Polska bramka. Kamil Grabara na straży Starej Damy

2 tygodni temu

Licytować, który klub piłkarski jest tym „naj”, da się bez końca. Ilu kibiców, tyle opinii… Jednak, patrząc na czyste statystyki i suche liczby, bez wątpienia takim mianem we Włoszech ma prawo cieszyć się Juventus Turyn. „Bianconeri” (biało-czarni), nazywani także Starą Damą, mają w dorobku 36 mistrzostw, podczas gdy ich główni mediolańscy rywale szczycą się znacznie mniej imponującymi liczbami (Inter – 21 tytułów, AC Milan – 19). W Mediolanie pocieszają się, iż tamte kluby aż 10-krotnie wygrywały Puchar Europy, zwany później Ligą Mistrzów, podczas gdy Juve dokonało tej sztuki raptem dwa razy, przegrywając aż siedem pozostałych finałowych starć! Klątwa ostatniego meczu? Coś jest na rzeczy… w tej chwili w Turynie choćby nie mają co marzyć o jej przełamaniu i upragnionej Lidze Mistrzów, ponieważ Juventus nie zakwalifikował się do prestiżowych rozgrywek, zajmując w okresie 2025/2026 Serie A rozczarowujące szóste miejsce.

W drużynie musiało zatem dojść do licznych zmian i transferów, żeby przywrócić ekipie z Turynu blask i wrócić nie tylko do krajowej, ale i europejskiej elity. Posadę trenera zachował Luciano Spalletti i to właś nie były selekcjoner reprezentacji Włoch uparł się na przeprowadzenie rewolucji w bramce. Michele Di Gregorio ma za sobą wyjątkowo kiepski czas, bo jego liczne błędy miały bezpośredni wpływ na marne wyniki zespołu. 29-latek bez żalu został wypożyczony do AFC Bournemouth, a w klubie rozpoczęto poszukiwanie nowych graczy. Pozycja bramkarza Juventusu jest szczególnie ważna i naznaczona historią. Udźwignąć ciężar bycia następcą legendarnych i uwielbianych mistrzów tego fachu – Dino Zoffa czy Gianluigiego Buffona – nie jest łatwo… Z szalenie wymagającym zadaniem poradził sobie Wojciech Szczęsny, przejmując schedę właśnie po Buffonie. I zrobił to w świetnym stylu, z marszu stając się pupilem trybun. Turyńska przygoda Polaka zakończyła się w 2024 roku i od tego czasu między słupkami w Juventusie zapanowało bezkrólewie…

Dwa lata później historia zatoczyła koło i znów golkiper znad Wisły założył koszulkę Juve! 27-letni Kamil Grabara. Regularnie powoływany do reprezentacji Polski, wychowanek Ruchu Chorzów, który jeszcze jako nastolatek uczył się bramkarskiego rzemiosła w Liverpoolu FC, a następnie był zawodnikiem m.in. FC Kopenhaga i VfL Wolfsburg. Ceniony za zwinność i odważny styl gry. Krytykowany za bezkompromisowe wypowiedzi w mediach. Często zdarzało mu się otwarcie wyrażać niezadowolenie, gdy nie dostawał powołań do reprezentacji. Potrafił też drwić z piłkarzy, którzy sztucznie udają pokornych przed telewizyjnymi kamerami. Wielokrotnie wdawał się w sprzeczki z kibicami w mediach społecznościowych, dorabiając się łatki opryskliwego buca. Nic sobie z tego nie robił, a tętniące wokół niego emocje przekładał na świetne występy na boisku, czym regularnie zamykał usta krytykom. Aż w końcu doczekał się propozycji z Turynu – mowa o rocznym wypożyczeniu z VfL Wolfsburg z opcją wykupu na stałe – będącej dla wielu piłkarzy wymarzoną życiową szansą.

Juventus tego lata pozyskał również innego bramkarza, także w ramach wypożyczenia, tyle iż z londyńskiego Tottenhamu. Z Grabarą o miejsce w składzie rywalizuje 29-letni Guglielmo Vicario. W pierwszych meczach sezonu bronił Włoch, ale o Polaka zabiega klubowa legenda, sam Gigi Buffon, twierdząc w jednym z wywiadów, iż ten ma wszystko, by udowodnić, iż numer 1 na plecach otrzymał nieprzypadkowo: – W przeszłości Polak dał nam masę szczęścia. I mam głęboką nadzieję, iż teraz będzie podobnie. Zobaczycie, Grabara, tak samo jak Szczęsny, nie będzie tutaj tylko rezerwowym…

Idź do oryginalnego materiału