Los Angeles Lakers rozpoczęli kolejną fazę zmian pod rządami nowego właściciela. Według ESPN klub zwolnił kilkunastu pracowników wysokiego szczebla zajmujących się obszarem biznesowym. Na pierwszy rzut oka to informacja mało istotna dla kibiców NBA, ale może się okazać ważnym sygnałem, który Mark Walter chce wysłać w świat. Wygląda na to, iż nie chce dokładać do tego co było, ale chce przebudowy na swoich warunkach i zasadach. To może mieć realny wpływ na zespół, ale też całą ligę.
Los Angeles Lakers od zawsze byli czymś więcej niż zwykłą drużyną koszykarską. To marka globalna, symbol NBA, klub Magic Johnsona, Kareema Abdul-Jabbara, Shaquille’a O’Neala, Kobego Bryanta, LeBrona Jamesa, a teraz Luki Doncicia. Ostatnie lata pokazały jednak, iż nazwiska, tradycja i historia wyglądają ładnie na papierze i w pamięci kibiców, ale nie wystarczają do osiągnięcia sukcesu, jeżeli za kulisami organizacja nie działa na poziomie najlepszych klubów NBA.
Dlatego najnowsza informacja o zwolnieniach w Lakers nie jest tylko kadrową notką z biura. Według ESPN kilkunastu pracowników wyższego szczebla zostało zwolnionych. Zmiany miały objąć działy marketingu, komunikacji i „partnerstwa korporacyjnego”.
Oczywiście nie są to stanowiska, które bezpośrednio decydują o tym, czy Luka Doncić trafi trójkę w decydującym momencie, albo czy będzie miał średnią 35 punktów na mecz. Ale w NBA 21. wieku wszystkie działy współtworzą siłę klubu. Budują markę, przyciągają sponsorów, zarządzają komunikacją, rozwijają treści cyfrowe i pomagają klubowi zarabiać pieniądze, które potem mają wpływ na całą strukturę.
Trzeba podreślić, iż Lakers nie robią drobnych poprawek. To wygląda na próbę przestawienia całego klubu na nowe tory. Przez dekady Lakers byli klubem rodziny Bussów. Jerry Buss stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w historii sportu. Showtime, gwiazdy Hollywood na trybunach, wielkie osobowości, mistrzowskie drużyny, to wszystko było częścią tożsamości Lakers. Problem polega na tym, iż współczesna NBA coraz mniej przypomina ligę opartą wyłącznie na intuicji właściciela, sile marki i przyciąganiu gwiazd do Los Angeles.
Dziś najlepsze organizacje inwestują w analitykę, rozwój zawodników, scouting, medycynę, dane, komunikację, salary cap management, technologię i globalną sprzedaż. To nie przypadek, iż Boston Celtics, Oklahoma City Thunder czy Denver Nuggets przez lata budowały przewagę nie tylko na parkiecie, ale też w strukturze klubu.
Lakers mieli historię oraz pieniądze i przez lata byli zarządzani jak klub rodzinny. Można by tu pewnie użyć stwierdzenia, iż „lecieli na fejmie”. Teraz nowy właściciel chce dołożyć do tego korporacyjną efektywność.
Wprowadzić zasady z Dodgers
Mark Walter nie jest przypadkowym miliarderem, który kupił sobie prestiżowy klub. To człowiek kojarzony z Los Angeles Dodgers, czyli drużyną baseballową, która stała się symbolem ogromnych wydatków w lidze MLB, ale też bardzo rozbudowanej infrastruktury. Dodgers nie bazują jednak wyłącznie na kupowaniu gwiazd, ale dokładają do tego rozbudowaną analitykę, rozwój zawodników i agresywne zarządzanie.
Jeśli Walter chce przenieść podobną logikę do Lakers, to obecne ruchy nie powinny nikogo dziwić. Najpierw trzeba sprawdzić, kto w klubie pasuje do nowego modelu, a kto jest częścią starego porządku. Zwolnienia po stronie biznesowej mogą być bolesne, ale w takich procesach zwykle są jednym z pierwszych etapów większej zmiany.
To również sygnał do całej ligi, iż Lakers pod wodzą nowego właściciela nie będą żyć wyłącznie wspomnieniami o przeszłości. Walter wie, iż sama marka już nie wystarczy. jeżeli klub jest wyceniany na rekordowym poziomie, to musi być prowadzony jak nowoczesna globalna firma sportowo-mediowa.
Co ważne, reorganizacja nie zatrzymuje się na działach biznesowych. W ostatnim czasie Lakers dokonywali też zmian w strukturze sportowej. Pojawiły się informacje o zatrudnieniu Tony’ego Bennetta jako doradcy i konsultanta od draftu oraz Rohana Ramadasa w roli związanej ze strategią i systemami danych.
To ważne, bo Lakers przez lata byli postrzegani jako klub, który ma naturalną przewagę nad resztą ligi, czyli: lokalizacja, historia, sława, gwiazdy, Hollywood. Ale sama przewaga magii Los Angeles nie wystarcza już tak jak kiedyś.
