NBA: Warriors muszą podjąć trudne decyzje, aby ratować końcówkę kariery Stepha Curry’ego

2 tygodni temu

Golden State Warriors zamknęli pierwszy istotny temat – Steve Kerr zostaje w klubie. To jednak dopiero początek znacznie większej układanki. W wywiadzie dla ESPN Mike Dunleavy (generalny menedżer Wojowników) mówił o drafcie, rozwoju młodych graczy i budowaniu drużyny krok po kroku, ale sytuacja Warriors wymusza odważniejsze pytanie i mocne decyzje. Czy 11. wybór w drafcie będzie dla nich szansą na pozyskanie kolejnego młodego zawodnika, czy raczej walutą w rozmowach o ostatnim dużym ruchu wokół Stephena Curry’ego?

Golden State Warriors znajdują się w trudnej sytuacji. Z jednej strony przez cały czas mają Stephena Curry’ego, jednego z najwybitniejszych graczy w historii NBA, zawodnika, który wciąż potrafi zmienić losy meczu kilkoma rzutami. Z drugiej, mają zespół, który zakończył sezon z bilansem 37-45, zajął 10. miejsce na Zachodzie i po porażce z Phoenix Suns w turnieju play-in nie awansował choćby do play-offów. Do tego dochodzi kontuzja Jimmy’ego Butlera i jego wysoka pensja oraz brak wystarczająco dobrego składu, który mógłby pomóc Curry’emu pod koniec kariery wrócić do czołówki.

Warriors wciąż są uznaną marką, popularną wśród kibiców na całym świecie, ale nie mogą już udawać, iż czas działa na ich korzyść. Dlatego pierwsza decyzja tego lata była tak ważna. Steve Kerr podpisał nową, dwuletnią umowę i pozostanie trenerem Wojowników.

Decyzja klubu o przedłużeniu umowy z Kerrem oznacza, iż klub nie chce wchodzić w tryb przebudowy, ale spróbuje wzmocnić skład i zbudować taką drużynę wokół Curry’ego, która znów będzie się liczyć na Zachodzie.

Curry ma 38 lat i 17 sezonów w NBA za sobą. W tym roku stracił połowę sezonu przez kontuzje. Ile jeszcze może grać? Sezon? Pewnie raczej dwa. Warriors chcieliby, aby to u nich grał do końca kariery, bo właśnie dołączył do grona zawodników, którzy spędzili co najmniej 17 sezonów w jednym klubie i chcieliby, żeby nigdy nie założył koszulki z logiem innego zespołu.

Zawodników, którzy zagrali co najmniej 17 sezonów w jednym klubie NBA i nigdy nie zagrali w innej drużynie jest siedmiu:

  1. Dirk Nowitzki — Dallas Mavericks, 21 sezonów
  2. Kobe Bryant — Los Angeles Lakers, 20 sezonów
  3. Udonis Haslem — Miami Heat, 20 sezonów
  4. Tim Duncan — San Antonio Spurs, 19 sezonów
  5. John Stockton — Utah Jazz, 19 sezonów
  6. Reggie Miller — Indiana Pacers, 18 sezonów
  7. Stephen Curry — Golden State Warriors, 17 sezonów

Jest też trzech graczy, którzy owszem zagrali co najmniej 17 sezonów w jednym klubie, ale na koniec kariery przywdziali też koszulkę innej drużyny. Są to: Karl Malone w Utah Jazz (18 sezonów), Tony Parker w San Antonio Spurs (17 sezonów) i Hakeem Olajuwon w Houston Rockets (17 sezonów).

Gra Curry’ego w Warriors do końca kariery byłaby więc pięknym zakończeniem wspaniałej, niepowtarzalnej historii jaką razem napisali. Żeby to jednak miało sens trzeba zrobić coś, aby ta drużyna była lepsza.

