Co prawda jutro poniedziałek, ale jeżeli ktoś z was akurat ma wolne (albo nie potrzebuje wiele snu) mamy doskonałą propozycję – zarwanie nocki z polskim tenisem! Od 1 w nocy naszego czasu do mniej więcej 11 w poniedziałek rano adekwatnie bez przerwy oglądać będzie mogli polskich zawodników i zawodniczki na kortach Australian Open. W takim pakiecie aż pięć meczów, a to okazja, która na tym poziomie nie trafia się często. Przeanalizujmy te spotkania. Bo warto.
Spis treści
- Świątek i spółka, czyli polska noc na Australian Open
- Debiutantka
- O przełamanie będzie trudno
- Australia? Magdalena lubi
- Stale w górę. Oby też w Australii
- Seria, która trwa ponad pięć lat
- Mecze Polaków w poniedziałek 19 stycznia:
- Czytaj więcej o tenisie na Weszło:
Świątek i spółka, czyli polska noc na Australian Open
Mieć pięcioro reprezentantów w turnieju wielkoszlemowym to dla nas wcale nie tak częsta sztuka… a tym razem piątka zagra jednej nocy. Szósty, Hubert Hurkacz, zaprezentuje się przed kibicami z kolei we wtorek – jeszcze nie wiadomo, o której, możliwe, iż w godzinach bardziej „akceptowalnych” dla polskich fanów. Tych sześć polskich spotkań zresztą mogło być choćby ósemką, ale w kwalifikacjach do AO przepadły Katarzyna Kawa (w I rundzie) i Maja Chwalińska (w trzecim starciu).
Generalnie polski tenis idzie do przodu. I dobrze.
Choć „szóstki” się już zdarzały. Rok temu w Australian Open grali Maja Chwalińska, Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz, Magda Linette, Kamil Majchrzak i Iga Świątek. A więc też sześć osób, a jedyna różnica polegała na tym, iż Chwalińska zamieniła się teraz miejscami z Klimovicovą. Inna sprawa jest taka, iż niekoniecznie podobały nam się ich rezultaty. Maja Chwalińska, Magda Linette i Kamil Majchrzak odpadli wtedy w I rundzie, Hubert Hurkacz w II, a Magdalena Fręch w III.
Więcej o Australian Open – i nie tylko losowaniach Polaków – dowiesz się z programu Weszło w Linię. Zapraszamy do obejrzenia:
Do drugiego tygodnia rywalizacji doszła tylko Iga Świątek… ale i w jej przypadku można było czuć rozczarowanie. Bo owszem, wyrównała australijską życiówkę, zagrała w półfinale. Tyle iż była tam o krok od awansu do meczu o tytuł, a ostatecznie przegrała z Madison Keys. Obecny punkt widzenia zależy więc od tego, jak rozkładały się punkty w meczu – a te długo świadczyły na korzyść Polki.
W każdym razie – w tym roku w Australii ja sam mam kilka życzeń. Igę na etapie co najmniej ćwierćfinału (tylko ćwierćfinału, bo widać, iż ma ze swoją grą pewne problemy), Huberta w dyspozycji z United Cup (gdzie grał wspaniale), co najmniej jedną Magdę w drugiej rundzie (zaraz napiszę, czemu tylko jedną) i Kamila Majchrzaka oraz Lindę Klimovicovą grających na miarę swoich możliwości… co powinno dać im wygrane w pierwszych meczach.
Od Lindy zresztą wypada zacząć. Bo na to zasłużyła.
Debiutantka

Linda Klimovicova
Polskę reprezentuje od października 2024 roku, czyli momentu, w którym otrzymała nasze obywatelstwo. O powodach jego zmiany i obecnej sytuacji już-nie-czeskiej tenisistki pisałem więcej w tekście, do którego link znajdziecie nieco niżej. Stąd ten temat zostawiam. Skupić warto się na teraźniejszości, bo Klimovicova ostatnio naprawdę dobrze przędzie. Przed Australian Open osiągnęła w końcu rankingową życiówkę – była 133. na świecie, teraz spadła o jedno miejsce.
Po raz pierwszy przeszła też kwalifikacje wielkoszlemowe, bo z rankingu nie miała jeszcze jak się do głównego turnieju dostać. Blisko – dwukrotnie – była już w zeszłym roku. I na Roland Garros, i na US Open grała w trzeciej rundzie. Ale wtedy zabrakło nieco opanowania i szczęścia. Tym razem nie pozwoliła sobie na jakiekolwiek braki – w trzech meczach rywalkom nie oddała choćby seta. W znakomitym stylu weszła do głównej drabinki.
