
Prawdopodobnie największy medialny rywal Mateusza Gamrota zdaje się nie być w ogóle zainteresowany naszym rodakiem. Gwiazdor UFC celuje w walkę o pas UFC.
Paddy Pimblett ponownie znalazł się w centrum medialnego zainteresowania, publikując materiał, w którym odniósł się do swojej najbliższej przyszłości. Mianowicie Brytyjczyk poruszył temat kolejnej walki, która od dłuższego czasu jest już szeroko komentowana w środowisku MMA. Wszystko wskazuje na to, iż jego następnym rywalem będzie Benoît Saint Denis, a starcie to ma odbyć się w okresie wakacyjnym.
Co istotne, Pimblett w swoim materiale jasno zasugerował, iż jego celem nie jest jedynie kolejne zwycięstwo, ale dalsze budowanie pozycji pod walkę o mistrzowski pas UFC. Anglik nie wspomniał przy tym ani słowem o Mateuszu Gamrocie, z którym od dłuższego czasu łączy go medialny konflikt, na który łakomie spogląda choćby samo UFC. Brak jakiejkolwiek reakcji na temat Polaka można odczytywać jako bardzo wymowny sygnał – Pimblett najwyraźniej nie jest zainteresowany konfrontacją z „Gamerem”.
Oczywiście jest to coś zrozumiałego, ponieważ Gamrot to zawodnik niezwykle niewygodny, opierający się na zapasach, presji i wysokim tempie walki, który potrafi skutecznie neutralizować ofensywę rywali. Dla Pimbletta byłby to styl wyjątkowo trudny i ryzykowny. Choć ewentualne zwycięstwo nad Polakiem miałoby ogromną wartość sportową, to ewentualna porażka mogłaby mocno zahamować jego szybki marsz w górę rankingu. W tym kontekście wybór Saint Denisa czy przedstawianie wizji drogi do pasa mistrzowskiego wydaje się bardziej korzystna.
Muszę pokazać wszystkim, dlaczego zasługuję na walkę o tytuł, pokazać, iż w niedalekiej przyszłości powinienem znów bić się o pas.
– podsumował Paddy Pimblett na swoim kanale YouTube.
ZOBACZ TAKŻE: Conor McGregor ma wrócić do UFC. Na horyzoncie pojedynek z Maxem Hollowayem
Fenomen UFC
Paddy Pimblett niewątpliwie jest zjawiskiem wyjątkowym w skali całej organizacji. Trudno znaleźć drugiego zawodnika, który byłby tak konsekwentnie promowany przez UFC, mimo braku walk z czołówką dywizji. „Baddy” bardzo gwałtownie zaczął otrzymywać duże walki, a jego nazwisko pojawiało się na coraz to wyższych pozycjach w rankingu dywizji lekkiej w sposób trudny do uzasadnienia.
Oczywiście nie brakuje kontrowersji wokół jego wcześniejszych walk. Szczególnie głośno komentowany był pojedynek z Jaredem Gordonem, który odbył się przy okazji gali UFC 282: Błachowicz vs. Ankalaev. Otóż wielu obserwatorów uznało jednogłośny werdykt na korzyść Paddy’ego za conajmniej dyskusyjny. Mimo to Pimblett kontynuował swój marsz w górę, a jego pozycja w organizacji nie tylko nie ucierpiała, ale wręcz uległa wzmocnieniu.
Nie da się ukryć, iż Brytyjczyk jest dla UFC niezwykle wartościowym produktem marketingowym. Jego styl bycia, charyzma i rozpoznawalność sprawiają, iż generuje ogromne zainteresowanie fanów i to nie tylko na rynku europejskim.
ZOBACZ TAKŻE: Mamed zaskoczył fanów osiągnięciem. Pogratulował mu mistrz UFC
Pimblett nie będzie mistrzem UFC?
Mimo tego wszystkiego Anglika prawdopodobnie wciąż czekają poważne weryfikacje. Po przegranej w starciu o tymczasowy pas z Justinem Gaethje na UFC 324, jasnym było, iż Paddy nie gotowy na absolutną czołówkę kategorii lekkiej. I choć wciąż mówi się o swoich aspiracjach mistrzowskich, to rzeczywistość sportowa może wyglądać znacznie mniej optymistycznie.
W potencjalnym starciu z Benoîtem Saint Denisem Brytyjczyk nie będzie zdecydowanym faworytem, a ewentualne kolejne poziomy trudności tylko będą rosnąć. Zawodnicy tacy jak: Charles Oliveira, Arman Tsarukyan czy obecny mistrz Ilia Topuria reprezentują poziom, który w obecnym momencie wydaje się dla Pimbletta wręcz za trudny do przeskoczenia.
ZOBACZ TAKŻE: Polka stanie przed wielkim wyzwaniem. Walka już w maju
Oczywiście MMA wielokrotnie pokazywało, iż jeden pojedynek może zmienić wszystko, jednak na ten moment trudno wyobrazić sobie, by kibic Liverpoolu był stawiany w roli faworyta w starciach z prawdziwą elitą dywizji lekkiej. Tak więc Pimblett wciąż pozostaje zawodnikiem z ogromnym potencjałem medialnym, ale sportowa weryfikacja dopiero zaczyna nabierać rumieńców.

3 miesięcy temu
















