Nicki Pedersen znajduje się na żużlowych wakacjach, o ile chodzi o uczestnictwo w zawodach. Duńczyk po przygodzie w Rybniku nie znalazł zatrudnienia, a jego specyficzny charakter wyraźnie nie pomaga w osiągnięciu celu. Wielu kibiców wierzyło, iż Speedway Kraków znajdzie potrzebne fundusze na kontrakt Nickiego Pedersena, ale jak to zwykle w Krakowie bywa, zakończyło się jedynie na słowach. Brak tytularnego sponsora pogrzebał szansę 49-letniego żużlowca na regularne ściganie w polskich strukturach.
Pedersen ma ręce pełne roboty, ale jako menedżer duńskiej kadry. Trzykrotny Mistrz Świata na żużlu opiekuje się seniorami oraz młodzieżowcami do spółki z Hansem Andersenem. Pedersen służy radą, podobnie jak odpowiednią sugestią dla młodzieżowców odnośnie zachowania na torze. Samego żużlowca ciągnie jednak do powrotu na motocykl, ale wszystko jest zależne od zainteresowania. Pedersena obchodzi jedynie kontrakt w Polsce.
– Wszystko jakoś powoli idzie do przodu. Jeszcze nie powiedziałem, iż kończę karierę. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, czy otrzymam kontrakt w Polsce. o ile nie dostanę przyzwoitego kontraktu, to naprawdę nie widzę sensu. Nie ścigam się już na żużlu dla zabawy. To niebezpieczny sport i musisz coś z niego wyciągnąć – powiedział Nicki Pedersen na łamach Speedway Stara.
Zainteresowanie Duńczykiem jest niewielkie, aby nie powiedzieć, iż znikome. 49-latek jest jednak przygotowany na ten wariant i możliwe zakończenie kariery. Decyzje ma podjąć w ciągu następnych miesięcy.
– Jest możliwe, iż wróciłbym na motocykl w 2027 roku, ale nie jestem pewien, czy aby na pewno tego chcę. Zadecyduję w przeciągu kilku miesięcy, o ile spłyną do mnie jakieś sensowne oferty. Chcę wrócić w jak najlepszej możliwej formie. Za rok będę miał 50 lat na karku i myślę, iż chętnie bym się jeszcze pościgał. Mentalnie czuje się na 25-28 lat. Wiek to tylko liczba – przyznał Nicki Pedersen.
Zapewne żużlowiec chciałby ścigać się na poziomie przynajmniej Metalkas 2. Ekstraligi. Przy obecnym rynku mało prawdopodobne wydaje się zaryzykowanie z kontraktem dla obolałego duńskiego weterana. prawdopodobnie sam zainteresowany chciałby wykonać przysłowiowy „last dance” w żużlowym śrowodowisku, ale raczej nie może liczyć na wielce wysoki kontrakt za swoje zaangażowanie.















