W Lidze Letniej, gdzie królują nastoletnie talenty i młodzi prospekci walczący o swoje miejsce w NBA, Jon Elmore jawi się jako wyjątek od reguły. Podczas gdy większość jego kolegów z drużyny Los Angeles Lakers dopiero zaczyna dorosłe życie, 30-latek obdarzony charakterystyczną łysiną, którą z uśmiechem pociera po celnych rzutach, udowadnia, iż pasja do koszykówki nie zna daty ważności. Ten koszykarski „obieżyświat”, po latach spędzonych w Europie oraz w G League, stanął przed swoją być może ostatnią szansą na wywalczenie wymarzonego kontraktu w najlepszej koszykarskiej lidze świata.
Jon Elmore stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy tegorocznych rozgrywek w Las Vegas. Nie stało się to jednak tylko ze względu na jego wiek, choć fakt, iż jest jednym z najstarszych graczy w turnieju przeznaczonym głównie dla młodzieży naturalnie przyciąga wzrok. Uwagę kibiców przykuła przede wszystkim jego skuteczność i radosna celebracja po rzutach równo z syreną. Na przykład w meczu przeciwko Chicago Bulls przypomniał o swoim talencie strzeleckim, zdobywając 11 punktów i notując pięć asyst przy zaledwie jednej stracie. Jego występ był pokazem boiskowej inteligencji i spokoju, cech rzadko spotykanych u graczy walczących o angaż w NBA.
– Dzisiaj wszyscy żyją zasadą „jeśli nie jesteś pierwszy, jesteś ostatni”, więc motywacji nikomu nie brakuje – przyznał w jednym z wywiadów. To podejście doskonale oddaje atmosferę walki o triumf w Summer League, gdzie dla gracza takiego jak Elmore, każdy mecz to finał.
Jego historia to jednak znacznie więcej niż tylko efektowne rzuty zza łuku. To opowieść o człowieku, który zapisał się na kartach historii NCAA jako jedyny zawodnik Division 1 z dorobkiem ponad 2500 punktów i 750 asyst. w okresie 2017-18 poprowadził uniwersytet Marshall do historycznej, pierwszej wygranej w meczu turnieju NCAA – przeciwnikiem było Wichita State – stając się legendą swojej uczelni. Jednak jego droga do profesjonalizmu nie była usłana różami.
Elmore musiał zmierzyć się z trudną sytuacją rodzinną, kiedy u jego dziadka zdiagnozowano nowotwór. Bez wahania zdecydował się wrócić do domu, by się nim opiekować, co skomplikowało jego karierę na poziomie akademickim. Ta lekcja pokory i poświęcenia ukształtowała go jednak jako człowieka i sportowca. Wspominając czas, gdy sypiał na kanapie u dziadka, by być przy nim każdej nocy, powiedział: – Uważam, iż rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu.
Zanim znalazł się w składzie Los Angeles Lakers na tegoroczną Ligę Letnią, Elmore przebył drogę, której pozazdrościć mógłby mu niejeden podróżnik. Grał zawodowo w sześciu różnych krajach, w tym we Włoszech, Grecji, Turcji, na Litwie i Węgrzech. Reprezentował barwy trzech różnych drużyn G-League, w 2025 roku zdobywając choćby mistrzostwo w barwach Stockton Kings. Choć zdarzało mu się podpisywać krótkie kontrakty z drużynami NBA – Miami Heat czy Sacramento Kings – nigdy nie dane mu było zadebiutować w oficjalnym meczu sezonu zasadniczego.
Eksperci wskazują, iż jego największą barierą pozostają ograniczenia fizyczne, które szczególnie uwidaczniają się po bronionej stronie parkietu. Brak idealnych warunków motorycznych i trudności w kryciu bardziej atletycznych rywali sprawiają, iż może mieć problemy z utrzymaniem poziomu intensywności w defensywie. Jednocześnie w ataku jego umiejętności, inteligencja boiskowa i wszechstronność pozwalają mu rywalizować z najlepszymi zawodnikami. No i nie można zapomnieć o porównaniach do Alexa Caruso.
Choć na pierwszy rzut oka widać, iż 30-latka z byłym ulubieńcem kibiców Lakers, a w tej chwili zawodnikiem Oklahoma City Thunder, łączy podobna, niezbyt bujna fryzura, Jon zdążył już udowodnić, iż chodzi o znacznie więcej – przede wszystkim boiskową tożsamość i etos pracy. Obaj gracze stali się symbolami determinacji oraz inspiracją dla tzw. „zwykłych zjadaczy chleba”, pokazując, iż dzięki odpowiedniemu nastawieniu można rzucić wyzwanie najlepszym. Elmore, podobnie jak Caruso, wnosi na parkiet ogromny ładunek energii i rzadko spotykaną boiskową inteligencję, co potwierdzają jego statystyki – w przywołanym już wcześniej starciu z Bulls wykazał się niemal chirurgiczną precyzją w operowaniu piłką, notując świetny stosunek asyst do strat.
– Trenerzy oczekiwali ode mnie, iż wejdę na boisko, wniosę energię, pomogę w kreowaniu akcji i spróbuję nadać grze większe tempo. Chciałem po prostu pojawić się na parkiecie i zrobić różnicę – wyjaśnił sam zainteresowany, określając swoją rolę jako „człowieka od zadań specjalnych”.
Ta zdolność do natychmiastowej zmiany rytmu gry i pełne podporządkowanie się dobru zespołu sprawiają, iż Elmore – mimo dojrzałego wieku – staje się dla drużyny Summer League kimś więcej niż tylko strzelcem; jest fundamentem, na którym młodszy skład może budować swoją pewność siebie. Czy to jednak wystarczy, by ambitny koszykarz wreszcie doczekał się swojej szansy na grę z najlepszymi na świecie, jak swego czasu jego starszy kolega po fachu?
Nawet jeżeli tak się nie stanie, nie zmienia to faktu, iż dla wielu obserwatorów Elmore może być inspiracją – „przeciętnym Kowalskim”, który dzięki determinacji i adekwatnemu nastawieniu rzucił wyzwanie elicie. Choć ma już blisko 31 lat, nie przestał marzyć i wierzyć, iż jego miejsce w NBA. Bez względu na to, czy ten turniej przyniesie mu upragniony kontrakt, Jon będzie mógł z dumą spojrzeć w lustro. Jak sam już zdążył stwierdzić: – Dałem z siebie wszystko, nigdy się nie poddałem.
Jego postać może przypomnieć, że Liga Letnia to nie jest miejsce przeznaczone tylko i wyłącznie dla przyszłych gwiazd wybranych w pierwszej rundzie draftu, ale także arena dla doświadczonych graczy, którzy swoją ciężką pracą i charakterem udowadniają, iż na spełnienie marzeń nigdy nie jest za późno. Dla kibiców Lakers – i nie tylko – Elmore już został bohaterem, który wniósł na boisko energię i doświadczenie, a jego celebracja po celnych rzutach stała się symbolem dystansu do samego siebie i czystej euforii z gry w koszykówkę.

1 tydzień temu














