- Miałem czarno przed oczami, jak skończyłem. Nie widziałem wyniku, później dotarło do mnie iż jestem czwarty. Poczułem złość i smutek, ale za chwilę trenerzy mnie pocieszyli i mi przeszło - mówił Damian Żurek, jeden z faworytów biegu na 1000 m. Przegrał medal o 0,07 sekundy z powodu jednego pechowego ruchu na krzyżówce, który musiał wykonać. - Musiałem odpuścić, a to było na wejście do wirażu, bardzo istotny moment - powiedział. - W sprincie jedno odbicie gra bardzo dużą rolę. Czasem potrzeba szczęścia.
REKLAMA
Zobacz wideo Jakim cudem Rosjanie są na igrzyskach? „Obśmiali sankcje"
Najlepsze, iż nie wyglądało iż mu to bardzo doskwiera. - W sprincie jeden błąd kosztuje dużo. I mi to właśnie się w sprincie podoba - stwierdził Żurek. Trzeba przyznać, iż mówił to zupełnie szczerze, choć minęło zaledwie pół godziny od chwili, gdy przegrał olimpijski medal o pół mgnienia oka.
- Nie chcę myśleć, iż to tylko czwarte miejsce. Mamy superformę, najwyższą. To nie moja opinia, wskazują na nią czasy. Byłem drugi przez 600 metrów. Czuję się spokojnie przed "pięćsetką" - powiedział Żurek. -Dajcie mi dobrą parę, to będzie piękne ściganie. Może być Jordan Stolz, może być Jenning de Boo [zwycięzca i srebrny medalista na 1000 m - rl].
Polacy mieli więcej pecha, choć o mniejszej wadze. Marek Kania potknął się na ostatnich metrach, Piotrowi Michalskiemu zablokował drogę rywal. Zakończyli na 23. i 25. miejscu.
Rzeźnia, najbardziej brutalny wysiłek
Dla Żurka start w Mediolanie jest rodzajem rewanżu po załamującej sytuacji, jakiej doświadczył przed poprzednimi igrzyskami. Kiedy wszyscy już byli w Pekinie, Żurek w Polsce zaciekle walczył z COVID. Kolejne testy były pozytywne, aż wreszcie puszczono go do Chin, tyle iż trzy dni przed startem. Zestresowany, niewyspany z powodu jetlagu, zajął 13. miejsce na 1000 m i 11. na 500 m. Natalia Maliszewska dotąd przeżywa stres, jaki był jej udziałem w Pekinie i zaprzepaszczenie być może życiowej, jedynej szansy na medal. To siedzi w człowieku.
A teraz Żurek jest drugim zawodnikiem Pucharu Świata.
Polak wszedł do hali skupiony z dwoma kompletami płóz w plecaczku. W jednej z nich dwukrotnie wygrał niedawno w Inzell ze Stolzem, bijąc rekordy toru. Rozgrzewał się na rowerowym trenażerze, które są do dyspozycji zawodników, w słuchawkach na uszach, zamknięty w sobie, skupiony, jak zawsze. Pojeździł, porobił pogo jumps, czyli specjalne przysiady z odstawianiem nogi w bok. I był gotowy do walki na żyletki – najlepszego i szóstego dzieliły w Inzell ułamki sekundy. 1000 m to jest rzeźnia, jak mawiają sportowcy, najbardziej brutalny wysiłek. Kania, który zaczął swój wyścig bardzo mocno (16,2 pierwsze 200 m, tzw. otwarcie), na ostatnim wirażu potknął się ze ogromnego zmęczenia, niemal oparł lewą ręką o lód, spadł na prawie sam koniec stawki. Wyścig Piotra Michalskiego został zmarnowany przez Austriaka Gabriela Odora, który jadąc w amoku wysiłku, w tunelu koncentracji nie ustąpił miejsca zjeżdżającemu z prawej strony Polakowi, a zasady są takie, iż powinien. Polak musiał podnieść sylwetkę, wyhamować i w efekcie stracił sekundę lub więcej – Odor został zdyskwalifikowany. Był to już drugi pech Polaków. Chwilę później medal w tej sytuacji stracił Joop Wennemars, jeden z faworytów, a publiczność, głównie holenedrska, buczała i gwizdała na Ziwen Liana, który go zablokował.
