Sezon 2026 przyniósł Tobiasowi Thomsenowi scenariusz, którego nikt w parku maszyn nie był w stanie przewidzieć. 3 kwietnia na brytyjskim owalu doszło do koszmarnej kraksy z udziałem Duńczyka. Bilans wypadku brzmiał przerażająco: złamana kość udowa, trzy połamane żebra, odma płucna, złamana szczęka, pęknięta zatoka oraz niewielki wylew w mózgu. Dla młodego zawodnika był to najtrudniejszy sprawdzian w karierze – zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Bolesny uraz wymusił dłuższą przerwę od ścigania, zmusił do zmiany perspektywy i przewartościowania dotychczasowych priorytetów.
Od szpitalnego łóżka po pierwsze kółka na owalu
Droga do ponownego założenia kasku wymagała ogromnej cierpliwości, morderczej pracy oraz twardego charakteru. Po skomplikowanej operacji i długim pobycie w szpitalu Thomsen rozpoczął wyczerpującą rehabilitację. Niezwykle ważne w tym okresie okazało się wsparcie najbliższych, sponsorów oraz kibiców, którzy wsparli zawodnika m.in. poprzez liczny odzew na zbiórkę. Każdy mały krok naprzód stanowił osobiste zwycięstwo. Przełom nastąpił w momencie, gdy Duńczyk po raz pierwszy po przerwie wyjechał na tor i odkręcił manetkę gazu.
– Moment, w którym odkręciłem manetkę i poczułem gaz, rozwiał wszelkie wątpliwości. Wiedziałem wtedy, iż wrócę – silniejszy i jeszcze bardziej zdeterminowany – wyznaje Tobias Thomsen na swoich social mediach.
Kontrakty dopięte, polska liga na celowniku
Duński zawodnik oficjalnie zamyka rozdział związany z kontuzją i podkreśla, iż to jego ostatnia publiczna wypowiedź na temat wypadku oraz rehabilitacji. Teraz skupia się wyłącznie na przygotowaniach do kolejnego sezonu. Thomsen ma już parafowane umowy na starty w Danii oraz w Wielkiej Brytanii.
Ambicje Thomsena sięgają jednak znacznie dalej niż starty w Danii i na Wyspach Brytyjskich. Głównym celem zawodnika pozostaje powrót do ścigania nad Wisłą. Duńczyk ma już na swoim koncie epizody w polskich rozgrywkach. W 2014 roku przywdziewał barwy Kolejarza Rawicz, występując w dwóch spotkaniach i zapisując przy swoim nazwisku 12 punktów oraz bonus. Na kolejną okazję czekał aż do 2022 roku, kiedy związał się z Wolfe Wittstock. Wówczas na przeszkodzie stanęły jednak kwestie formalne – niemiecki zespół nie otrzymał licencji na starty w Polsce i przygoda Duńczyka na naszych torach została nagle przerwana.
– Kwestia tego, które kluby będę reprezentował, wyjaśni się już niedługo. Jedno jest pewne: jestem wdzięczny, iż wracam i jestem jeszcze bardziej zdeterminowany, by walczyć o podia oraz zwycięstwa. Marzenie o startach w Polsce jest wciąż żywe i to cel, który bardzo chcę zrealizować – zaznacza Duńczyk.
Zawodnik skierował również poruszające słowa do środowiska żużlowego i swoich sympatyków: – Dziękuję każdemu z Was za telefon, wiadomość, e-mail czy wpłatę wsparcia. To znaczyło dla mnie i mojej rodziny więcej, niż możecie sobie wyobrazić. Do zobaczenia na torze!.














