Rusza następna kolejka Ekstraklasy, a na pierwszy ogień idzie starcie Lechii Gdańsk z Jagiellonią Białystok. Podopieczni Adriana Siemieńca przystępują do piątkowej rywalizacji po spokojnie przepracowanym treningowym mikrocyklu. To nowa rzeczywistość dla ekipy z Podlasia, choć prawdopodobnie taka, do której zawodnicy bardzo chętnie się zaadaptują. Po odpadnięciu z europejskich pucharów, do końca sezonu Jagiellonia będzie grała już tylko w lidze.
Stwierdzenie, iż jest to autostradą do mistrzostwa byłoby prawdopodobnie sporym nadużyciem biorąc pod uwagę spłaszczoną tabelę i ambicje konkurentów. Tyle samo punktów ma przecież Lech Poznań, odpuścić nie chce Zagłębie Lubin, a być może ostatniego słowa nie powiedział jeszcze Raków Częstochowa. Tym niemniej nadzieje w Białymstoku na pewno są rozbudzone i fani oczami wyobraźni znów widzą mistrzowską fetę z maja 2024 roku.
5 powodów, dla których Jagiellonia Białystok będzie mistrzem Polski
– Teraz liczy się tylko zwycięstwo z Lechią. Trudno mi komentować taką tezę, iż wszystko oprócz mistrzostwa Polski będzie traktowane w Białymstoku, jako porażka. Wspaniałych czasów dożyliśmy w takim razie w klubie… Zobaczyłem w Internecie film i tam jeden ze sportowców odpowiadał na podobne pytanie. Mówił, iż Michael Jordan, czy inni wielcy sportowcy, którzy podejmowali mnóstwo prób, też nie zawsze wygrywali. Nie każdy brak jakiegoś satysfakcjonującego wyniku jest porażką – to słowa Adriana Siemieńca z przedmeczowej konferencji prasowej.
Nikt spośród zawodników ani członków sztabu nie zamierza więc zbytnio pompować balonika. Zastanówmy się jednak, dlaczego ekipę Jagiellonii można określać jako faworyta w mistrzowskim wyścigu. Oto 5 powodów, dla których w maju Rynek Kościuszki znów może zapłonąć z radości.
1. Spokojny terminarz do końca maja
Jagiellonia nie zagra już w tym sezonie ani w Lidze Konferencji ani w Pucharze Polski. Oczywiście, nikt z tego powodu nie wystrzeliwał w Białymstoku korków od szampanów, ale w kontekście walki o mistrzostwo kraju stanowi to pewną przewagę. Lech Poznań ma bowiem jeszcze przed sobą co najmniej jedną rundę w Europie, Raków Częstochowa przez cały czas walczy na trzech frontach, a Górnik Zabrze jest w krajowym pucharze.
Jedynie Zagłębiu Lubin również pozostają do rozegrania już tylko mecze ligowe, natomiast w kontekście Miedziowych trudno przypuszczać, aby finalnym stadium rozwoju tej ekipy na koniec roku stał się aż ekstraklasowy tron.

