Pisałem to już co najmniej kilka razy na łamach speedwaynews.pl, ale powtórzę – ostatnio w żużlu kręci mnie przede wszystkim odkrywanie nowych terenów. A skoro już tak, to 13 czerwca nadarzyła się świetna okazja, by 34-letni pismak, od 11 lat nadający regularnie o „czarnym sporcie”, w końcu dotarł do Włoch. Lonigo przyjęło u siebie kandydatów do jazdy w prestiżowym cyklu SEC. Na 334-metrowym torze spotkali się m.in. Maciej Janowski, Piotr Pawlicki, Przemysław Pawlicki, Mikkel Michelsen, Jan Kvech, Rasmus Jensen, Tom Brennan, Kai Huckenbeck i Paweł Przedpełski.
Nie ma co się czarować, Włosi nie mają na codzień takich wrażeń – tak dobrzy zawodnicy, przyjeżdżający na turniej do Wenecji Euganejskiej powinni gwarantować święto żużla w słonecznej Italii. No właśnie, powinni.
Walka o zdrowie zamiast dobrego żużla w Lonigo. Plusy? Atmosfera!
Zacznę od rzeczy pozytywnych – praca w Lonigo była czystą przyjemnością. Zawodnicy byli dostępni w parku maszyn na długo po zakończeniu zawodów, można też było wejść pod podium przed dekoracją. Włosi również tworzyli świetną atmosferę. Spiker z entuzjazmem narkęcał widownię podczas wyścigów. Gdy widoki na punkty miał Nicolas Covatti, publika po prostu szalała ze szczęścia i ekscytacji. No i były też stoliki, zobaczcie sami:
Jako iż w Lonigo trwa przydługa przerwa, to ciekawostka pozażużlowa.
Na stadionie funkcjonują stoliki z przeróżnymi bufetami. Państwo Włosi serwują liczne smakołyki przyjaciołom. Nas zaprosili na arbuza, regionalne salami, chlebek i ciasto.
Obok można też dostać ogórki, piwo,… pic.twitter.com/eMRUdxLUfV
– Tak, to nasza tradycja. Sami zobaczcie i spróbujcie ciasta, salami – zachęcał nas jeden z Włochów. W PGE Ekstralidze to by nie przeszło, przecież wiecie. W stoiskach gastronomicznych, za kilka euro można kupić piwo, Aperol Spritz (on we Włoszech jest wszędzie!), przekąski w stylu frytek, a za 1,5 euro wodę.
Przejdźmy jednak do żużla, bo musimy, prawda? Zawody były po prostu straszne. Zawodnicy walczyli o przetrwanie na rozsypującym się torze. Owal w Lonigo ma bardzo szerokie łuki, ale na tym się nie skupialiśmy. Byliśmy ciekawi, czy gwiazdy PGE Ekstraligi i pozostała część obsady zakończą turniej w jednym kawałku. Dobrze mógł się bawić adekwatnie tylko Jan Kvech, ale choćby liderujący niemal od początku do końca gwiazdor reprezentacji Czech przyznał, iż tor sprawia trudności.
– Kiedy jadę z przodu, to jeszcze jest w porządku. Ale jak gonisz, to jest naprawdę trudno. Tak nie powinno być i dobrze, iż zostało to przerwane. Musimy szanować nasze zdrowie – powiedział speedwaynews.pl.
Chowanie za bandą, solidarność zawodników i faworyci z awansem
„Spektakularny” był już wyścig nr 5. Na start nie dotarł Timo Lahti, w jego miejsce pojawił się rezerwowy Giovanni Nichele. Włoch… upadł w pierwszym łuku. Następnie wstał i kontynuował jazdę. Na drugim łuku solidarnie… upadł Nicolas Covatti. Doświadczony reprezentant Italii wstał i gonił rezerwowego. Kiedy zbliżył się na tyle, iż wyprzedzenie było realne… ponownie upadł.
W powtórce kolejny upadek zaliczył Nichele. Doświadczony arbiter Jesper Steentoft nie przerwał jednak wyścigu, ponieważ Włoch… schował się za bandą. Do tej pory nie wiem, dlaczego sędzia tego nie dostrzegł. Na pewno widział to triumfator biegu, Mikkel Michelsen, który machał niezadowolony ręką. Dobrze, iż obyło się bez kontuzji. Z czasem tor robił się coraz gorszy. Gospodarzom trzeba oddać, iż próbowali, ale owal w Lonigo nijak nie chciał współpracować. W końcu zawodnicy solidarnie (wyjątkiem był Covatti, który chciał jechać choćby ze złamanym palcem) ogłosili, iż trzeba to przerwać.
