Jeszcze w starym roku popularny podcast "Dwie lewe ręce" opublikował odcinek pt. "Witajcie w globalnym kasynie, czyli nasze przepowiednie na rok 2026". Jakub Dymek i Marcin Giełzak rozmawiali m.in. na temat hazardu coraz mocniej obecnego w życiu gospodarczym, społecznym i politycznym. Nie chodzi tylko o samą branżę hazardową, ale także o ryzykanckie podejście do inwestowania i polityki. Punkt widzenia przedstawiony przez autorów "Dwóch lewych rąk" jest omawiany w świecie anglosaskim już od pewnego czasu.
REKLAMA
Zobacz wideo
Gra w tchórza i wiedza, na której można zarobić
Oczywiście naczelnym przykładem jest tu Donald Trump, były właściciel kilku kasyn. Prezydent USA prowadzi politykę tak, jakby grał w tchórza. Weźmy na przykład cła, którymi obłożył towary sprowadzane do USA. Eksperci łapali się za głowy: skąd on wziął takie liczby? A to przecież nie chodziło o to, czy te wielkości mają jakiekolwiek uzasadnienie ekonomiczne, ale jak zareagują na nie obłożone cłami kraje. Po prostu Trump wyjechał na drogę, docisnął gaz do dechy i patrzył, czy druga strona okaże się cykorem, czy nie.
Ale przecież Trump to tylko efekt, a nie przyczyna szerszego zjawiska. W wielkie kasyno przekształciły się giełdy całego świata, gdzie tzw. inwestorzy często obstawiają wzrost i spadek kursów akcji, a nie zyskują na kupnie lub sprzedaży udziałów w zyskach koncernów. Kolejnym pomysłem na biznes o dużym ryzyku są kryptowaluty, których regulację w Polsce zawetował prezydent Karol Nawrocki. Ich wartość jest przecież wirtualna, a nie realna. Ryzyko, iż to kolejna bańka, która w końcu pęknie, jest poważne.
Politycy i ich koledzy nie stronią też od bardziej namacalnych korzyści z hazardowej polityki. Gdy Trump zawiesił 125-procentowe cła na towary z Chin, nie brakło oskarżeń, iż między podjęciem decyzji a jej ogłoszeniem dobrze poinformowani mogli zarobić miliardy na giełdzie. W Wielkiej Brytanii wybuchła afera hazardowa po tym, gdy ujawniono, iż kilku posłów Partii Konserwatywnej, urzędników i funkcjonariuszy ochrony rządu obstawiło datę wcześniejszych wyborów u bukmacherów. Pewność wygranej zapewnili sobie dzięki temu, iż znali decyzję premiera Rishiego Sunaka, zanim ogłosił ją publicznie. W sumie przed sądem za wykorzystanie poufnych informacji ma stanąć 15 osób.
Bukmacherzy wchodzą do amerykańskiej polityki
To tylko łagodny podmuch przed tsunami, które może czekać nas już niedługo. Rynek bukmacherskich zakładów politycznych dopiero w USA raczkuje, a już mówi się, iż na to, kto wygra wybory na burmistrza Nowego Jorku na platformach Kalshi i Polymarket postawiono pół miliarda dolarów. Prognozy obu politycznych bukmacherów stały się takim punktem odniesienia, iż uznawano je za wiarygodne na równi z sondażami. Podczas jednego z wywiadów późniejszemu zwycięzcy wyborów Zohranowi Mamdaniemu cytowano, iż Kalshi uważa, iż na 92 proc. wygra wybory. Wtedy przyszły burmistrz opowiedział zabawną anegdotę o tym, jak zadzwonił do niego kolega z liceum, z którym nie rozmawiał od lat, tylko po to, żeby powiedzieć: "Stary, postawiłem na ciebie 1000 dolarów, nie zawiedź mnie".
Przytaczający to zdarzenie John Herrman z "New York Magazine" zastanawia się: czy hazard zje media polityczne, tak samo jak media sportowe? Bo gdy spojrzy się na rynek mediów sportowych w USA, aż trudno uwierzyć, iż jeszcze do 2018 obowiązywał federalny zakaz zakładów sportowych na terenie całego kraju z wyjątkiem stanu Nevada. W 2018 r. sąd najwyższy uznał, iż to jednak zakaz sprzeczny z konstytucją i reklamy bukmacherów, notowania i prognozy stały się coraz mocniej obecnym elementem transmisji. Doszło choćby do tego, iż największa stacja sportowa w kraju - ESPN - powołała do życia swoją firmę bukmacherską: ESPN Bet. A jeden z bukmacherów kupił całą sieć lokalnych telewizji sportowych, by zmienić ich nazwę na "FanDuel Sports".
Transfery, czyli hazard na duże stawki
Ale obecność ducha hazardu dotyka sportu nie tylko z racji silnego powiązania z przemysłem zakładów sportowych. Na dużym ryzyku funkcjonują całe kluby, zwłaszcza w piłce nożnej w Europie, gdzie wynik finansowy uzależniony jest od wyniku na boisku.
Najlepszym przykładem jest tu Barcelona, której tzw. dźwignie finansowe to hazard na duże stawki. Prezydent Joan Laporta zaryzykował przyszłość klubu, aby utrzymać go na topie dzięki transferom m.in. Roberta Lewandowskiego. Ryzyko na razie się opłaciło. Między innymi dzięki golom Polaka drużyna pozostała nie tylko w krajowej, ale i europejskiej czołówce i wciąż zarabia setki milionów euro. Finansowa równowaga klubu jest jednak bardzo krucha.
Laporta stał się bohaterem dzięki swojemu ryzykanctwu. A ten, który od lat dba, by La Liga nie stała się kasynem: szef ligi Javier Tebas, nazywany jest przez kibiców szkodnikiem. Nie pozwala bowiem na takie szastanie pieniędzmi, które groziłoby klubom bankructwem.
W Polsce mamy pełno przykładów ryzykanckich posunięć klubowych bossów. Najsłynniejszym był Bogusław Cupiał, który w piłkarskim "kasynie" stracił przeszło 100 mln złotych, zanim zdecydował się oddać Wisłę Kraków za bezcen.
Cupiał kupował najlepszych piłkarzy w Polsce, a i tak nie udało mu się zbudować drużyny na miarę awansu do Ligi Mistrzów. Mimo to jego metoda budowania sukcesu w kraju pozostaje niedoścignionym wzorem. Transfery, transfery i jeszcze raz transfery, tego żądają kibice, choć w przypadku przedziału cenowego dostępnego dla polskich klubów trafienie zawodnika, który zmieniłby oblicze drużyny, jest tak samo prawdopodobne jak duża wygrana w ruletce.

2 dni temu








![Wawrinka vs. Baez – starcie underdogów w United Cup [ANALIZA]](https://www.tenisbydawid.pl/wp-content/uploads/2024/10/35008164290_da2b26bb14_b-e1729289142326.jpg)