Spotkanie to od początku praktycznie stało pod dyktandem gości z Wrocławia. Wychodzili oni lepiej spod taśmy, prezentowali zdecydowanie większą prędkość i dobierali rozsądniejsze ścieżki. Wyglądało to tak jakby to oni występowali na domowym obiekcie, a nie odwrotnie. Jednym z niewielu, który może być w jakiś sposób zadowolony jest Emil Konieczny, który dostał szansę od Rafała Okoniewskiego. Dowiózł do mety trzy punkty wygrywając bieg juniorski.
Wstawienie go do składu było sporym zaskoczeniem dla kibiców. Do niedzielnego starcia w awizowanym składzie widniał Kacper Mania. Ostatecznieto Konieczny otrzymał szansę na pokazanie się przed domową publicznością. O swoim starcie wiedział jednak zdecydowanie szybciej.
– Po czwartkowym treningu trener przyszedł i mówi, iż mam się szykować. Także byłem przygotowany już mentalnie na zawody – przyznał.
Wynik młodego wychowanka Unii mógł być lepszy, jednak w swoim drugim występie po dobrym starcie spadł na ostatnią pozycję. Zostawił zbyt wiele miejsca Maciejowi Janowskiemu w którego ślad poszedł Daniel Bewley. Niemniej junior może zaliczyć te zawody do udanych. Zrobił co do niego należało wygrywając bieg młodzieżowców. Jak przyznaje do meczu nie przygotowywał się jakoś szczególnie.
– Do każdych zawodów podchodzę tak samo. Chcę po prostu odjechać swój najlepszy wyścig w życiu, co bieg tak naprawdę. Mam nadzieję, iż we Wrocławiu pokażemy, na co nas stać i będzie dużo lepiej – dodał Konieczny.
Po meczu na legendarnym „Smoczyku” doszło do spięcia pomiędzy najbardziej zagorzałymi kibicami a zawodnikami. Byli oni rozczarowani postawą swoich zawodników, którzy nie nawiązali walki z faworyzowanymi Wrocławianami. Choć tracą dwadzieścia punktów to wychowanek nie traci nadzieji na awans. Wszystko może się wydarzyć.
– Niestety taki jest sport, nie udało nam się. Trzeba liczyć na to, iż się zepniemy i we Wrocławiu pokażemy klasę – zakończył.















