Mateusz Makuch, speedwaynews.pl: Kacper, zanim zaczęliśmy rozmowę żartowaliśmy…
Kacper Woryna, zawodnik Orlen Oil Motoru Lublin: Że nie jestem już z drewna (śmiech). Tak, widziałem tego mema.
Zmiana kolorów klubowych tak na ciebie wpłynęła, iż ten początek jest tak imponujący w twoim wykonaniu? To przecież nie tylko liga. Zaczęło się już w Opolu, gdzie wygrałeś Złoty Kask.
Zmiana klubu to bez dwóch zdań dodatkowy bodziec. Pojawiają się nowe oczekiwania i człowiek chce się zaprezentować jak najlepiej. Myślę jednak, iż podchodzę bardzo podobnie względem lat ubiegłych. Każde zawody z osobna traktuję poważnie. Może to jest też tak, iż stale się rozwijam jako zawodnik, buduję swoje zaplecze.
Awans do Grand Prix wpłynął na ciebie od strony mentalnej?
Wiadomo, miękkiej gry już nie będzie. Na pewno jest to fajne wyzwanie, ale nie zadziałało to na mnie w taki sposób, iż musiałem dodatkowo ciężej pracować czy zainwestować pięć razy więcej, niż w poprzednich latach. Po prostu, stale buduje się przez lata. Miałem po drodze też swoje przeżycia. Wydaje mi się, iż podążam w dobrym kierunku i cały czas ciężko pracuję na to, abym na tym dobrym kursie pozostał.
Co twoim zdaniem jest takiego w Lublinie, iż kto nie dołączy do Motoru, czyni progres? W czym tkwi tajemnica prezesa Jakuba Kępy?
To ten granulat (śmiech). A tak na poważnie, byłbym daleki od ocen, bo za nami dopiero dwie kolejki. Jesteśmy na samym początku. Jeszcze wiele się przez sezon zmieni. Wynik jest fajny, ale na to pracuje się przez cały sezon.
Fakt, iż jest to klub o dobrej renomie i stabilny finansowo, wpływa na was, zawodników, pozytywnie?
Bez dwóch zdań ma to wpływ i zresztą zawsze miało.
Nie uwierzę natomiast, iż mecz z Włókniarzem nie miał dla ciebie szczególnego znaczenia.
Nie zdążyłem jeszcze zatęsknić. Mamy dopiero połowę kwietnia i wybierając się na to spotkanie, miałem wrażenie jakbym jechał na kolejny mecz do Częstochowy, tak jak to robiłem przez ostatnie pięć lat. Dalej czuję się tutaj jak w domu. Albo wychodzi na to, iż jeszcze nie zdążyłem się zadomowić w Lublinie. Generalnie fajnie. Było inaczej, bo byłem po drugiej stronie, ale mimo wszystko miło.
A jak tak spoglądasz na obecną sytuację Włókniarza, z którym przecież w zeszłym roku do końca walczyłeś o PGE Ekstraligę, to co sobie myślisz?
Na pewno każdy z chłopaków ciężko pracuje na to, aby wynik był jak najlepszy. Efekt jest różny. Jest to dla nich trudne. Też miewałem słabe sezony i nie wynikało to z tego, iż miałem inne podejście do zawodów czy pracowałem mniej. Tak już po prostu jest i trzeba przez to przebrnąć. Drużynie Włókniarza życzę jak najlepiej. A już tak kolokwialnie mówiąc, w nawiązaniu do tego podniecania się moją formą, to tak samo nie ma co oceniać chłopaków po dwóch meczach. Jest to cały nowy zespół, każdy musi się dostosować i dopasować. Czasem kliknie to od razu, a czasami nie. This is speedway.
To jeszcze temat Grand Prix. Myślisz już pomału o pierwszej rundzie?
Nie, jeszcze dwa tygodnie, daj spokój (śmiech). Jeszcze wiele rzeczy może się po drodze wydarzyć. Wiadomo, iż logistycznie i organizacyjnie już coś planuję…
Zakładasz sobie jakiś konkretny cel na cykl mistrzostw świata czy masz zamiar podchodzić do tego z rundy na rundę?
Chciałbym się bardzo dobrze zaprezentować, natomiast nie ma na mnie dodatkowej presji. Życzyłbym sobie mieć stabilną formę przez cały rok. Najważniejsze jednak, aby przez cały sezon dopisywało zdrowie, a reszta jest w moich rękach.
Kacper Woryna 