Osoby decyzyjne przychyliły się do tej koncepcji i zawody zakończono po 4. serii. Maciej Janowski w rozmowie ze speedwaynews.pl chwalił solidarność zwłaszcza tych, którzy do końca mieli szansę na awans. Wskazał Brytyjczyków – Toma Brennana i Adama Ellisa. Ten drugi otrzymał od FIM Europe stałą dziką kartę na SEC 2026. Z Lonigo awansowali: Jan Kvech, Maciej Janowski, Mikkel Michelsen, Piotr Pawlicki, Przemysław Pawlicki i Rasmus Jensen.
„Magica” zapytaliśmy po zawodach, jakie jego zdaniem były przyczyny takiego, a nie innego stanu toru. Polak mówił, iż już na treningu było bardzo źle. Wspominał, iż ostatnimi czasy w Lonigo są przede wszystkim zawody flat trackowe, a brak regularnych imprez żużlowych mógł zrobić „swoje”.
Obiekt Santa Marina opuszczaliśmy z poczuciem, iż był to turniej straconych szans na promocję żużla w nieoczywistym dla speedwaya kraju. Kibice troszkę pogwizdali po decyzji o przedwczesnym zakończeniu, ale później bawili się dobrze. No nic, my na pewno ten turniej zapamiętamy na długo.
Za mną ścisła topka kuriozalnych zawodów w życiu.
Po żużelku w Lonigo będę miał dla Was gęstą rozmowę z Maciejem Janowskim o dzisiejszym wyrobie toropodobnym i odwołaniu meczu we Wrocławiu. Zaryzykuję, iż warto. Ciekawie mówił też Janek Kvech.
A Lonigo bawi się dalej! Ciao! pic.twitter.com/fjvGScS0fy
Koszty wyjazdu na żużel we Włoszech
Czy warto jechać/lecieć na żużel do Włoch? Odpowiem być może w opozycji do tego, co opisałem wyżej. Zdecydowanie tak! Atmosfera w Lonigo jest niepowtarzalna. To piknik, który może się kojarzyć chociażby z Niemcami, czy Szwecją, ale Włochom dodatkowo nie przeszkadza zaprzeczenie dobrego żużla. Pozostaje kręcić głową, bo jeżeli ktoś z nich był na żużlu po raz pierwszy, to jednak w dyscyplinie się nie zakochał. Pozostali na pewno wrócą z smakołykami, lodówkami turystycznymi i dobrym humorem w pakiecie.
A jak zaplanować taką podróż? Trzeba zabrać ze sobą pasjonatów żużla, którzy oprócz zawodów będą chcieli zobaczyć coś interesującego w okolicach. Tomasz Szatkowski to znany żużlowy podróżnik, który przy okazji eskapad żużlowych widział już niejedno i dzięki swojemu doświadczeniu jest świetnym organizatorem. Entuzjastą takich wypadów jest również Adam Karbownik z Bydgoszczy, który kocha żużel w każdym wydaniu. Akurat tak się złożyło, iż obaj mi towarzyszyli.
Plan zakładał zakup biletów lotniczych z kilkunastotygodniowym wyprzedzeniem, aby coś w portfelu zostało. Niestety, nie trafiliśmy z momentem. Zapłaciliśmy za loty Warszawa Modlin <—> Mediolan Bergamo ponad 630 zł od osoby. Kiedy rezerwowaliśmy, ceny rosły. Kilka dni później… poszły w dół. Ot meandry samolotowego biznesu. Nocleg w apartamencie, w którym nie brakowało niczego, znaleźliśmy w centrum Bergamo. Kosztował 181 zł od osoby za noc. Mówimy o dwóch pokojach, salonie z aneksem kuchennym i pięknych warunkach do obejrzenia… meczu Haiti – Szkocja o 3 rano. Właściciel kontaktujący się przez WhatsApp, tłumaczący wszystko krok po kroku, wygoda, konkret, nic do zarzucenia.
Wynajem auta na jeden dzień kosztowało nas 152 euro (wypożyczenie + paliwo + autostrady we Włoszech). Poczytajcie dobrze opinie na temat wypożyczalni, ponieważ Włosi mają swoje podejście do potencjalnych problemów z samochodami. Lepiej się zorientować np. jakie ubezpieczenie kupić i w której wypożyczalni ryzyko „przygód” jest mniejsze.
O jedzeniu wiele pisać nie będę, bo to indywidualna sprawa. Krótko – zjedzenie pizzy, lasagane, tudzież spaghetti w centrum Mediolanu lub Werony to wydatek rzędu 12-18 euro. Nie jest źle.
