Kiedy w marcu 2026 roku Tom Dundon sfinalizował przejęcie Portland Trail Blazers za rekordową kwotę 4,25 miliarda dolarów, fani w stanie Oregon liczyli na powiew świeżości. Nikt jednak nie spodziewał się, iż nowy właściciel, znany z sukcesów w hokejowej lidze NHL z Carolina Hurricanes, tak gwałtownie i bezkompromisowo zacznie wdrażać swoją autorską wizję zarządzania. Człowiek, który otwarcie przyznaje, iż gasi światło w domu przy każdym wyjściu z pokoju, przeniósł tę samą dyscyplinę finansową do świata NBA, wywołując przy tym niemałe kontrowersje.
Od pierwszych dni urzędowania Tom Dundon musiał mierzyć się z oskarżeniami o – nazwijmy rzecz po imieniu – skąpstwo. Lista zarzutów była długa: od rezygnacji z darmowych koszulek dla kibiców na rzecz tańszych ręczników, po zakaz podróżowania zawodników na kontraktach typu „two-way” z resztą zespołu podczas fazy play-off. Właściciel Portland Trail Blazers zdaje się jednak widzieć wszystko inaczej, a podczas rozmowy z Maxem Kellermanem i Richem Paulem w podcaście „Game Over” podkreślił różnicę między przysłowiowym „wężem w kieszeni” a eliminacją nieefektywności.
– Po prostu nie chcę marnować pieniędzy. Wolę je inwestować – stwierdził kategorycznie, po czym dodał: – Będziemy mieć wielu masażystów. Będziemy mieć najlepsze jedzenie. Będziemy dbać o zawodników, bo to pomaga wygrywać. To część całego planu. Nie zamierzam wyrzucać 100 milionów dolarów tylko dlatego, iż ktoś chce napisać artykuł i nazwać mnie skąpcem. Po prostu tego nie zrobię. To trudne, bo jeżeli chodzi o samą drużynę i zapewnienie nam zwycięstw, nie myślę kategoriami budżetu. Część rzeczy, które przypisywano oszczędzaniu pieniędzy, tak naprawdę nie była w stu procentach prawdą.
Tom Dundon said it was a "mistake" to not send 2-way players on the road. He said Blazers spend $100 million more than the Hurricanes. From his interview on the Game Over pod:
"I'm just not gonna waste $100 million just because someone wants to write an article calling me cheap" pic.twitter.com/pjsan5zk6S
Dundon zauważył przy tym, iż organizacja z Portland wydaje na działalność operacyjną o 100 milionów dolarów więcej niż Carolina Hurricanes, mimo iż to hokejowy klub od lat notuje jedne z najlepszych wyników w swojej lidze, co niekoniecznie da się powiedzieć o Blazers.
Dla wielu obserwatorów najbardziej jaskrawym przykładem nowej polityki była sytuacja w Phoenix, gdzie personel pomocniczy musiał opuścić hotelowe pokoje przed czasem, by uniknąć opłat za kolejną dobę. Podczas gdy zawodnicy i trenerzy zostali w pokojach, pracownicy zostali skierowani do pracy w hotelowej sali balowej, gdzie zapewniono im catering. Dundon, który sam tam przebywał, także i w tym nie widzi nic zdrożnego.
– Zrobiłbym to jeszcze raz. Uważam, iż to naprawdę głupie myśleć, iż ludzie, którzy są tam po to, żeby pracować, którzy dostali jedzenie, a 45 minut później — nie było ich już w lobby — zanieśli swoje torby do pomieszczenia tuż przy autobusie, zaraz obok mojej. Usiedliśmy tam i rozmawialiśmy. jeżeli to dla kogoś zbyt trudne, to po prostu do siebie nie pasujemy. Właśnie taką kulturę chcę budować – wyjaśnił 54-latek.
Tom Dundon explained the hotel room story in Phoenix
Says that since the Play-In game was scheduled so late, the hotel they were staying at wanted them to pay for an extra night and did not offer late checkout
So they did that for the coaches and players, but for the staff,… pic.twitter.com/gsa5Oo4Jci
Ta surowa etyka pracy także wynika z hokejowych korzeni Dundona, gdzie – jak sam zauważył – zespół nie podróżuje z nadmierną liczbą osób, ponieważ „nie są na wakacjach”. Choć przyznał, iż zakaz podróży dla młodych graczy w NBA był błędem wynikającym z niezrozumienia specyfiki ligi, jego intencją pozostaje eliminacja wszelkiego rodzaju „rozpraszaczy”.
Mimo zaciskania pasa w sferze administracyjnej, Dundon, który dorobił się już wiele mówiącej ksywki „El Cheapo”, zadeklarował pełną gotowość do głębokiego sięgnięcia do kieszeni, gdy w grę wchodzi realna szansa na mistrzostwo. Zdradził, iż już w trakcie negocjacji nad zakupem klubu dał zielone światło dyrektorowi generalnemu, Joe Croninowi, na przeprowadzenie wymian, które wiązałyby się z zapłatą podatku od luksusu.
– Chcę wygrywać bardziej, niż chcę zarabiać pieniądze. I to wydaje się oczywiste, jeżeli jesteś w tym biznesie, prawda? Wygrywanie to jedyny powód, dla którego to robisz. Po co inaczej kupować drużynę? – zapytał retorycznie nowy właściciel Blazers. Jego filozofia zakłada najwyraźniej, iż jeżeli wejście w obszar podatku od luksusu daje strategiczną szansę na zdobycie młodego talentu lub zwycięstwo, to dodatkowe koszty stają się nieistotne.
Rich Paul asked Tom Dundon: How do you maximize the viewership that Yang Hansen brings?
Dundon acknowledged how the views peaked early on and then tapered off because Hansen didn’t play, to which Paul said “you gotta play him”
Dundon said: “I’m not doing that”
“I’m not playing… pic.twitter.com/gQrFmHAoak
Jednocześnie jednak nowy właściciel wydaje się ostrożnie podchodzić do budowania popularności opartej na samym marketingu. Pytany o młodego gracza, Yanga Hansena, którego obecność na boisku generuje ogromne zasięgi, Dundon odparł stanowczo, iż minuty muszą być wywalczone formą sportową. – Nie będę wystawiał go tylko dlatego, iż zdobywa wyświetlenia. jeżeli na to zasłuży, oczywiście zagra, nie jestem głupi – uciął spekulacje.
Mimo kontrowersji i nieudanych prób przyciągnięcia do klubu renomowanych trenerów, takich jak Tom Thibodeau czy Michael Malone – którzy rzekomo odmówili negocjacji z szacunku dla wciąż pracującego w klubie Tiago Splittera – 54-letni właściciel patrzy w przyszłość z optymizmem. Jednym z kluczowych komunikatów dla zaniepokojonej społeczności Portland jest deklaracja o pozostaniu w mieście, jako odpowiedź na pogłoski dotyczące potencjalnych przenosin zespołu na przykład do Austin w Teksasie.
– Kiedy kupiłem Hurricanes, słyszałem tylko o tym, iż rzekomo zamierzamy przenieść zespół do Houston… Nie kupiliśmy drużyny, żeby ją przenieść. Kupiliśmy Portland Trail Blazers – zapewnił Dundon. w tej chwili jego priorytetem jest renowacja hali i przedłużenie umowy najmu, co ma ugruntować pozycję klubu w regionie. Portland wkroczyło w nową erę – erę, w której każde wydane dziesięć centów musi służyć jednemu celowi: powrotowi na szczyt NBA.

2 tygodni temu