Mike Dunleavy (generalny menedżer Warriors) potwierdził w wywiadzie z Bobbym Marksem z ESPN, iż przedłużenie kontraktu z Kerrem było pierwszym punktem na jego liście spraw do załatwienia. Nazwał Kerra najlepszym trenerem w historii klubu i jednym z najlepszych w historii NBA. Podkreślił też, iż dla niego Kerr jest świetnym partnerem do rozmów i współpracy, a jego powrót na ławkę trenerską jest najlepszym rozwiązaniem dla zawodników, klubu i kibiców.

To można było odczytać jako deklarację ciągłości, ale niekoniecznie jak deklarację braku zmian.

Miniony sezon Warriors miał kilka obliczy. Do momentu kontuzji Jimmy’ego Butlera zespół miał bilans 25-19 i czwartą najlepszą defensywę w lidze. Potem Butler zerwał więzadło w kolanie, Curry miał własne problemy zdrowotne, Moses Moody przeszedł operację kolana, a drużyna coraz bardziej przypominała ekipę, której brakuje nie tylko zdrowia, ale też po prostu talentu i siły rażenia. Warriors zakończyli rozgrywki z defensive rating na poziomie 114,4 punktu, co było dopiero 16. wynikiem w lidze.

Dlatego tegoroczny draft może być dla Warriors czymś więcej, niż zwykłym draftem. GSW będą wybierać z numerami 11. i 54. O ile jeszcze w drugiej rundzie mogą pozyskać kogoś, kto będzie uznany za projekt długofalowy, o tyle trudno sobie wyobrazić, aby choćby dobry zawodnik wybrany z 11. numerem został w Warriors.

Golden State nie mają czasu w próby i błędy. Popełnili je już z Jamesem Wisemanem, którego wybrali z 2. numerem w 2020 roku. Miał być podstawowym centrem i przyszłością drużyny, ale gwałtownie okazało się, iż tak nie będzie. Wiseman przez pięć lat zagrał tylko w 152 meczach. W ostatnich rozgrywkach tylko cztery mecze w barwach Indiana Pacers, rok wcześniej zaledwie jeden.

Młodym graczem, który miał pomóc trzonowi Warriors był też Jonathan Kuminga, którego wybrano rok później z 7. numerem. Ogromny talent, ale nie dogadał się z trenerem i kolegami z zespołu. Chciał być jednym z liderów, zdobywać dużo punktów, mieć ważniejszą rolę w zespole.

Warriors oddali go w końcu otrzymując w zamian Kristapsa Porzingisa. Łotysz ma za sobą 10 lat gry w NBA, ale w wielu z nich opuszczał około połowę meczów.

Jeśli przyjrzymy się składowi Warriors na przyszły sezon, to widzimy, iż prawie wszystkim kończą się za rok umowy, a Porzingisowi i Paytonowi właśnie się skończyły.

Największym problemem jest kontrakt Butlera, który przy dobrym wietrze wróci do gry w połowie przyszłego sezonu. Trzeba jednak pamiętać, iż ma już 37 lat i często opuszczał wiele spotkań w ostatnich latach. Warriors nie mogą więc na niego czekać i jeszcze wykazać się cierpliwością i dać mu czas na budowanie formy w trakcie sezonu. Jego pensja i kontrakt są jednak „atrakcyjne do wypchnięcia„. A więc, żeby oddać go klubowi, który w zamian przekaże gracza z dłuższym kontraktem.

Warriors są też w komfortowej sytuacji, bo wszystkie siedem kolejnych wyborów w pierwszych rundach draftu należy do nich. Mają więc czym handlować, bo do Butlera mogą dorzucić tegoroczny 11. wybór oraz picki z kolejnych lat.

Można się domyślać, iż będą szukali zawodników, którzy będą uzupełnieniem do taktyki opartej na Currym, a więc wyższego gracza na pozycji dwa, który będzie bronić najlepszego obwodowego przeciwnika. Przydałby się też niski skrzydłowy z dobrym rzutem z dystansu i solidną obroną (3-and-D). Mile widziany byłby też zmiennik dla Draymonda Greena oraz środkowy, który byłby w stanie ustać w obronie najlepszym podkoszowym.

