Ekspert o sprawie Wisły: Sytuacja kryminalna. Apeluje do Tuska

23 godzin temu

W temacie spotkania Śląsk Wrocław – Wisła Kraków dalej wrze. Wczoraj Jarosław Królewski podjął radykalną decyzję, iż jego zespół nie uda się do Wrocławia na mecz, licząc się choćby z ewentualnym walkowerem. PZPN najpierw nie zareagował, a teraz straszy obie strony dotkliwymi karami. Sprawa wykracza poza sam sport. Dowód? Głos zabrał w niej były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, który nazywa wszystko po imieniu i apeluje o działanie do Donalda Tuska.

Wszystko zaczęło się od tego, iż władze Śląska ogłosiły, iż nie wpuszczą na spotkanie kibiców Wisły. Tłumaczono się kwestiami bezpieczeństwa i opinią policji, ale później okazało się, iż policja wcale o to nie wnioskowała. Klub z Wrocławia podjął tę decyzję pod presją kiboli, choć oficjalnie oczywiście tego nie przyzna. PZPN, zamiast postanowić, iż fani Wisły jednak wejdą na mecz (miał do tego narzędzia), nie zrobił w zasadzie nic, a po decyzji Królewskiego władze związku się miotają. Królewski, o czym pisaliśmy w tym tekście, apeluje do polskich parlamentarzystów i mówi o państwie, które nie działa.

Apel do Donalda Tuska ma też Sławomir Dębski, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Sławomir Dębski: To sytuacja kryminalna. Wymaga reakcji organów ścigania i instytucji odpowiedzialnych za porządek publiczny

Jeżeli jakaś zorganizowana grupa – w praktyce łamiąca państwowy monopol na stosowanie przemocy – jest w stanie wymuszać na klubach lub organizatorach rozgrywek decyzje naruszające warunki uczciwej rywalizacji, to nie jest już „problem kibicowski”. To jest sytuacja kryminalna, która wymaga reakcji organów ścigania i instytucji odpowiedzialnych za porządek publiczny” – napisał Dębski na X.

Później tak wytłumaczył, dlaczego ta sprawa powinna interesować nie tylko władze sportowe: „Jeżeli organizator rozgrywek, PZPN, przez miesiące toleruje sytuację, w której warunki równej konkurencji są naruszane – to również przestaje być sprawą sportową. To jest problem regulacyjny, który powinien zainteresować państwo”.

Dębski przekonuje, iż skoro część klientów, którzy płacą za usługę, jest systemowo pozbawiana możliwości uczestnictwa w wydarzeniu, na którym pojawiają się inni, to można to śmiało nazwać dyskryminacją konsumentów. A tym mógłby zainteresować się UOKiK (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów), a choćby instytucje europejskie.

„Jeżeli organizatorzy sportowej rozrywki nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa, uczciwych zasad gry i równego dostępu dla widzów, to pojawia się pytanie, czy w ogóle powinni dalej mieć prawo do organizowania takiej działalności. To pytanie do Premiera Donalda Tuska – w końcu to rząd odpowiada za politykę wewnętrzną (art 146 Konstytucji)” – pisze Dębski.

A na koniec dodaje: „Pytania, które się pojawiają, wykraczają daleko poza stadion: Jak państwo chroni obywateli? Jak egzekwuje zasady wolnej konkurencji? I czy potrafi reagować na wymuszenia oraz patologie, które zaczynają funkcjonować jako „normalność”. No chyba iż rząd także jest jakoś zblatowany z patologiami? Mam nadzieję, iż to jednak błędne wrażenie”.

Wpis poniżej sprowokował mnie do porzucenia trybuny kibica i zabrania głosu w sprawie znacznie szerszej niż los jednego klubu czy jednego sezonu. Chodzi o kondycję całego środowiska piłkarskiego w Polsce.

Dotychczas wydawało mi się, iż od rzeczywistości bywają oderwani… https://t.co/4IUPig6OxB

— Sławomir Dębski (@SlawomirDebski) March 6, 2026

Fot. Newspix.pl

WIĘCEJ O SPRAWIE ŚLĄSKA I WISŁY:

  • Królewski grzmi: Państwo przestało być państwem prawa
  • Kulesza o Wiśle i Śląsku: Oba kluby zostaną ukarane
  • Jest decyzja. Wisła nie zagra we Wrocławiu
Idź do oryginalnego materiału