A potem wystartował Żurek. Jechał na początku genialnie. Miał trzeci czas otwarcia, drugi czas po sześciuset metrach. Jakby się rozkręcał. A jednak nie wytrzymał tempa, inni byli szybsi: Amerykanin Stolz, Holender de Boo, Chińczyk Zhonyan Ning.
Wygrał oczywiście Stolz, niesamowitym finiszem. Tam gdzie Żurek przegrał wyścig, tam Stolz go wygrał - na ostatnich 400 metrach.
Pokonać go na 1000 m? To mission impossible. 21-latek – to jego drugie igrzyska! – jest już siedmiokrotnym mistrzem świata, wygrywa zawody Pucharu Świata hurtowo, w tym sezonie zwyciężał we wszystkich na 1500 i 1000 m, ma ponad 20 rekordów torów, do niego należy rekord świata na 1000 m. Pobił go w pierwszych zawodach Pucharu Świata w tym sezonie, w Salt Lake City. Potem schował do torby płozy, na których tego dokonał, i wyjął je dopiero dzisiaj, na start, bo to były te jedyne wybrane z 70-80 par w fabryce. Legenda mówi, iż facet ma stalowe nerwy: inni mają gulę w brzuchu przed startem, a on owsiankę.
Oko kibiców zawieszone na Żurku
On był na 1000 m nie do pokonania. Kropka.
Dla Żurka mógłby to być rodzaj wentylu bezpieczeństwa, którym uchodzi ciśnienie: uspokajające poczucie, iż Amerykanin jest nie do pokonania. Ale nie na 500 m.
Trzeba tu powiedzieć, iż najszybszy polski sprinter jest w trudnej sytuacji psychologicznej, o ile dociera do niego to, co czują kibice olimpijscy przed jego startami. Do tej pory olimpijska Polska stała raczej śniegiem, od czasu do czasu przetykanym medalami na lodzie drużyn lub Zbigniewa Bródki, ale akurat nie ostatnio. Ostatnio, kiedy polscy skoczkowie walczyli o drugą serię Pucharu Świata a Kacper Tomasiak o pierwszą dziesiątkę, nagle milionowe oko kibiców skierowało się na panczeny i zawiesiło się na Żurku, który ewidentnie nie przepada za rozgłosem.
Ale przychodzą igrzyska i ktoś, kto osiąga takie wyniki jak Żurek, musi się do presji przyzwyczaić. I tak będzie również w najważniejszym biegu polskiego sprintera. – Ja nie pamiętam, żeby jakikolwiek Polak pobił rekord toru w Inzell – mówił w rozmowie ze Sport.pl Paweł Abratkiewicz, były trener kadry, dziś pracujący z Kazachstanem.
Kiedy Abratkiewicz odchodził z reprezentacji Polski, a potem odlatywał do Kazachstanu, Żurek odpalił swoje wszystkie silniki. W mistrzostwach świata sezonu 2023/24 w Calgary to była petarda – brązowy medal na 500 m. W tym sezonie to już w ogóle dochodzi do fajerwerków. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na 500 i 1000 m wywalczył drugie miejsce, zdobył na obu dystansach tytuł mistrza Europy w Tomaszowie Mazowieckim. No i ten pojedynek z Jonathanem Stolzem, dominatorem sprintu, o którym mówił Abratkiewicz. Żurek w Inzell, ostatnich zawodach Pucharu Świata, dwukrotnie pokonał Stolza na 500 m, dwukrotnie pobił rekord toru, ostatecznie ustanawiając go 25 stycznia (36,04), tuż przed igrzyskami.
Stolz chce dorównać swojemu idolowi Ericowi Heidenowi, który w Lake Placid w 1980 r. zdobył pięć złotych medali w indywidualnych konkurencjach. Stolz startuje w czterech.
Ich pojedynek na 500 metrów odbędzie się w sobotę, w Walentynki.

1 godzina temu
![Kiedy startują Polacy? Harmonogram igrzysk na piątek 12 lutego [TERMINARZ]](https://bi.im-g.pl/im/fe/15/1f/z32594174IER,Natalia-Maliszewska.jpg)