Co we Włoszech przy okazji zawodów w Lonigo? Werona, Mediolan i… Badia Calavena
A co zobaczyć przy okazji turnieju żużlowego w Lonigo? Zaczęliśmy od uroczej miejscowości Desenzano del Garda. Jeziorko, przepiękny widok na góry, upał, kurort trustyczny – dobra propozycja na weekend. A duże miasta? Bliziutko jest chociażby Werona. W centrum tegoż słynnego miasta jest Amfiteatr, który jest po prostu fantastyczny. Robi wrażenie porównywalne do rzymskiego Koloseum. Wejście do środka kosztuje 12 euro, co jest jak najbardziej w porządku. Mieliśmy to szczęście, iż akurat tego dnia zaplanowano tam operę Traviata Giuseppe Verdiego. Scena, dekoracje, trybuny – wszystko nam się tam podobało.
📍 🇮🇹 Werona
Arena di Verona, czyli ichniejsze Koloseum robi ogromne wrażenie. Polecam, Wasz reporter z Włoch 🤝 pic.twitter.com/YNqp6bcKlH
W Weronie można też zobaczyć słynny balkon z „Romea i Julii”, ale od niedawna jest to atrakcja płatna i nie zdecydowaliśmy się na wejście do środka, stąd też nie będzie oceny tegoż miejsca. Werona jest świetnym miejscem na spacer, ma ładne kościoły i proponuje znakomite jedzenie z konia – Pastissada de Caval. Mieliśmy też szczęście i udało nam się wejść na stadion piłkarski Hellasu Verona – Stadio Marcantonio Bentegodi. Akurat były tego dnia zawody ze strażakami. Obiekt nie jest najnowocześniejszy, ale dla sympatyków futbolu to propozycja godna uwagi.
W pobliżu Lonigo znajduje się również obiekt w Badia Calavena – Marani Motorsport Park. w tej chwili kojarzony przede wszystkim z flat trackiem, swego czasu gościł żużel na niezłym poziomie. W 2016 roku odbył się tam turniej MEP, w którym 17 punktów zdobył Rasmus Jensen, a 15 lokalny bohater Nicolas Covatti. – Na początku marca 1998 Apator Toruń był tam na treningach i rozegrano turniej indywidualny z udziałem m.in. zawodników Apatora. Wygrał Tony Rickardsson, przed Jackiem Krzyżaniakiem i Andreą Maidą – napisał mi Grzegorz Drozd, ceniony żużlowy dziennikarz i spiker.
Potwierdzeniem były słowa spotkanego tam Włocha, który od razu wspomniał Wiesława Jagusia i Jacka Krzyżaniaka. O obiekt dba m.in. Alberto Marani. Można też tam zjeść coś włoskiego. Zobaczcie, jak to wszystko wygląda. Okoliczności przyrody są całkiem przyjemne:
📍Badia Calavena
Moi towarzysze podróży twierdzą, iż tu kiedyś był żużelek. Miejscowy Sergio twierdzi, iż kojarzy Wiesława Jagusia i Jacka Krzyżaniaka 👏👏
Ale by się tu zweryfikowało polskich juniorów! 😎 pic.twitter.com/QooiLhu8io
Oczywista oczywistość
200 kilometrów od Lonigo jest Mediolan. Z racji tego, iż spaliśmy w Bergamo, nie mogliśmy sobie odmówić kilku godzin spaceru po stolicy Lombardii. Katedra, słynna Galeria Wiktora Emanuela, Zamek Sforzów, San Siro – to wszystko przynajmniej raz w życiu wypada zobaczyć. Osobiście zawiodła mnie słynna La Scala – przynajmniej z zewnątrz – nic specjalnego. Spacerowaliśmy w 32-stopniowym upale, ale Mediolan, jak to Mediolan – nie zawiódł. Jedzenie w centrum to wydatek rzędu 15-20 euro, jeżeli chcecie zjeść tradycyjnie, po włosku. Na każdym kroku można kupić pamiątki, Włosi kuszą też Aperol Spritzem.
Koszty takiego weekendowego wypadu to przynajmniej ok. 1500 zł, jeżeli nie bierzecie swojego prowiantu i macie ochotę na kilka atrakcji poza żużlowych. Czy polecam? Jak najbardziej. Żużel w nieoczywistych miejscach zawsze znajdzie specjalne miejsce w moim sercu, choćby taki, jak w przypadku SEC Challenge 2026 w Lonigo. A jeszcze w tym roku przyjdzie czas (miejmy nadzieję) na Terenazno i Grand Prix Challenge.
Konrad Marzec, speedwaynews.pl