Nowa NBA jest bezlitosna. Zespoły z mniejszych rynków potrafią budować lepsze systemy. Oklahoma City może wybierać w drafcie i rozwijać zawodników na najwyższym poziomie. Denver potrafiło stworzyć mistrzowski ekosystem wokół Nikoli Jokicia. Boston przez lata konsekwentnie budował głęboki, nowoczesny zespół, a San Antonio, choćby jeżeli przechodziło trudniejszy okres, to zawsze było kojarzone z najwyższą kulturą organizacyjną.
Lakers nie mogą zakładać, iż największe nazwiska same przyjdą i rozwiążą ich problemy. Muszą mieć strukturę, a więc zaplecze, które pomoże te nazwiska przyciągnąć, a potem zagwarantuje im walkę o najwyższe cele.
LeBron, Doncić i Reaves – czas decyzji
Ciekawe jest to, iż te zmiany dzieją się w momencie, w którym Lakers stoją przed bardzo ważnymi decyzjami sportowymi. LeBron James jest już na końcowym etapie swojej kariery, ale przez cały czas pozostaje jednym z najważniejszych nazwisk w NBA. Każda decyzja dotycząca jego przyszłości wpływa nie tylko na grę drużyny, ale też na wizerunek klubu, sprzedaż, zainteresowanie mediów i pozycję Lakers w lidze.
Luka Doncić to z kolei zawodnik, wokół którego Lakers będą budować swoją przyszłość. jeżeli Jeziorowcy naprawdę mają w składzie takiego gracza, to muszą stworzyć wokół niego nie tylko drużynę, ale cały klub, który nie będzie działała chaotycznie od jednego lata do drugiego, ale będzie poukładany, przewidywalny, po prostu profesjonalny. Doncić potrzebuje nie tylko drugiej gwiazdy obok siebie. Potrzebuje stabilności, dobrego planu, dopasowanych do niego zawodników, mocnego sztabu i organizacji, która rozumie, jak wykorzystać jego talent.
Nie zapominajmy też o Austinie Reavesie. Jego przyszłość może być jednym z najważniejszych tematów lata. Reaves stał się dla Lakers kimś więcej niż tylko solidnym graczem rotacji. To zawodnik ceniony przez kibiców, pasujący do większych gwiazd i mogący mieć dużą wartość na rynku. Decyzja, ile warto mu zapłacić i jaką rolę powinien pełnić, będzie testem dla nowego sposobu myślenia klubu.
Koniec sentymentów?
W Lakers każda zmiana personalna jest czytana przez pryzmat historii. Przez lata klub funkcjonował jak rodzinna dynastia. Nazwisko Buss oznaczało coś więcej, to była tożsamość klubu. Wejście Marka Waltera oznacza więc zmianę epoki. Jeanie Buss ma przez cały czas istotną rolę, ale realia są inne. Klub, który przez dekady był rodzinnym biznesem z ogromną tradycją, staje się częścią większej sportowo-biznesowej układanki.
To oczywiście nie musi oznaczać utraty duszy Lakers. Może oznaczać próbę dostosowania wielkiej marki do nowych czasów. W dzisiejszej NBA sentyment jest istotny dla kibiców, ale nie może być fundamentem zarządzania klubem, który jest wart kilka miliardów dolarów.
Lakers wchodzą w tej chwili w okres, w którym ich największym wyzwaniem nie będzie samo pozyskanie gwiazd. Ich największym wyzwaniem będzie zbudowanie organizacji na miarę wartości, historii i oczekiwań. jeżeli Walter naprawdę chce prowadzić Lakers tak, jak nowoczesną sportową potęgę, to obecne zmiany są logiczne. Najpierw porządki w strukturze. Potem nowe role. Potem nowe decyzje sportowe. Potem próba stworzenia klubu, który nie tylko wygląda jak gigant NBA, ale też działa jak gigant NBA.
W Los Angeles samo bycie Lakers już nie wystarcza. Współczesna NBA jest zbyt dobrze zarządzana, zbyt bogata i zbyt konkurencyjna. Nazwa na koszulce pomaga, ale nie zastępuje mądrego planu. Dlatego ta informacja o zwolnieniu kilkunastu pracowników nie brzmi sensacyjnie, ale jest podkreślenia i pamiętania, kiedy będziemy myśleć o najbliższych ruchach kadrowych w składzie Lakers.
Wygląda na to, iż Lakers nie będą już zarządzani na starych zasadach, według wytycznych i wizji rodziny Bussów. Może to być więc nowy początek, nowe otwarcie drużyny, która przez najbliższe lata będzie w czołówce NBA.
W związku z tymi zmianami pierwsze pytanie, jakie przychodzi mi do głowy, to czy w nowej wizji Lakers jest miejsce dla LeBrona Jamesa? I co raz mocniej wydaje mi się, iż po prostu nie.
Jedyną szansę na pozostanie LeBrona w Lakers na kolejny sezon upatruję w jego akceptacji na drastycznie niższą pensję. Zamiast żądać 40 czy 50 milionów za sezon LBJ mógłby się zgodzić na około 15, albo nieco ponad 6 milionów lub choćby minimum dla weterana, czyli 3,6 miliona dolarów. Problem polega jednak na tym, iż w ostatnich latach będący multimilionerem, a może choćby i miliarderem James, wyciskał z Lakers każdego możliwego dolara. Skąd więc pomysł, iż nagle zgodziłby się na inne rozwiązanie?
Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim w swoich mediach społecznościowych i zostaw komentarz. Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj.

3 dni temu