Pozycja Greena w zespole nie jest jasna i nie wiadomo czy też nie dołączy do „listy transferowej”. Może się jednak okazać, iż Warriors pójdą na całość i spróbują pozyskać Giannisa. Dla Bucks jednak ich oferta może być niewystarczająca, bo poza wygasającym kontraktem Butlera i wyborami w drafcie tylko Brandin Podziemski mógłby wywołać względne zainteresowanie.

O ile Warriors mogliby chcieć pozyskać Giannisa, to jednak ostateczną decyzję podejmą Bucks, którzy rozpoczęli zbieranie ofert za swoją gwiazdę, a zainteresowani Grekiem mogą być też inni. Szczególnie Heat i w zależności od tego jak zakończą sezon Knicks.

Giannis dla Warriors nie byłby jednak tym, czym Luka Doncić jest dla Lakers, a więc supergwiazdą, która teraz pomaga dużo starszemu LeBronowi Jamesowi, ale jest dla klubu priorytetem na kolejne lata. Wszystko przez to, iż Słoweniec ma dopiero 27 lat i teoretycznie wchodzi lub właśnie rozpoczął swój najlepszy okres w karierze. Giannis ma już 32 lata i sporo problemów ze zdrowiem. Pozyskanie Greka jest dziś więc ryzykowne dla każdej drużyny, bo nikt nie chce oddać młodych perspektywicznych graczy i wyborów w drafcie w zamian za zawodnika, który będzie więcej czasu leczył kontuzje, niż grał.

Jest też oczywiście scenariusz, w którym LeBron James nie dogaduje się z Los Angeles Lakers i dołącza do Stepha Curry’ego i wspólnie zaliczają „Ostatni Taniec”. Choć brzmi to niewiarygodnie, to wcale nie jest niemożliwe. LeBron odejdzie z NBA z wielkim przytupem i jego wspólna gra ze Stephem na pewno elektryzowałaby kibiców na całym świecie. Cały sezon by się o nich mówiło bez względu na to czy by wygrywali.

Najlepszym rozwiązaniem dla Warriors byłoby pójście śladami Lakers, a więc pozyskanie gwiazdy, która dziś pomogłaby Stephowi, a po zakończeniu przez niego kariery, byłaby liderem nowych Golden State. Problem jednak w tym, iż jest to najtrudniejszy scenariusz do zrealizowania, bo mało kto ma gwiazdę, którą chciałby oddać. Na tej liście poza Giannisem, możemy umieścić Ja Moranta czy Ziona Williamsona, ale czy kogoś jeszcze?

Dunleavy w tym wywiadzie sprawiał wrażenie spokojnego, ale jego lato spokojne nie będzie. Warriors mogą wybrać młodego gracza z 11. numerem i próbować znaleźć kogoś, kto gwałtownie wejdzie do rotacji. Mogą użyć tego wyboru w rozmowach o większym transferze. Mogą też utknąć pomiędzy tymi dwoma drogami, ale to byłby dla nich najgorszy scenariusz.

Mając 38-letniego Curry’ego nie chodzi już o budowanie drużyny na kiedyś. Teraz co roku Warriors muszą sobie zadać pytanie: czy robimy wszystko, żeby dać mu jeszcze jedną realną szansę na walkę o tytuł? Wydaje się, iż przedłużeniem umowy z Kerrem Warriors odpowiedzieli na pierwszą część tego pytania. Teraz muszą odpowiedzieć na drugą, znacznie trudniejszą, czyli kto będzie z Currym na parkiecie, gdy zacznie się kolejny sezon?

Kibice Warriors powinni się przygotować na transferowe lato, które rozpocznie się prawdopodobnie w dniach draftu, czyli 23 i 24 czerwca, kiedy to najprawdopodobniej oddadzą 11. wybór do innej drużyny w zamian za bardziej doświadczonego zawodnika lub zawodników.

Pamiętajmy też, iż Golden State Warriors wciąż mają nazwiska, które budzą respekt. Teraz muszą udowodnić, iż mają też plan na ich najbliższą przyszłość.

Tak wygląda sytuacja kadrowa Warriors na przyszły sezon – na zielono „opcja zawodnika”, a na niebiesko „opcja drużyny”.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału