Paul George ma za sobą dwa trudne sezony w Philadelphia 76ers i coraz częściej słyszy, iż najlepszą koszykówkę ma już za sobą. Nowy zawodnik Boston Celtics uważa jednak, iż problemem nie był wiek, ale ciągła walka z kontuzjami. Po raz pierwszy od kilku lat mógł spędzić lato na normalnym treningu zamiast rehabilitacji i zapewnia, iż znów czuje się zdrowy. George nie musi wrócić do czasów walki o MVP, ale Celtics potrzebują przede wszystkim zawodnika, który będzie regularnie grał i dobrze uzupełni Jaysona Tatuma.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Paul George doskonale wie, jakie opinie towarzyszyły jego transferowi do Boston Celtics. W dwóch poprzednich sezonach spędzonych w Philadelphia 76ers wystąpił łącznie tylko w 78 meczach rundy zasadniczej, a w ostatnich rozgrywkach zdobywał średnio 17,3 punktu. Do tego trafił do Bostonu w wymianie za Jaylena Browna, czyli zawodnika młodszego o 6 lat, będącego w najlepszym okresie kariery i mającego ogromny udział w mistrzostwie Celtics z 2024 roku.
Porównań nie da się uniknąć. Sam George nie zamierza jednak przekonywać, iż ostatnie dwa sezony były dobre. Nie zgadza się jedynie z wnioskiem, iż słabsza gra musi oznaczać koniec jego kariery na najwyższym poziomie.
– Kiedy słyszysz: „On już tego nie potrafi” albo „jest skończony”, to z jednej strony jest zabawne, ale z drugiej frustrujące. Wiem, iż przez cały czas potrafię robić te rzeczy, kiedy jestem zdrowy – mówił George podczas Media Day.
George przyznał, iż w poprzednich latach wielokrotnie próbował grać mimo problemów zdrowotnych. Z perspektywy czasu uważa, iż czasami powinien był po prostu zrobić sobie dłuższą przerwę. Chęć pomocy drużynie sprawiała jednak, iż wracał na parkiet zanim jego ciało było naprawdę gotowe, a później był oceniany tak, jakby grał w pełni zdrowy. Teraz sytuacja ma wyglądać inaczej.
Pierwsze normalne lato od kilku lat
Najważniejsza informacja z perspektywy Celtics nie dotyczy choćby tego, co George mówi o krytyce własnej osoby. Znacznie ważniejsze jest to, co robił przez ostatnich kilka miesięcy.
Po raz pierwszy od kilku lat nie musiał poświęcić większości przerwy między sezonami na rehabilitację. Mógł normalnie trenować, pracować nad kondycją i przygotowywać ciało do kolejnych rozgrywek.
– Ostatnie dwa lata były trudne pod względem fizycznym, a to wpływa także na psychikę. Kiedy wiesz, co potrafisz zrobić, ale ciało ci na to nie pozwala, jest ciężko. Teraz czuję się świetnie. Czuję, iż przeszedłem przez ten etap i znów mogę budować siebie od strony fizycznej – mówił George jeszcze podczas swojej prezentacji w Bostonie.
Podczas Media Day George powtórzył, iż czuje się zdrowy i zdolny do gry na poziomie, którego sam od siebie oczekuje. Brad Stevens potwierdził natomiast, iż cały zespół rozpoczyna obóz bez poważniejszych ograniczeń zdrowotnych.
W przypadku 36-letniego zawodnika to oczywiście nie daje żadnej gwarancji na cały sezon. Historia George’a sprawia, iż pytania o dostępność pozostaną z nim przynajmniej do momentu, w którym pokaże, iż potrafi regularnie wychodzić na parkiet. Punkt wyjścia jest jednak znacznie lepszy niż rok czy dwa lata temu.
Celtics sami przekonali się, iż George przez cały czas potrafi grać
Boston nie musi zresztą opierać swojej wiary wyłącznie na deklaracjach nowego zawodnika. Kilka miesięcy temu Celtics oglądali z bliska jedną z jego najlepszych serii w ostatnich latach.
W pierwszej rundzie poprzednich play-offów Philadelphia 76ers wyeliminowali Boston po siedmiu spotkaniach. George zdobywał w tej serii średnio 17,4 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty, trafiając 48,9 proc. rzutów z gry i aż 55 proc. za trzy. Spędzał na parkiecie średnio ponad 37 minut i pomagał również w obronie przeciwko najlepszym skrzydłowym Celtics.
Nie były to liczby George’a z czasów, kiedy w barwach Oklahoma City Thunder kończył sezon na trzecim miejscu w głosowaniu na MVP. Boston też nie potrzebuje takiego zawodnika.