W tym tygodniu Jagiellonia miała wreszcie więcej czasu w spokojną pracę
Dodatkowo, Białostoczanie, którzy aktualnie legitymują się takim samym dorobkiem 38 punktów, co Lech i Zagłębie, mają jeszcze w zanadrzu jedno spotkanie. 17 marca zagrają w zaległym starciu z GKS-em Katowice. To oznacza również na przełomie marca i kwietnia aż cztery mecze z rzędu u siebie, w tym 4 kwietnia z Kolejorzem. Wsparcie trybun na pewno będzie więc dodatkowym paliwem, choć pozostaje pytanie o stan murawy. Trawa na pewno mocno to odczuje, podobnie jak Jagiellonia lubiąca styl gry oparty na krótkich podaniach.
Od początku sezonu Jagiellonia nie miała zbyt wiele czasu w wytchnienie. Teraz będzie o to zdecydowanie łatwiej. – Przerwa między meczami z Fiorentiną i Legią była bardzo krótka, a ładunek zarówno fizyczny jak i emocjonalny był olbrzymi. W efekcie, za nami tydzień całkowicie regeneracyjny zarówno dla aspektów fizycznych jak i też mentalnych. Wierzę w to, iż na dobre nam to wyjdzie – podkreślał znaczenie ostatnich dni przed starciem z Lechią Siemieniec. Wreszcie nie trzeba było planować kolejnych podróży i szukać alternatywnych dróg do odpoczynku. W przyszłym sezonie Jagiellonię prawdopodobnie znów czekają te wyzwania, ale na razie z pełnym spokojem można nastawić głowy oraz ciała na wielki ligowy cel.
2. Adrian Siemieniec i jego doświadczenie
Przed piątkowym starciem 34-letni trener niedawnych mistrzów Polski odwołał się do okresu, w którym Jagiellonia sięgnęła po historyczny tytuł. – Z perspektywy samej mentalności Lechia przypomina nas z sezonu mistrzowskiego. Oni – podobnie jak i my wtedy – są zespołem bezkompromisowym i te mecze są otwarte. Nasze też były bardzo atrakcyjne, jednocześnie dużo traciliśmy i to charakteryzuje Lechię – wspominał Siemieniec.
Od tamtej pory zespół z Białegostoku nabrał większej ogłady taktycznej, co często pokazywał zwłaszcza w meczach w europejskich pucharach. Jedyne jesienne zwycięstwa w Lidze Konferencji z Hamrun Spartans i KuPS Kuopio odniesione były w rozmiarze 1:0, a ekipa starała się umiejętnie zarządzać siłami w kontekście meczów ligowych. Dziś procentuje to wysokim miejscem w tabeli.

Adrian Siemieniec z optymizmem może patrzeć w przyszłość
Siemieniec z wpisem do CV pod tytułem „młody, ambitny, z sukcesami i kilkuletnim stażem” stanowi idealne odzwierciedlenie marzeń wielu pracodawców na rynku. Na razie jednak kontakty w nowej agencji menedżerskiej trzeba odłożyć na bok, a trener Jagiellonii nigdzie się nie wybiera, co stanowi ogromną wartość dla drużyny. Potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach i z piłkarzy nieoczywistych tworzyć użyteczne części większej całości. To nadzieja na to, iż mimo defektów na skrzydłach po odejściu Oskara Pietuszewskiego, zespół może funkcjonować adekwatnie.
Jagiellonia gwałtownie wykaraskała się również w tym sezonie z letnich kłopotów, gdy utraciła podstawowy duet stoperów: Mateusz Skrzypczak – Enzo Ebosse. Z klubu odszedł przecież także Joao Moutinho, a w trakcie sezonu kontuzji doznał Dusan Stojinović. Siemieniec potrafi zakasać rękawy w newralgicznych momentach i po prostu wie, jak zdobywać mistrzostwo Polski.
3. Kolejna młodość Tarasa Romanczuka
Trudno powiedzieć, gdzie ma granice swoich możliwości Romanczuk. To już dwunasty sezon zawodnika, który przed starciem z Legią Warszawa odbierał pamiątkową koszulkę z okazji swoich 350 występów w Ekstraklasie. W sumie dla Jagi uzbierał ich aż 415 i w zdecydowanej większości był ostoją środka pola. To nie przypadek, iż gdy zabrakło go w pierwszym starciu z Fiorentiną, to brakowało odpowiedniego balansu. Jego powrót w rewanżu był olśniewający i z pewnością po tym spotkaniu Jan Urban podkreślił sobie jego nazwisko w reprezentacyjnym notatniku czerwonym kolorem.
– o ile na to zasłużę, to dostanę powołanie, ale myślę, iż jest tylu dobrych zawodników na mojej pozycji, iż sztab ma kogo oglądać w Ekstraklasie. Oskar Repka z Rakowa to dobry piłkarz. W kilku zespołach są zawodnicy, którzy powinni dostać szansę – przyznał ostatnio w rozmowie z Ekstraklasa TV. Romanczuk swoją pracowitością i rzetelnością robi jednak wiele by wskoczyć na baraże do drużyny, w której od meczu z Holandią na EURO 2024 zagrał tylko raz.

