Jak można było uznać gola Wirtza dla Liverpoolu ze spalonego?

1 dzień temu

Gol Floriana Wirtza budzi olbrzymie kontrowersje przykrywając choćby fantastyczne trafienie Harrisona Reeda, które dało Fulham remis w meczu z Liverpoolem. Jakim cudem ktoś mógł uznać, iż nie było spalonego, podczas gdy obraz telewizyjny sugerował coś kompletnie odwrotnego? Czy to spisek mający na celu promowanie Liverpoolu? Nie do końca. Przez analizę koloru obuwia podającego, dodanie w Premier League genialnej tolerancji spalonego, która zamiast zmniejszyć kontrowersje, zwiększa je, aż do definicji tego, kiedy adekwatnie mamy do czynienia z ofsajdem i czy można stać dziesięć metrów za linią obrony, a nie spalić. Jak można było zatem uznać tego gola?

Dlaczego gol Floriana Wirtza dla Liverpoolu w meczu z Fulham został uznany?

W 57. minucie meczu Fulham – Liverpool Conor Bradley podał do Floriana Wirtza, który strzelił gola na 1:1, ale zarówno komentatorzy, większość postronnych obserwatorów, a choćby sędzia liniowy uznali, iż padł on z dość oczywistego spalonego. Jednak po dość długiej analizie VAR uznał, iż należy zaliczyć trafienie. W 94. minucie goście wyszli choćby na prowadzenie, ale później fantastycznym uderzeniem z dystansu wynik ustalił Harrison Reed.

Jednak więcej niż o pięknym golu mówi się o trafieniu Niemca i tego, jak mogło dojść do uznania tej bramki:

Well this has absolutely ruined the validity of semi-automated offside.

Wirtz very evidentially offside, yet the semi-automated system has his foot incorrectly in the air and not in the same position? @FA_PGMOL pic.twitter.com/S8N2KQvuH6

— FPL Mikel (@FPLMikel) January 4, 2026

Mamy do czynienia z dość nietypową sytuacją, gdy linia spalonego bez absolutnie żadnych wątpliwości przebiega idealnie zgodnie z linią jedenastego metra, wzdłuż której koszona jest trawa. Dokładnie za nią stała bowiem noga obrońcy Fulham Issy Diopa. Stopklatka udostępniona w trakcie transmisji wskazuje jednoznacznie, iż stopa Floriana Wirtza w sposób całkowicie bezdyskusyjny stoi przed linią jedenastego metra – bliżej bramki rywali.

Natomiast na animacji systemu VAR noga atakującego znajduje się w powietrzu minimalnie przed linią spalonego. Jak to zatem możliwe?

This is the clearest example of Liverpool and the PGMOL are still working together

You don’t need to draw lines to see this is obviously offside

LFC PGMOL pic.twitter.com/qQkzA7LP5K

— Lea (@Lea_EFC) January 4, 2026

W studio pomeczowym Canal+ przedstawił swoją wersję z użycie własnej technologii, wskazując, iż zawodnik był na spalonym:

Co z tym spalonym przy golu Wirtza?

Nasza technologia twierdzi, iż gol został niesłusznie uznany

Oglądaj Premier League w CANAL+: https://t.co/1wptvdwN5f pic.twitter.com/UOylQmjXDN

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) January 4, 2026

Nie chcemy milimetrowych spalonych, więc… i tak będziemy je mieli

O co w tym wszystkim chodzi? Czy to spisek mający na celu wyciąganie Liverpoolu za uszy?

Premier League to jedyna liga, w której automatyczny spalony nie wskazuje każdego ofsajdu. W Anglii na prośbę klubów wprowadzono pięciocentymetrową tolerancję. Tamtejsze kluby chciały uniknąć takich sytuacji, jakie miały choćby w Bundeslidze, gdzie o rozstrzygnięciu decydowały dosłownie milimetry.

Tyle iż będą one decydowały zawsze. Niezależnie jaką tolerancję przyjmiemy, zawsze część sytuacji będzie na jej pograniczu. Tak, jak miało to miejsce w niedzielnym meczu. Podobnie traktować należy pomysł Arsene’a Wengera, który aby nie decydowała już długość buta, chce, by ofsajd dyktowany był wtedy, gdy napastnik całym obrysem ciała wystawałby za obrońcę.

