Piłka w brudnych rękach

1 tydzień temu
Słynne pokazy gimnastyczne we Włoszech z początkowych lat faszyzmu. / Źródło: wikimedia commons

Na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat futbol stał się najpopularniejszym sportem na świecie. Odrzucając mrzonki idealistów, trzeba powiedzieć, iż siłą rzeczy jest on związany z polityką, dlatego też naturalnie wykorzystują go wszystkie związane z tą dyscypliną osoby – demokraci, autokraci, a także dyktatorzy, którzy piłkarską szmatą starają się wytrzeć hektolitry krwi swoich ofiar.

Przywódca III Rzeszy od początku sprawowania władzy stawiał na sportową propagandę. Przykładem, który przeszedł do historii w tejże materii, są organizowane w Berlinie osławione już Igrzyska Olimpijskie z 1936 roku. Podczas zmagań Hitler chciał – w myśl swojej polityki – pokazać wyższość rasy aryjskiej. Pod względem wizerunkowym Fuhrer poniósł jednak niemałą klęskę. W końcu chyba każdy zna historię czarnoskórego Amerykanina, Jessego Owensa, który zwyciężając bieg na sto metrów, doprowadził zbrodniarza do furii.

Podczas tych samych Igrzysk Hitler obejrzał również pierwszy i… ostatni mecz piłkarski w swoim życiu. Mowa o ćwierćfinałowym spotkaniu z Norwegią, którą niemieccy piłkarze mieli pokonać w cuglach. Do czasu tamtej potyczki reprezentacja gospodarzy rozegrała na trwających IO jedno spotkanie – w 1/8 finału. Wówczas III Rzesza pokonała 9:0 Luksemburg i ostrzyła sobie zęby na złoty medal.

Skandynawowie postanowili jednak pokrzyżować plany nazistom i dzięki dubletowi ustrzelonemu przez Magnara Iskasena zwyciężyli 2:0. Reakcji Hitlera możemy się tylko domyślać, jednak kto jak kto, ale ten krwawy dyktator nie słynął ze stoickich odruchów i umiejętności radzenia sobie z porażką – choćby w sporcie. Żadne źródła nie podają także, aby kiedykolwiek później Fuhrer odważył się zobaczyć na żywo piłkarskie zawody.

Piłkarski Plac Czerwony

Kolejnym XX-wiecznym dyktatorem, który podczas swojego życia miał obejrzeć zaledwie jedno futbolowe widowisko, był Józef Stalin. Do tego wydarzenia doszło jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, bo w 1936 roku, kiedy pozycja sowieckiego despoty była niepodważalna, absolutna i budząca strach wśród obywateli, ale przede wszystkim we współpracownikach

Właśnie wtedy w najbardziej reprezentatywnym miejscu w Moskwie, czyli na Placu Czerwonym odbył się Dzień Kultury Fizycznej. Udział w niej wzięli oczywiście także piłkarze Spartaka Moskwa, którzy na prowizorycznie rozłożonym boisku rozegrali być może najbardziej absurdalny mecz w historii.

W „rywalizacji” (celowo wziąłem tenże wyraz w cudzysłów – w końcu uczciwa, sportowa walka w Rosji była traktowana jako wymysł zgniłego Zachodu) zmierzyły się ze sobą… dwa zespoły Spartaka Moskwa. Dlaczego tak? Wszystko oczywiście sprowadza się do politycznego wizerunku. najważniejsze są tutaj ówczesne nici powiązań moskiewskich klubów, a konkretnie Dynama, ściśle powiązanego z władzą. Rządu sowieckich dusz nie sprawował jednak propagandowy wytwór, ale stworzony przez słynnych braci Starostinów Spartak, wywodzący się z biednej dzielnicy Priesnia. Dzięki umiejętnościom piłkarzy (Nikołaj i jego dwaj bracia znajdowali się w kadrze) oraz temu, iż klub nie był – w przeciwieństwie do Dinama – bezpośrednio powiązany z władzą, niewielu potrafiło oprzeć się urokom Spartaka. Rządzący zamierzali to wykorzystać. Bez względu na to, w jak dużym stopniu postrzegali piłkę nożną jako uciążliwość dla swojego ideału zdyscyplinowanego społeczeństwa, woleli zawłaszczyć ten niepohamowany entuzjazm, zanim obróci się przeciwko nim – pisał w wydanej przez SQN książce „Kafka na Maracanie” Marcel Beltran. Podczas wyreżyserowanego spotkania Spartak vs Spartak piłkarze co chwilę musieli zerkać na lożę honorową, gdzie poza Stalinem zasiadać miał także sekretarz Kosmosmołu, Aleksander Kosariew. W momencie zamachania przez niego chusteczką, mecz miał się natychmiastowo zakończyć.

Organizatorzy starali się zrobić wszystko, aby ukontentować Stalina. Mecz ustawiono więc w ten sposób, aby pokazać całe piękno futbolu – gole z główki, dystansu, rzutów wolnych. Przywódcy ZSRS mecz miał się podobać, a według niektórych źródeł choćby zarządził on przedłużenie rozgrywki o 13 minut. Nikołaj Starostin nie mógł jednak w przyszłości liczyć na żadną litość – podczas II wojny światowej został bowiem zesłany na Syberię.

Konsekwencje do dzisiaj

Odwrotnie do komunistów, koncept sportowej rywalizacji idealnie wpasowywał się w ideologię włoskich faszystów, którzy w latach 30. XX wieku zrobili z niej prawdziwą machinę propagandową. Zdaniem Mussoliniego sport promował wzór mężczyzny silnego, zdyscyplinowanego i gotowego do całkowitego poświęcenia dla ojczyzny.

Idealnym przykładem działań Duche, które wpisuje się w ludzką potrzebę „chleba i igrzysk” było wybudowanie w Rzymie stojącego i działającego po dziś Foro Italico, kompleksu sportowego, w którego skład wchodziły korty tenisowe, baseny, Akademia Wychowania Fizycznego (nazwana wówczas Accademia Fascista di Educazione Fisca) oraz potężny jak na tamte czasy (ponad pięć tysięcy miejsc) Stadio dei Marmi, otoczony przez posągowych atletów, którzy uosabiali wzór faszystowskiego obywatela. Rzymianie przywykli także do obelisku na Foro Italico (nie wiedzieć czemu nie został on jeszcze zburzony), który brudzi napis „Mussolini Dux”.

Włoski lider faszystów mocno stawiał na piłkę nożną zarówno pod względem sportowym, jak i propagandowym. Momentem, który miał pokazać siłę włoskiego calcio (nota bene nazwa wymyślona na początku XX wieku przez włoskich nacjonalistów) były organizowane we Włoszech Mistrzostwa Świata w 1934 roku, które ostatecznie zostały wygrane przez „Azzurich”. Cztery lata później, podczas mundialu we Francji, Włosi po raz kolejny zostali złotymi medalistami, pokonując w finale Węgrów.

Mateusz DUKAT

Idź do oryginalnego materiału