocześnie postawi twardo postawić na swoim. W piątek nie pozwolił swoim zawodniczkom wziąć udziału w ceremonii otwarcia igrzysk. Uznał, iż to mogłoby źle wpłynąć na ich dyspozycję w sobotnich zawodach. Anna Twardosz nie krytykowała tej decyzji trenera, choć mówiła, iż miło byłoby uczestniczyć w otwarciu igrzysk, kiedy marzy się o tym od dziecka. Ale po swym sobotnim sukcesie na skoczni Twardosz pewnie nie ma poczucia, iż coś straciła.
Zajmując dziesiąte miejsce w zawodach na skoczni normalnej na igrzyskach Mediolan/Cortina 2026 Twardosz osiągnęła największy sukces w życiu. To piękny wynik dla naszej 24-latki, ale niezwykle wartościowy również dla jej trenera. To potwierdzenie, iż Bachleda wykonuje dobrą robotę.
Wyniki Bachledy lepsze niż wielkiego Austriaka
Tak naprawdę to aż zaskakujące, iż z Bachledą u boku Twardosz spisuje się lepiej, niż wypadała wówczas, gdy naszą kadrę prowadził Harald Rodlauer, czyli trener, który z Austriaczkami wygrał wcześniej wszystko.
- Ja jako trener po prostu mam swoją wizję. Ona jest dogadana ze Stefanem Hulą, z którym kadrę prowadzimy razem. Mamy indywidualne podejście do każdej dziewczyny, bo każda ma troszkę inną technikę, inaczej wykonuje różne ćwiczenia, inaczej myśli. Dla każdej dziewczyny stworzyliśmy pewną drogę i chcemy, żeby każda tą swoją drogą poszła. U nas nie ma przeskakiwania z ustalonego trybu na inny. Jest proces, wszystko się dzieje po kolei, dzięki temu zawodniczka może nabierać pewności siebie, może uwierzyć […] Nie chcemy niczego robić na siłę, tylko zależy nam, żeby to szło spokojnie, po kolei, bez parcia, bez spieszenia się. To zawodniczkom dużo daje mentalnie. Widzimy, iż to działa. Napalanie się na wyniki, na to, iż już teraz, zaraz mamy koniecznie pokazać coś w zawodach, byłoby błędem – tak Bachleda wykładał nam swoją filozofię trenerską.
Na pewno pośpiech nie jest wskazany wobec Poli Bełtowskiej, choć podniesienie na duchu 19-latki będzie teraz dla Bachledy i Huli ważnym zadaniem. Druga z naszych debiutantek na igrzyskach była w sobotnim konkursie ostatnia, 50. Ale okazje do poprawy przyjdą jeszcze na tych igrzyskach – niedługo Twardosz i Bełtowska wystąpią w konkursie drużyn mieszanych, a następnie czeka je rywalizacja indywidualna na skoczni dużej.
Trener Bachleda na pewno będzie chciał i w wymienionych zawodach cieszyć się z wyników swoich zawodniczek, ale tak naprawdę już coś niektórym udowodnił.

3 godzin temu