CZYTAJ: LINDA KLIMOVICOVA. CZESZKA, KTÓRA WYBRAŁA POLSKĘ
Przede wszystkim jednak było widać w tych spotkaniach, iż Linda się rozwija. W przeszłości gubiło ją to, iż czasem traciła chłodną głowę. Tym razem nie było o tym mowy. choćby gdy przydarzyły jej się gorsze gemy, gwałtownie się odbudowywała i grała swoje. Spokojniej rozgrywała akcje, była bardziej cierpliwa. przez cały czas preferuje ofensywny tenis, nie lubi czekać na to, co zrobią rywalki. Ale gra uważniej, dokładniej, daje sobie czas na wygranie punktu.
I to przynosi efekt.
W tej chwili – w oficjalnym zestawieniu WTA – jest najbliższą z Biało-Czerwonych, która może wejść do setki. Raczej nie stanie się to w Australian Open – potrzebowałaby do tego wygrać co najmniej kilka meczów – ale z każdym miesiącem Linda jest tego bliżej i bliżej. A w Melbourne w dodatku dobrze wylosowała – w I rundzie trafiła na Francescę Jones. Brytyjka co prawda też jest na fali – tuż przed AO wykręciła rankingową życiówkę, wskakując na 69. miejsce – ale to zawodniczka w zasięgu Lindy.
Jones w dodatku nigdy nie wyszła poza pierwszą rundę Szlema, choć grała w takiej już pięciokrotnie. Klimovicova na pewno ma narzędzia potrzebne do tego, by nie pozwolić jej na pierwszy taki awans. I to byłby już świetny wynik, bo w II rundzie czeka Elina Switolina, a Ukrainka będzie zdecydowaną faworytką starcia – czy to z Polką, czy to z Brytyjką.
Ale ta jedna wygrana jest w wykonaniu Lindy jak najbardziej możliwa. I na to liczę.
***
Mecz Lindy Klimovicovej z Francescą Jones odbędzie się jako drugi na korcie nr 15 – po spotkaniu Quentina Halysa z Alejandro Tabilo. Polka powinna wyjść na kort najwcześniej o 3.00.
O przełamanie będzie trudno

Magda Linette
Co napisać o Magdzie Linette? Na pewno to, iż trafiła najgorzej ze wszystkich Polaków, bo w I rundzie jej rywalką będzie Emma Navarro. Amerykanka, owszem, miewa wpadki mniejsze i większe, ale równocześnie jest rozstawiona z „15” i będzie zdecydowaną faworytką tego starcia. Choć sezon zaczęła od niespodziewanej porażki w Auckland, gdzie pokonała ją… Francesca Jones. Potem był ćwierćfinał w Adelajdzie, tam lepsza okazała się Diana Sznajder.
Innymi słowy: Emma jest do ugryzienia. Ale czy zrobi to Magda?
O wiarę tu trudno. Linette co prawda nieźle zaczęła sezon, bo od dwóch ćwierćfinałów – w Auckland (przegrała z Alexandrą Ealą) i Hobart (lepsza była Iva Jovic, wielki talent amerykańskiego tenisa). Problemem jest jednak to, iż nie wiedzie jej się w turniejach wielkoszlemowych. I to naprawdę fatalna passa. jeżeli nie śledzicie tenisa na co dzień, mogliście ją choćby przegapić, bo u wielu osób wciąż żywe są wspomnienia Linette dochodzącej do półfinału Australian Open w 2023 roku.
Piękne wspomnienia, to fakt. Nie ulega wątpliwości, iż to był życiowy turniej Polki. Potem była jeszcze trzecia runda na Wimbledonie i druga na US Open. A później?
Osiem (!) z rzędu porażek w pierwszych meczach. I to nie tak, iż w tym czasie Magda grała wyłącznie z zawodniczkami z topu rankingu WTA, przez co nie miała większych szans. Gdyby podzielić jej rywalki na te, z którymi nie była faworytką i na te, gdy jej akcje stawiano wyżej, wyszłoby nam to tak:
- nie była faworytką: Caroline Wozniacki (AO 2024), Liudmiła Samsonowa (RG 2024), Elina Switolina (Wimbledon 2024), Clara Tauson (RG 2025).
- była faworytką: Iva Jovic (US Open 2024), Moyuka Uchijima (AO 2025), Elsa Jacquemot (Wimbledon 2025).
Trudno określić, jak powinien być traktowany mecz z Mccartney Kessler na US Open 2025, bo rywalka miała lepszy ranking, ale generalnie obie raczej prezentowały równy poziom. W każdym razie – wygrała Amerykanka. Teraz na drodze Magdy stanie inna reprezentantka tego kraju, tym razem Polka faworytką nie będzie, a i wynik raczej się nie zmieni. Stąd wiele po Linette nie oczekuję, aczkolwiek to akurat taka tenisistka, która ma to do siebie, iż z faworytkami potrafi dać dobry mecz wtedy, gdy niespecjalnie się w nią wierzy.
