Fot. Paweł JerzmanowskiPolska przegrała w Sztokholmie i zostaje bez mundialu. Jerzy Engel już następnego dnia zabrał głos i nie był łagodny — były selekcjoner wskazał konkretny błąd taktyczny Jana Urbana i po raz kolejny zaapelował o zmianę, o którą walczy od lat.
Engel zaczął od liczb. Jego zdaniem wynik mógł być inny, gdyby Polska była solidniejsza z tyłu. — Niestety, nie wolno w takim meczu tracić trzech bramek. Wielką sztuką byłoby strzelenie czterech, by awansować. To bardzo, bardzo dużo. I tak zdobyliśmy dwie na wyjeździe. W takim meczu to powinno wystarczyć, ale nie jesteśmy solidni w obronie i to jest nasz problem. Tracimy za dużo bramek — powiedział w rozmowie ze Sport.pl.
Dla Engla to nie jest kwestia jednego meczu ani jednego selekcjonera. To systemowy problem polskiej reprezentacji, który powtarza się od lat — i który według niego ma konkretne źródło.
Trójka obrońców to błąd
Były selekcjoner bez ogródek wskazał na taktykę jako główną przyczynę defensywnych problemów. Ustawienie z trójką obrońców i dwoma wahadłowymi to jego zdaniem rozwiązanie, które Polska po prostu przestała umieć skutecznie realizować.
— Wciąż hołdujemy grze trzema obrońcami i dwoma wahadłowymi. Kłopot jest z wahadłowymi, którzy słabo bronią. I to jest w tej chwili nasz problem. o ile to poprawimy lub przejdziemy na czwórkę w obronie, to wtedy będzie o wiele łatwiej, bo musimy być solidni — tłumaczył Engel.
„To nasze DNA”
To nie jest nowa pozycja Engla — były selekcjoner od wielu lat konsekwentnie promuje powrót do klasycznej czwórki defensywnej. — Już od wielu lat staram się namówić wszystkich kolejnych selekcjonerów, żeby wrócić do czterech zawodników w obronie, bo to jest nasze DNA i dzięki temu tracimy mniej bramek — wyjaśnił.
Porażka ze Szwecją daje jego argumentom nową siłę. Pytanie, czy Urban — który mimo odpadnięcia zachowuje posadę — weźmie te słowa pod uwagę przed Ligą Narodów. Rewanż ze Szwecją czeka już we wrześniu.

2 godzin temu














