W dwóch ostatnich spotkaniach Motoru doszło do dość niespodziewanych rozdań. Faworyzowana ekipa Orlen Oil Motoru poległa w Lesznie i Gorzowie. Straciła tym samym szansę na objęcie prowadzenia w PGE Ekstralidze i zbudowanie drobnej przewagi. Z pewnością wpływ na to, szczególnie podczas meczu ze Stalą Gorzów, miał brak w składzie kontuzjowanego Fredrika Lindgrena. W jego miejsce awizowano Dawida Cepelika, którego zastępowali juniorzy.
Zarówno Bartosz Jaworski jak i Bartosz Bańbor nie mogli zaliczyć tych zawodów do udanych. Ten pierwszy zdobył 3+1, drugi zaledwie 5. Świeży złoty medalista SoN2 zaczął dobrze, bo po dwóch biegach miał na koncie zwycięstwo i drugą pozycję. W trzech kolejnych już niestety nie zapunktował. Jak sam przyznaje w rozmowie z ekstraliga.pl nie takiego wyniku oczekiwał.
„Nie jestem zadowolony ze swojej jazdy, bo wiem, iż mogłem bardziej pomóc drużynie, a tego nie zrobiłem. Czuję się też trochę winny tej porażki, stać mnie na więcej. Trzeba jednak oddać gospodarzom, iż postawili dziś bardzo trudne warunki i zasłużyli na zwycięstwo” – przyznał junior Motoru.
Pogubił się sprzętowo
Co było powodem takiego pogorszenia dyspozycji na torze Stali? „Trochę się pogubiłem przez drobne błędy na starcie, które w PGE Ekstralidze robią ogromną różnicę . Przez to zacząłem też gubić się ze sprzętem. Za bardzo sugerowałem się zarówno swoimi błędami, jak i tym, co działo się z motocyklem. To zrobiło mi trochę zamieszania w głowie” – dodał.
Nie można jednak zrzucać winy na młodego Bartosza. To nie na nim ciążył obowiązek punktowania. Słabo pojechali chociażby Kacper Woryna, który przyzwyczaił kibiców do lepszej jazdy. Niemniej jednak swoją „cegiełkę” z pewnością dołożył też Bańbor. Teraz cała ekipa „Koziołków” ma okazję do odkupienia win. W najbliższej kolejce zmierzą się bowiem z Bayersystem GKM Grudziądz w walce o fotel lidera PGE Ekstraligi.

















