Nikola Grbić już w połowie pierwszego seta zdenerwował się, gdy Polacy stracili punkt przez brak asekuracji. Potem trener Biało-Czerwonych reagował już znacznie spokojniej, ale sytuacja się nie poprawiała. Serb jednak wyraźnie pokazał, jak podszedł do tego pojedynku. A przy okazji wiadomo już, iż z jednego powodu nie będzie się musiał martwić na koniec Memoriału Wagnera.
REKLAMA
Zobacz wideo Polscy siatkarze wrócili do kraju po zwycięstwie w Lidze Narodów!
Polscy kibice i siatkarze dobrze zapamiętali Darlana po meczu fazy interkontynentalnej Ligi Narodów. 23-letni atakujący siał wówczas spustoszenie w ich szeregach, zdobywając w wygranym przez Brazylijczyków 3:1 meczu aż 25 punktów. Gdy drużyny te spotkały się ponownie w półfinale tych rozgrywek, to Biało-Czerwoni występowali już w najmocniejszym ówcześnie składzie i to oni wygrali 3:0, ale Darlan i tak zanotował 16 "oczek". W sobotę znów mógł być zadowolony po pojedynku z Biało-Czerwonymi.
Grbić od początku zapowiadał, iż będzie rotował składem podczas Memoriału Wagnera, który stanowi jeden z dwóch ostatnich sprawdzianów przed wrześniowymi mistrzostwami świata. W sobotę postawił na wielu zawodników, którzy będą podczas docelowej imprezy tego sezonu rezerwowymi. W czasie spotkania co prawda dokonywał zmian, ale czołowych siatkarzy wprowadzał przeważnie tylko na chwilę, odkładając na dalszy plan sam wynik tej konfrontacji.
W piątek Biało-Czerwoni bez najmniejszych problemów pokonali Serbów 3:0 i Grbić nie krył, iż wolałby, aby rywale stawiali w tej chwili większy opór jego drużynie. Jego życzenie spełniło się w pełni.
Brazylijczycy też nie grali w sobotę w najmocniejszym składzie. Zza band spotkanie oglądał m.in. podstawowy rozgrywający Fernando Kreling. To właśnie zastępujący go Matheus Silva Goncalves przy stanie 16:16 ofiarnie rzucił się ratować źle przyjętą piłkę, uderzając w bandę reklamową. To właśnie wtedy w Tauron Arenie Kraków zrobiło się cicho, a zawodnicy i trenerzy obserwowali, czy siatkarz nie doznał poważniejszego urazu. Na szczęście, chwilę później wrócił do gry.
Mogłoby się wydawać, iż ta sytuacja może wytrącić z równowagi ekipę legendarnego trenera Bernardo Rezende, ale stało się raczej odwrotnie. Darlan szalał w najlepsze, a coraz większe kłopoty mieli Biało-Czerwoni. Grbić, który na początku meczu mógł się cieszyć po efektownych atakach i bloku Jakuba Nowaka, potem już nie miał powodów do radości. Szczególną uwagę zwracał fakt, iż Kewin Sasak po pierwszym secie na sześć prób ataku ani jednej nie miał udanej.
W drugim secie Polacy utrzymali tempo tylko do połowy seta, a potem zaczęły się kłopoty. Kibice entuzjastycznie witali pojawiających się na parkiecie Bartosza Kurka czy Tomasza Fornala, ale choćby oni nie byli w stanie odwrócić losów tej partii, która stopniowo coraz bardziej przechylała się na korzyść Brazylijczyków.
Nie inaczej było w ostatniej partii. Co prawda w końcówce Polacy zaliczyli zryw i kibice ożywili się, śpiewając popularną podczas siatkarskich meczów piosenkę "Mój jest ten kawałek podłogi", ale ich euforia trwała do stanu 21:22. Po chwili Kamil Semeniuk zepsuł zagrywkę i sytuacja zrobiła się bardzo trudna. Publiczność do końca miała nadzieję na remis 24:24, ale gwałtownie okazało się, iż atak Artura Szalpuka był autowy. Brazylijczycy już celebrowali zwycięstwo, ale sędzia ich wstrzymał, bo Polacy poprosili o wideoweryfikację, ale już po chwili stało się jasne, iż punkt należał się jednak ekipie gości.
- Pracowaliśmy sporo w siłowni i hali. Dlatego zawodnicy na razie nie skaczą tak, jakby to robili, grając finał. Nie są szybcy, nie są w topowej formie i to jest normalne. Gdyby teraz grali super i wygrali wszystko 3:0, to bym się zaczął martwić - dodaje z uśmiechem trener Biało-Czerwonych. I ma nadzieję, iż najlepszą siatkówkę jego zespół zaprezentuje podczas końcowej części MŚ - mówił tuż przed memoriałem Grbić. Można więc powiedzieć nieco żartobliwie, iż ten powód do zmartwienia mu już odpadł.
W niedzielę na zakończenie Polacy zmierzą się w Memoriale Wagnera z niepokonanymi dotychczas Argentyńczykami. A przed wylotem na MŚ w czwartek jeszcze raz zmierzą się towarzysko z Brazylijczykami w Łodzi.