Więc może tak będzie i tej nocy?
***
Mecz Magdy Linette z Emmą Navarro odbędzie się jako pierwszy na 1573 Arena. Polka wyjdzie na kort o 1.00.
Australia? Magdalena lubi

Magdalena Fręch
Na swoje losowanie narzekać nie może druga z naszych Magd, czyli Magdalena Fręch. 57. w rankingu światowym Polka trafiła na notowaną o 42 miejsca niżej Veronikę Erjavec. Słowenka to rocznik 1999, kilka tygodni temu świętowała 26. urodziny, ale bardzo długo przedzierała się do najlepszej setki rankingu czy w ogóle do gry o Szlemy. Dopiero w okresie 2024 pierwszy raz startowała w kwalifikacjach tych największych turniejów, ale ani razu ich nie przeszła.
W zeszłym roku udało jej się to dwukrotnie. W Australian Open poległa w pierwszej rundzie w meczu z Suzan Lamens, z kolei na Wimbledonie zaliczyła pierwszy triumf w wielkoszlemowych imprezach (niespodziewanie pokonała Martę Kostiuk), ale w drugim meczu już przegrała (z Danielle Collins). A gdyby doszła do trzeciej rundy, zmierzyłaby się z Igą Świątek.
Z Polkami Erjavec grała zresztą w karierze kilkukrotnie, ale nigdy nie w main tourze. Pokonywały ją Natalia Siedliska, Weronika Falkowska (dwukrotnie) i Maja Chwalińska. Veronika była z kolei lepsza od Karoliny Jaśkiewicz i Anny Kmiecik, ale obie te zawodniczki nie były choćby notowane w rankingu, gdy Słowenka z nimi grała.
Fręch jest więc największą postacią z tego grona. I faworytką tego starcia.
Tym bardziej, iż w Australii Magdalena ostatnio lubi grać. Dwa lata temu zaliczyła tam przełomowy dla siebie turniej, dochodząc do IV rundy. Przegrała dopiero z Coco Gauff, ale wcześniej pokonała Darię Saville, Caroline Garcię i Anastasiję Zacharową. Rok później dotarła do III rundy i odpadła po bardzo dobrym meczu z wznoszącą się Mirrą Andriejewą, która niedługo potem zaliczyła kilka wielkich zwycięstw – i meczowych, i turniejowych.
CZYTAJ TEŻ: JAK MAGDALENA FRĘCH WYKRĘCIŁA ŻYCIÓWKĘ I DOSZŁA DO IV RUNDY AUSTRALIAN OPEN
Innymi słowy: akurat w Melbourne Magdalena potrafi punktować. I przydałoby się, by zrobiła to ponownie, bo jej poprzedni sezon idealny nie był, spadła poniżej TOP 50. jeżeli w Melbourne sobie nie poradzi, może zlecieć choćby niżej.
Tyle tylko, iż bez rozstawienia nie będzie jej łatwo.
Bo Erjavec, owszem, powinna pokonać. Ale po tym starciu czeka ją mecz z Jasmine Paolini, która od końcówki poprzedniego sezonu ewidentnie jest w formie. Włoszka na otwarcie swojego AO wygrała w dwóch setach z Aleksandrą Sasnowicz, oddając rywalce ledwie trzy gemy. Innymi słowy: druga runda to cel.
Wszystko co dalej – to marzenie.
***
Mecz Magdaleny Fręch z Veroniką Erjavec odbędzie się jako pierwszy na korcie 12. Polka wyjdzie na kort o 1.00 (równolegle z Linette).
Stale w górę. Oby też w Australii

Kamil Majchrzak
Na początku 2024 roku Kamil Majchrzak zaczynał karierę od zera. Po zawieszeniu za nieumyślne stosowanie dopingu, trwającym 13 miesięcy, nie został mu ani jeden punkt rankingowy. Już w sierpniu tego samego roku grał w kwalifikacjach do US Open i zabrakło mu jednego meczu, by tam awansować. Ale w kolejnym sezonie nie opuścił już ani jednego Szlema.
I choć w Australii oraz na Roland Garros mu się nie powiodło (odpadał w I rundzie), to zaliczył znakomity Wimbledon (IV runda) oraz świetne US Open (III runda). Do tego dodał inne dobre rezultaty i w efekcie znalazł się na najwyższej w karierze, 58. pozycji w rankingu ATP. W Australian Open nie broni punktów sprzed roku. Każda wygrana będzie dla niego już nagrodą, a… losowanie było naprawdę korzystne.