Taras Romanczuk to uwielbiana postać wśród kibiców Jagiellonii
Reprezentacja to jedno, ale o miejsce w Jagiellonii nie musi się obawiać i to chyba choćby po zakończeniu kariery. W klubie chcieliby, aby swoim doświadczeniem inspirował kolejne pokolenia i pomagał wprowadzać młode talenty do zespołu. Na razie jednak, ma wielką rolę do odegrania na boisku. W tym sezonie jest w TOP3 zawodników, którzy notują najwięcej odbiorów w Ekstraklasie (do spółki z Patrykiem Dziczkiem i Norbertem Wojtuszkiem).
Ma również wielkie serce do gry. W ostatnim czasie wypadał jedynie za żółte kartki, choć przeciwko Radomiakowi narzekał na uraz. – Po meczu z Cracovią miał kłopoty i niejeden nie byłby w stanie zagrać, ale nie on – mówił Adrian Siemieniec. Taki kapitan w zespole to skarb, który może okazać się bezcenny w walce o mistrzostwo Polski.
4. Połączenie Jesus Imaz – Afimico Pululu
Obaj mają po 10 goli w tym sezonie Ekstraklasy, co stanowi ponad połowę całego dorobku bramkowego Jagiellonii. – Wiele się od niego nauczyłem. Zawsze starał się pomagać, choćby gdy miałem gorsze momenty. Mówił: „Nie martw się, znów strzelisz”. Jest dla mnie jak starszy brat – takimi pięknymi słowami Pululu nagrodził zaangażowanie Imaza w wywiadzie z Polsatem Sport przed jesiennym meczem ze Strasbourgiem.
W niedzielę napastnik Jagiellonii przełamał się w meczach z Legią i znów stanowi punkt odniesienia w ofensywie Białostoczan. W rewanżu z Fiorentiną rywale odbijali się od niego niczym od ściany, a 26-latek zaliczył asystę przy trzecim golu Bartosza Mazurka. Wcześniej trafiał na starcie wiosny z Widzewem Łódź oraz Motorem Lublin. Jego brak w pierwszym starciu z Włochami mocno przyczynił się do tego, iż mimo przygniatającej przewagi w posiadaniu piłki gospodarze nie byli w stanie oddać celnego strzału na bramkę. Nie wiadomo, jaka będzie jego przyszłość, bo latem wygasa mu kontrakt, ale choćby jeżeli odejdzie, robi wszystko, aby zostawić po sobie jak najlepsze wspomnienia.

Jesus Imaz i Afimico Pululu – gdy są na boisku, rywale mogą się bać
A przecież jeszcze na początku sezonu Siemieniec zmuszony był do posadzenia swojego asa na ławce, gdy był wyraźnie bez formy i demonstrował niezadowolenie podczas pucharowego meczu z Novim Pazarem. Dzisiaj ta cała historia wydaje się być jedynie odległym wspomnieniem.
Imaz z kolei mimo upływu lat, wzorem Romanczuka, dalej stanowi klasę samą dla siebie. Notuje znakomite podania, a Pululu bardzo często idzie w ciemno do jego zagrań. Ponadto, Hiszpan sam też wie, kiedy wbiec w pole karne i ukąsić. Więcej strzałów od niego w tym sezonie Ekstraklasy oddali tylko Tomas Bobcek i Mikael Ishak, którzy są przecież nominalnymi napastnikami.
Przygotowując się do meczów z Jagiellonią rywale dobrze wiedzą, iż trzeba na nich szczególnie uważać, ale ich klasa polega na tym, iż i tak są trudni do zneutralizowania. Na pewno do końca sezonu za ich sprawą z głośników na stadionie w Białymstoku jeszcze nieraz usłyszymy uradowanego Zenka Martyniuka.
5. Rozwój talentu Bartosza Mazurka
Być może jest to argument nieco na wyrost biorąc pod uwagę, iż w całej karierze ten chłopak strzelił dopiero jednego gola na poziomie Ekstraklasy, ale obok hat-tricka na Stadio Artemio Franchi we Florencji nie można przejść obojętnie. W Jagiellonii od kilku lat ważnym czynnikiem dobrych wyników klubu jest młodzieńczy wigor i entuzjazm. W mistrzowskim zespole wnosił go 20-letni Dominik Marczuk, później 17-letni Oskar Pietuszewski, a teraz kandydatem na kogoś takiego jest 19-letni Mazurek.
To, co może napawać jeszcze większą dumą Białostoczan to fakt, iż Pietuszewski i Mazurek to wychowankowie miejscowej akademii. Adrian Siemieniec w tym sezonie dosyć ochoczo wprowadza środkowego pomocnika, czasem sadzając na ławce bardziej doświadczonego Leona Flacha i niemniej utalentowanego Dawida Drachala. Z klubem pożegnał się z kolei zimą AZ Jackson, który w pewnym momencie również olśnił debiutem z Widzewem Łódź. Mazurek pokazał więc, iż rywalizacji z kolegami o miejsce w zespole się nie boi, a teraz stanowi duże zagrożenie dla rywali.