Potrzebuje zdrowego, regularnego skrzydłowego, który może trafić otwarty rzut, sam stworzyć sobie pozycję, poprowadzić fragment meczu z piłką i przez cały czas bronić na kilku pozycjach.
George nie zastąpi Browna
Najpopularniejszą narracją przed sezonem będzie porównywanie Paula George’a z Jaylenem Brownem. jeżeli jeden zdobędzie 15 punktów, a drugi 30, wynik takiego porównania będzie wyglądał oczywiście niekorzystnie dla Bostonu.
Tyle iż Celtics nie zrobili tego transferu po to, żeby wymienić Browna na identycznego zawodnika.
Wraz z George’em dostali również kapitał draftowy i większą elastyczność na przyszłość. Sam 36-latek ma natomiast pełnić trochę inną funkcję obok Jaysona Tatuma. Nie musi dominować piłki ani co wieczór oddawać 20 rzutów. Może wykorzystać doświadczenie z gry obok innych gwiazd i dostosowywać swoją rolę do tego, czego potrzebuje zespół.
George dobrze zna taki układ. Przez kilka sezonów występował w Los Angeles Clippers obok Kawhiego Leonarda i sam podczas prezentacji w Bostonie mówił, iż widzi siebie jako dobre uzupełnienie Tatuma.
Dla Joe Mazzulli istotna może być również jego wszechstronność. George może grać z piłką, ale nie potrzebuje jej przez cały czas. Jest bardzo dobrym strzelcem za trzy, może wychodzić po zasłonach, atakować słabszego obrońcę i rozpoczynać pick-and-roll. To daje trenerowi więcej możliwości bez konieczności budowania całego ataku wokół nowego zawodnika.
Warunek pozostaje ten sam: George musi być zdrowy.
Tatum kiedyś oglądał George’a. Teraz mają grać razem
Jest też interesujący osobisty wątek tej współpracy. Jayson Tatum nie ukrywał podczas Media Day, iż George należał do zawodników, których obserwował jeszcze jako nastolatek.
Dorastający Tatum oglądał jego pojedynki z LeBronem Jamesem i Miami Heat w czasach, gdy George prowadził Indiana Pacers do finałów Konferencji Wschodniej. Podobał mu się styl gry skrzydłowego, sposób poruszania się i umiejętność wpływania na mecz po obu stronach parkietu. Kilka lat później zostali kolegami z drużyny.
George przyznaje, iż takie historie przypominają mu o wieku, ale w Bostonie nie przyjechał pełnić roli mentora siedzącego na końcu ławki. przez cały czas chce mieć realny wpływ na wynik i po raz pierwszy w karierze zdobyć mistrzostwo.
Właśnie pod tym względem sytuacja obu zawodników może się dobrze uzupełniać. Tatum pozostaje pierwszą gwiazdą i nie musi zastanawiać się, czy nowy kolega próbuje odebrać mu tę pozycję. George z kolei nie musi udowadniać swojej wartości liczbą rzutów.
Najważniejsza statystyka? Liczba rozegranych meczów
George ma w karierze dziewięć występów w Meczu Gwiazd, sześć wyborów do zespołów All-NBA i cztery do All-Defensive Team. Nikt nie musi już sprawdzać, czy w najlepszej formie potrafi grać na najwyższym poziomie.
Problemem ostatnich lat było przede wszystkim to, jak rzadko można było oglądać taką wersję George’a.
W dwóch sezonach w Sixers zagrał łącznie 78 meczów rundy zasadniczej. Od 2019 roku tylko raz przekroczył granicę 56 występów w pojedynczym sezonie. W wieku 36 lat znacznie ważniejsze od zapowiedzi powrotu do dawnych średnich będzie więc to, czy jego ciało wytrzyma kilka kolejnych miesięcy bez kolejnej dłuższej przerwy.
Dla Celtics dobry sezon George’a nie musi oznaczać 25 punktów na mecz. jeżeli rozegra 65–70 spotkań, będzie trafiał rzuty z dystansu, pomagał Tatumowi w kreowaniu i przez cały czas dawał drużynie solidną obronę na skrzydłach, może być dokładnie takim zawodnikiem, jakiego Boston potrzebował po zmianach latem.
Sam George ma jednak jeszcze jedną motywację. Nie chodzi tylko o udowodnienie racji kibicom albo ludziom w internecie. Skrzydłowy chce przede wszystkim przekonać samego siebie, iż zawodnik, którym był przed kolejnymi kontuzjami, przez cały czas potrafi grać na odpowiednim poziomie.
PG zrobił już pierwszy krok. Po raz pierwszy od dawna rozpoczyna sezon nie po kolejnej rehabilitacji, ale po normalnym lecie przygotowań.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

1 dzień temu













