Oni pierwsi zagrali w barażach o mundial! Jeden gol zdecydował

2 godzin temu
Jeden gol wystarczył, byśmy poznali pierwszego finalistę barażów o awans na mundial! Turcja była faworytem domowego starcia z Rumunią, ale długo nie mogła jej złamać. Aż w końcu Arda Guler posłał takie podanie, iż nic tylko bić brawo, a Ferdi Kadioglu tego nie zmarnował. Gracze Realu Madryt oraz Brighton dali gospodarzom zwycięstwo 1:0 i przedłużyli życie swym marzeniom o wyjeździe na mistrzostwa świata!
Czwartek 26 marca 2026 roku był dla piłkarskiej Europy dniem wstrzymania oddechu. To właśnie dziś rozpoczęły się baraże o awans na mundial. Większość spotkań półfinałowych zaplanowano na godzinę 20:45, ale był jeden wyjątek. Starcie Turcja - Rumunia (o 18:00). Mecz dwóch drużyn, które do barażów dostały się w nieco inny sposób. Turcy zajęli drugie miejsce w swojej grupie eliminacyjnej. Zdobyli 12 punktów w sześciu meczach z Gruzją, Bułgarią i Hiszpanią, ulegając o trzy oczka Hiszpanom. Rumunia w swojej grupie była trzecia za Austrią oraz Bośnią i Hercegowiną. Przy czym oni wygrali swoją grupę w ostatniej edycji Dywizji C Ligi Narodów, czym kupili sobie bilet do barażów.

REKLAMA







Zobacz wideo Oskar Pietuszewski i jego "odpały"! "Kopiował Zlatana"



Pierwsza połowa sztuką walenia głową w mur
Faworytem byli zatem Turcy, którzy mieli też przewagę własnego boiska. Rumuni musieli się więc zmierzyć także z zagorzałym dopingiem kibiców znad Bosforu. Było to zresztą słychać od pierwszych minut. Tureccy piłkarze chcieli dorównać swym fanom i od początku narzucili wysokie tempo. Naciskali gości, agresywnie starali się odebrać im piłkę. Mnóstwo zaangażowania, ale długo nic z tego nie wynikało. Mało tego, to Rumuni jako pierwsi naprawdę groźnie zaatakowali. Tylko Vlad Dragomir wie, jakim cudem w 24. minucie z pięciu metrów trafił tylko w poprzeczkę. Co prawda wcześniej i tak był spalony, ale choćby biorąc to pod uwagę, nie wolno mu było nie umieścić piłki w siatce.


Gospodarze mieli swoją szansę przy rzucie wolnym z ok. 25. metra, ale Hakan Calhanoglu uderzył nad poprzeczką. Turek to spec od takich stałych fragmentów gry, ale tym razem zawiódł. Celowniki obu drużyn ogólnie zawodziły. Przez pierwsze 45 minut nie obejrzeliśmy ani jednego celnego strzału. Mimo to nie było to beznadziejne spotkanie. Tempo było niezłe, ale brakowało precyzji. Na przekucie aktywności w konkrety trzeba było poczekać do drugiej połowy.


Nie trzeba było armat. Wystarczyło "ciasteczko" od Gulera!
Początkowo nie zanosiło się, iż po przerwie coś się zmieni. W końcu jednak dostaliśmy przełamanie obustronnego impasu. W 53. minucie Arda Guler obsłużył Ferdiego Kadioglu idealnym długim podaniem w pole karne. Rumuńscy obrońcy pozostawili ogromną dziurę w ustawieniu, w którą wbiegł lewy obrońca Turków i w sytuacji sam na sam pokonał Ionuta Radu! Wykończenie z zimną krwią, ale ta asysta... cudo od pomocnika Realu Madryt!






Gospodarze dostali mentalnego "kopa" dzięki tej bramce. Ich dominacja jeszcze się powiększyła, a Rumuni mieli problem. W 61. minucie zabrakło centymetrów, a byłby jeszcze większy, ale poprzeczka ocaliła gości po strzale Gulera. Selekcjoner Rumunów Mircea Lucescu postanowił sięgnąć po człowieka od zadań specjalnych, czyli Nicolae Stanciu. Mało brakowało, a okazałoby się to strzałem w dziesiątkę. W 77. minucie 32-latek oddał podkręcony strzał z kilkunastu metrów i trafił w słupek, a piłka poleciała niemal wzdłuż linii bramkowej, nie przekraczając jej.



Rumunia była blisko, ale blisko to wciąż za daleko, a czas uciekał. W dodatku po kilku chwilach lepszej gry gości, gospodarze znów przejęli kontrolę. Uznali, iż jeżeli zabiorą Rumunom piłkę, ci na pewno im nie zagrożą. To było słuszne podejście, bo rywale za nic w świecie nie potrafili na dłużej utrzymać się przy futbolówce. Wyglądało to bardziej tak, jakby to gospodarze gonili wynik.
Turcja dowiozła wynik 1:0 do końca i stała się pierwszym finalistą barażów o awans na mundial w strefie europejskiej. Ich oczy skierują się teraz na Bratysławę, gdzie Słowacja zagra z Kosowem i to ten mecz wyłoni drugiego finalistę w tej części drabinki. Gospodarzem bezpośredniego starcia o awans będzie lepszy z pary słowacko-kosowskiej.
Turcja - Rumunia 1:0 (Kadioglu 53')

Turcja: Cakir - Muldur, Akaydin, Bardakci, Kadioglu - Yuksek, Calhanoglu (90. Kahveci) - Yilmaz (78. Kokcu), Guler (90. Kabak), Yildiz - Akturkoglu
Trener: Vincenzo Montella
Rumunia: Radu - Ratiu, Dragusin, Burca, Bancu - Marin (66. Tanase), Hagi (71. Stanciu), Dragomir - Man, Birligea (88. Miculescu), Mihaila
Trener: Mircea Lucescu
Sędzia: Francois Letexier (Francja)
Żółte kartki: Kahveci, Akturkoglu (Turcja) - Dragomir (Rumunia)
Idź do oryginalnego materiału