Bartosz Mazurek chce pokazać, iż mecz z Fiorentiną będzie początkiem wielkiej historii
Podstawowe atuty? Duża świadomość przestrzeni na boisku i dawanie opcji kolegom do zagrania piłki. Jego ruchy są przemyślane, dzięki czemu Jagiellonia może długo grać z daleka od własnej bramki. Z piłką przy nodze również stara się nie tracić głowy i imponuje odważnymi rajdami w środku pola. U boku Tarasa Romanczuka zbiera niezbędne doświadczenia, więc na pewno nie chce poprzestać jedynie na tytule najmłodszego Polaka z hat-trickiem w europejskich pucharach.
Czy te wszystkie argumenty wystarczą, by w Białymstoku ponownie sięgnąć po mistrzostwo? Tego oczywiście nikt dziś nie może zagwarantować. Ekstraklasa w ostatnich latach przyzwyczaiła kibiców do tego, iż walka o tytuł trwa do ostatnich kolejek, a każde potknięcie potrafi zmienić układ tabeli. Jagiellonia ma jednak niemal wszystko, czego potrzeba, by w tym wyścigu odegrać główną rolę – rozsądnego trenera, doświadczonego lidera w środku pola, skuteczny duet z przodu i młodzieńca, który wnosi do drużyny świeżość oraz odwagę.
Wśród głównych pytań w głowach fanów na pewno pojawiają się te dotyczące gry w obronie i tego, na ile stabilny do końca sezonu okaże się duet stoperów: Bernardo Vital – Andy Pelmard. Są mecze, w których ich kooperacja wygląda wzorowo, ale czasem przytrafiają im się wpadki. Do tego trzeba oczywiście dorzucić kwestię skrzydłowych, ale Siemieniec przynajmniej ma w kim wybierać. Być może, z czterech piłkarzy, jakimi są Kamil Jóźwiak, Alejandro Pozo, Nahuel Leiva i Kajetan Szmyt uda się wykreować choć jednego dobrego.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy białostocka układanka złoży się ponownie w mistrzowski obraz. jeżeli tak się stanie, w maju Rynek Kościuszki zamieni się w czerwono-żółte morze radości, a kibice Jagiellonii jeszcze raz będą świętować sezon, który zapisze się w historii klubu. A wszystko może nabrać rozpędu właśnie teraz – od piątkowego meczu w Gdańsku.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Siemieniec: Lechia przypomina Jagiellonię z sezonu mistrzowskiego
- Siemieniec komentuje ofertę z Widzewa. Krótka odpowiedź
- Dlaczego Jagiellonia jednak nie awansowała? Cztery powody
fot. Newspix

19 godzin temu









![Mocny rock w Piwnicach TCK – koncert S.M.Rock za nami [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/03/SM-Rock-06032026-fot.-Artur-Gawle0001.jpg)




