Dawid Załęcki przemówił po porażce z Matrixem. Ujawnił powód przegranej

3 miesięcy temu


Wiemy, co zadecydowało o tym, iż Dawid Załęcki musiał wczoraj przełknąć gorycz porażki. „Crazy” przemówił po przegranym boju z Matrixem.

Jeszcze przed galą FAME 31 wielu kibiców zastanawiało się, w jakiej dyspozycji znajduje się Dawid Załęcki i czy arsenał, którym dysponuje wystarczy na genialnego Michała Królika. „Crazy” co prawda przyzwyczaił fanów do widowiskowych i bardzo twardych występów, ale tym razem stanął naprzeciw „Matrixa”. Był to naprawdę zaciekły bój, jednakże zwycięzca mógł być tylko jeden.

Zawodnik z Torunia po walce nie szukał wymówek i otwarcie przyznał, iż największym problemem były przygotowania, a adekwatnie ich długość. Załęcki podkreślał, iż miał bardzo mało czasu w odpowiednie wejście w treningi i odbiło się to przede wszystkim na jego kondycji, co okazało się być kluczowe.

Według niego dopóki starczało mu sił, był w stanie odpowiadać na szybkie akcje rywala i unikać wielu dynamicznych ataków. Problemy zaczęły się jednak już po 1. rundzie, gdy wyraźnie zabrakło mu energii. Z ważnym momentem mieliśmy do czynienia pod koniec ostatniej odsłony, gdy „Matrix” trafił go mocnym ciosem, po którym Dawid znalazł się na deskach. Załęcki gwałtownie wrócił jednak do walki i kontynuował pojedynek do końca, przegrywając ostatecznie na kartach punktowych u prawie wszystkich sędziów (28:28, 2x 29:27).

Co zawiodło? Zawiodło przygotowanie. Miałem de facto tylko miesiąc na przygotowanie, więc zawiodła kondycja i nic więcej. Dopóki miałem energię, to jakoś dawałem radę unikać tych jego szybkich, dynamicznych ciosów, ale w 3. rundzie, gdzie po prostu już mi zabrakło trochę tlenu, złapał mnie tym jednym i siadłem, ale na szczęście gwałtownie wstałem i walczyłem dalej, ale ten punkt niestety już zaważył.

– powiedział Dawid Załęcki w wywiadzie dla „MMA.pl”.

Wielu kibiców zwracało uwagę właśnie na ten nokdaun, ale w praktyce nie miał on kluczowego znaczenia dla końcowego wyniku starcia. Dawid i tak był bowiem w trzeciej rundzie wyraźnie w odwrocie i przegrywał ją na kartach punktowych. choćby gdyby sędziowie nie uwzględnili odjęcia punktu za liczenie, końcowy rezultat najprawdopodobniej pozostałby taki sam.

Różnica polegałaby jedynie na rodzaju werdyktu. Zamiast przegranej większościową decyzją, Załęcki przegrałby niejednogłośnie (29:28 Załęcki, 2x 29:28 Królik).

ZOBACZ TAKŻE: Joshua Van broni pas mistrzowski na UFC 328. Kapitalne starcie o tron wagi muszej

Pojedynek Załęckiego z Matrixem

Rywalizacja Dawida Załęckiego z Michałem Królikiem od początku była bardzo intensywna. „Crazy” próbował narzucać presję i szukał mocnych pojedynczych uderzeń, z których zawsze słynął. Rywal odpowiadał jednak ogromną aktywnością i zdecydowanie lepszym poruszaniem się po klatce. „Matrix” często skracał dystans, wyprowadzał szybkie kombinacje i nie pozwalał Załęckiemu wejść w swój rytm.

W pierwszych dwóch rundach walka była jeszcze stosunkowo wyrównana. Dawid momentami trafiał mocnymi ciosami, a przede wszystkim kopnięciami, pokazując także swoją odporność, ale z każdą minutą coraz bardziej było widać przewagę szybkości po stronie Królika. „Matrix” nie wdawał się w otwarte wymiany na siłę, tylko konsekwentnie punktował przeciwnika, zmuszając go do ciągłej pracy.

Największa różnica była widoczna właśnie w końcówce pojedynku. W trzeciej odsłonie Załęcki zaczął wyraźnie zwalniać, a jego reakcje były coraz wolniejsze. Michał Królik wykorzystał ten moment niemal natychmiast. Trafił mocnym ciosem, po którym Dawid padł na matę. Choć jak już mówiliśmy, „Crazy” zdołał się podnieść i walczyć dalej, to końcówka pojedynku należała już praktycznie wyłącznie do jego przeciwnika.

ZOBACZ TAKŻE: Daniel Dubois mistrzem świata WBO. Koncert w wykonaniu Anglika

FAME 31 nie dla Załęckich

Gala FAME 31 było jednak wyjątkową galą dla rodziny Załęckich również z innego powodu. Otóż podczas wydarzenia, de facto tuż po walce Dawida do klatki wszedł także Denis Załęcki, który zmierzył się z Don Diego.

Starcie Denisa z Mateuszem Kubiszynem od początku było trzymające w napięciu. Obaj zawodnicy byli niezwykle zmotywowani, a tempo pojedynku było względnie wysokie. „Bad Boy”, który tradycyjnie stawiał na agresję i presję, próbując przełamać rywala mocnymi ciosami, zdecydował się toczyć pojedynek z kontry, co z pewnością było ciekawą taktyką. Don Diego zachowywał jednak większy spokój i starał się wykorzystywać błędy przeciwnika, raz po raz go punktując.

Finalnie zwycięzcę wyłonili sędziowie punktowi. Nie było niespodzianki, bowiem gwiazdor walk na gołe pięści był w tym starciu po prostu lepszy.

ZOBACZ TAKŻE: UFC 328 – wyniki na żywo. Czy Mateusz Rębecki wygrał walkę?

Przy okazji wspólnego wątku Dawida i Denisa warto dodać, iż ich relacje od dłuższego czasu pozostają dość chłodne. Ojciec i syn w ostatnich latach mocno się poróżnili, o czym wielokrotnie wspominali publicznie. Co prawda czasami byliśmy świadkami jakby pewnych form przełomu, jednakże zdaje się, iż na dłuższą metę do niczego takiego nie doszło.

Idź do oryginalnego materiału