Z dwojga złego lepsza jest chyba sytuacja, w której istnieje system, który na podstawie automatycznych czujników wskazuje, czy w momencie podania zawodnik atakujący był bliżej linii końcowej od ostatniego obrońcy. Oczywiście, czasem będzie to powodowało kontrowersyjne sytuacje, ale nie będzie w tym choćby cienia subiektywizmu.

Nikt przecież nie wierzy, iż w wozie siedzi ktoś, kto manewruje i przesuwa linię w zależności od tego, czy lubi Liverpool czy też nie. A przecież taka sytuacja jest możliwa choćby nieświadomie w systemie używanym w tej chwili w Ekstraklasie. Na szczęście ma się to zmienić. Testy półautomatycznego spalonego to już obecny sezon, a być może uda się go w pełni wdrożyć już po przerwie letniej.

Tolerancja pięciu centymetrów w Anglii powoduje, iż tamtejszy system nie oferuje płynnego przejścia z nagrania wideo sytuacji boiskowej na jej komputerową animację z prezentacją linii spalonego. I to właśnie jest sednem problemu, który wzmaga kontrowersje związane z golem Wirtza. Telewizyjna stopklatka nie została bowiem wykonana w momencie podania, które wziął pod uwagę VAR.

Zamieszanie może wprowadzać nawet… kolor butów Conora Bradleya, który w omawianej sytuacji podawał do Wirtza. Grał on bowiem w obuwiu, którego przednia i dolna część są ciemnoniebieskie, a reszta – biała:

Kiedy kończy się, a kiedy zaczyna podanie

Utrudnia to nieco orientację, w którym dokładnie momencie wykonywane jest podanie. Gdy spojrzymy jedynie na białą część buta, może wydawać się, iż asystujący podaje nieco później, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Tak też jest ze stopklatką zaprezentowaną w przekazie telewizyjnym i użytą przez Canal+.

Dochodzi do tego kolejny niuans, z którego nie zadaje sobie sprawy znaczna część kibiców. Otóż panuje przekonanie, iż spalonego sprawdza się w momencie, w którym piłka wychodzi od podającego, a więc traci kontakt z jego stopą. Tymczasem jest odwrotnie (poza sytuacją, gdy piłkę wyrzuca ręką bramkarz). Punkt 11.2 przepisów mówi wyraźnie:

Decyduje początek kontaktu podającego z piłką, a nie jego koniec. Dwa lata temu szwedzki klub opublikował żartobliwy film, w którym wskazuje, iż dzięki skrajnemu zastosowaniu tej reguły, napastnik może być choćby na dziesięciometrowym spalonym w momencie, gdy piłka odrywa się od stopy podającego, a ofsajd nie powinien wówczas być odgwizdany:

W sytuacji, gdy odbiorca podania przesuwa się choćby o 15 centymetrów w czasie przeskoku jednej klatki transmisji telewizyjnej, może to mieć olbrzymie znaczenie. Tak też było w przypadku meczu Liverpoolu. Gdy spojrzymy na ujęcie w momencie, gdy piłka zaczyna dotykać nogi Bradleya (pamiętajcie o ciemnych końcówkach jego butów), to spalony nie jest już tak ewidentny:

Stopa Wirtza nie znajduje się już wewnątrz pola karnego, a jest w powietrzu, prawdopodobnie poza jego obrębem – to już musiał sprawdzić VAR. o ile do tego dodamy pięciocentymetrową angielską tolerancję, możemy zrozumieć, co kierowało zespołem VAR, iż zdecydował się potwierdzić bramkę w sytuacji, która na pierwszy rzut oka sugerowała ewidentny ofsajd.

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

  • Ruben Amorim zwolniony z Manchesteru United!
  • Euforia w Londynie. W czerwonej i niebieskiej części
  • Chelsea bez kierunku. Maresca przegrał z systemem, nie z wynikami
  • 23 mecze i koniec. Przełamanie czerwonej latarni Premier League

Fot. Newspix.pl

Idź do oryginalnego materiału