I to nie tylko to w pierwszej rundzie.
Obejrzyj program Face2Face z udziałem Kamila Majchrzaka:
Jednak na razie porozmawiajmy o tym meczu, w którym rywalem Majchrzaka będzie Jacob Fearnley. Brytyjczyk najwyżej w rankingu był 49., aktualnie jednak jest pod koniec ósmej dziesiątki, 20 pozycji pod Polakiem. Jego tegoroczne wyniki raczej nie napawają optymizmem – w Brisbane odpadł w pierwszej rundzie kwalifikacji, przegrywając ze 183. na świecie Dane’em Sweenym, z kolei w Adelajdzie lepsi od niego okazali się 87.. Aleksandar Vukic oraz 85. Quentin Halys.
Kamil w formie z drugiej połowy zeszłego sezonu jest z pewnością lepszy od całego tego towarzystwa. Z pewnością jednak trzeba zauważyć, iż w Australian Open nigdy nie grał przesadnie dobrze, ale może właśnie teraz czas na przełamanie tej tendencji?
Jeśli planujecie oglądać ten mecz, nastawcie się na jedno – iż może być długi (przez co może się okazać, iż akurat na Kamila wystarczy wstać o „standardowej” porze). I Majchrzak, i Fearnley lubią sobie pobiegać w defensywie, by ostatecznie zaskoczyć rywala z kontry. Choć Kamil w ostatnich latach dołożył do swojej gry sporo ofensywnego zacięcia. Miejmy więc nadzieję, iż i to zaprezentuje, a w efekcie – wygra z rywalem.
***
Mecz Kamila Majchrzaka z Jacobem Fearnleyem odbędzie się jako trzeci na korcie 12 – po meczach Magdy Fręch z Veroniką Erjavec oraz Fabiana Marozsana z Arturem Rinderknechem (który wyłoni rywala dla Majchrzaka albo Fearnleya). Polak powinien wyjść na kort najwcześniej o 5.00.
Seria, która trwa ponad pięć lat

Iga Świątek
O Idze Świątek napiszę… najmniej. Z prostego powodu: dla niej mecz pierwszej rundy to adekwatnie rzecz do odhaczenia. Rozgrzewka. To nie nasza opinia, a fakt – Iga w całej swojej karierze tylko raz przegrała na tym etapie turnieju wielkoszlemowego, na Wimbledonie w 2019 roku, czyli swoim pierwszym seniorskim sezonie.
Od tamtego czasu grała 24 razy w turniejach wielkoszlemowych. Raz odpadła w drugiej rundzie (US Open 2019), czterokrotnie w trzeciej, a pozostałych 19 razy prezentowała się fanom w drugim tygodniu rywalizacji. To fenomenalna wręcz regularność, naprawdę. Zwłaszcza w kobiecym tenisie.
W każdym razie – wszystko wskazuje na to, iż Iga tej serii nie przerwie.
Owszem, nie grała najlepiej w United Cup. Ale co miała wygrać, to wygrała, dopiero dwa najtrudniejsze mecze – z Coco Gauff i Belindą Bencic – zakończyły się jej porażkami. Wydaje się więc, iż Yue Yuan nie powinna jej sprawić większych problemów. Chinka dwa lata temu zaliczała najlepszy czas w karierze, była choćby 36. na świecie. Teraz jest o niemal sto pozycji niżej, przedzierała się przez kwalifikacje.
Z Igą obie grały zresztą już w zeszłym roku i to na terenie Yuan – w Pekinie. Polka wygrała wtedy 6:0, 6:3. jeżeli czegoś powinniśmy się spodziewać teraz, to powtórki.
I tego sobie oraz państwu życzę.
***
Mecz Igi Świątek z Yue Yuan odbędzie się Rod Laver Arena jako trzeci tego dnia, ale pierwszy w sesji wieczornej. Polka wyjdzie na kort o 9 rano.
Mecze Polaków w poniedziałek 19 stycznia:
- 1573 Arena. 1:00: Magda Linette – Emma Navarro.
- Kort 12. 1:00: Magdalena Fręch – Veronika Erjavec.
- Kort 15. Nie przed 3:00. Linda Klimovicova – Francesca Jones.
- Kort 12. Nie przed 5:00. Kamil Majchrzak – Jacob Fearnley.
- Rod Laver Arena. 9:00. Iga Świątek – Yue Yuan.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie na Weszło:
- Kulisy świętowania Polaków. „Byliśmy dość wczorajsi”
- Furjan o Hurkaczu: Grał jak zawodnik top 5 na świecie
- Collins znów uderza w Świątek

4 miesięcy temu







