Przeszedł piekło i wrócił na tor. Nagle wydał oświadczenie, to koniec!

speedwaynews.pl 2 godzin temu

To koniec sportowej podróży, która wymagała więcej hartu ducha, niż większość z nas jest w stanie sobie wyobrazić. Bastian Borke, duński żużlowiec jeszcze do niedawna zdobywający punkty dla Śląska Świętochłowice, poinformował o definitywnym zakończeniu kariery. 24-latek, który w maju 2024 roku przeżył koszmarny wypadek na torze w brytyjskim Poole, zdołał dokonać niemożliwego i wrół na motocykl. Niestety, brutalne konsekwencje zdrowotne oraz sportowe regulacje zmusiły go do odwieszenia kewlaru na kołek.

Dramat w Poole i cud na stół operacyjnym

Sytuacja z maja 2024 roku z angielskiego Poole wstrząsnęła środowiskiem. Koszmarny upadek zakończył sezon Duńczyka i postawił pod wielkim znakiem zapytania całą jego przyszłość. Lekarze nie dławili nadziei – prognozy mówiły o co najmniej rocznej przerwie, a brak podjęcia skomplikowanego zabiegu groził utratą czucia w nodze, a choćby amputacją przy ewentualnym kolejnym wypadku.

Operacja trwała blisko osiem godzin i wymagała gigantycznej precyzji, łącznie z przeszczepem nerwów. Choć dawano mu zaledwie 50-60 procent szans na odzyskanie pełnej sprawności, Borke wykazał się bezgranicznym uporem. Zamiast rocznego rozbratu z żużlem, wsiadł na motocykl już po zaledwie paru miesiącach, wprawiając fizjoterapeutów w osłupienie. Jego powrót na czarny tor traktowano w kategoriach cudu.

Regulaminy i noga zablokowały drogowskaz na szczyt

Ciężka praca na siłowni, zabiegi laserowe i magnetoterapia pozwoliły mu odbudować ciało, ale walka z ograniczeniami dopiero się zaczynała. Największą barierą okazały się nawracające kłopoty z kontrolą nogi na trudniejszych łukach oraz żużlowe przepisy, które nie ułatwiały mu odbudowy zawodowego statusu. Duńczyk po wyleczeniu kontuzji wciąż obciążony był dawno wypracowaną średnią biegową, co drastycznie ograniczało jego atrakcyjność na rynku transferowym w obliczu obowiązujących regulaminów.

W przedsezonowych zapowiedziach na rok 2026 Borke wiązał ogromne nadzieje ze Śląskiem Świętochłowice. Podkreślał specyfikę toru na Skałce i deklarował chęć stania się pewnym punktem zespołu oraz showmanem zyskującym pozycje na dystansie. Życie zweryfikowało jednak te ambitne zamierzenia. W barwach świętochłowickiego klubu zdążył wyjechać do 11 biegów w 4 meczach Krajowej Ligi Żużlowej, zdobywając 8 punktów i bonus, co złożyło się na średnią biegową 0.818.

Emocjonalne pożegnanie z czarnym sportem

Decyzja o zejściu ze sceny była dla 24-latka wyjątkowo bolesna, o czym poinformował w poruszającym oświadczeniu skierowanym do kibiców, sponsorów i przyjaciół ze środowiska.

Ponad dwa lata temu odniosłem przerażającą kontuzję, która zmieniła moje życie. W tamtym czasie lekarze myśleli, iż mogę już nigdy nie chodzić normalnie, nie mówiąc o powrocie na motocykl żużlowy. Dzięki niesamowitej pomocy i wsparciu ze strony rodziny, przyjaciół, sponsorów oraz wszystkich wokół mnie, zdołałem wywalczyć sobie drogę powrotną i stanąć w miejscu, w którym znów mogłem się ścigać. Z powrotu do sportu, który kocham, po tym wszystkim, co przeszedłem, zawsze będę niesamowicie dumny – wyznał Bastian Borke.

Żużlowiec bez ogródek wskazał na powody, które ostatecznie przeważyły na szali i doprowadziły go do opuszczenia parku maszyn w roli zawodnika.

Niestety, ta kontuzja zebrała swoje żniwo, a możliwości ścigania się na poziomie lub tak konkurencyjnie, jakbym chciał, po prostu już dla mnie nie ma. Powrót po tak poważnym urazie zawsze miał być trudny, a okoliczności towarzyszące mojemu powrotowi uczyniły to wyzwanie jeszcze większym. Przepisy oraz średnia, którą wnosiłem sprzed kontuzji, ograniczyły dostępne dla mnie szanse i w wielu aspektach utrudniły odbudowę kariery w sposób, na jaki liczyłem – zaznaczył zawodnik.

Całkowicie rozumiem, iż zasady i regulaminy są częścią tego sportu, ale rzeczywistość jest taka, iż powrót po tak długiej i ciężkiej kontuzji z tamtą średnią zostawił mi bardzo mało realistycznych okazji na regularne starty i powrót do poziomu, o którym wiedziałem, iż jestem do niego zdolny. Dlatego z bardzo ciężkim sercem podjąłem niezwykle trudną decyzję o zrobieniu kroku w tył i odejściu od żużla – ogłosił były reprezentant zespołów z Krosna, Rzeszowa i Świętochłowic.

Ostatni wyjazd pod taśmę wywołał w Duńczyku ogromne emocje, jednak w walce o własne zdrowie i poczucie spełnienia nie ma miejsca na żal.

Odjechałem już swój ostatni mecz. Świadomość, iż to był ostatni raz, kiedy założyłem kevlar i stanąłem pod taśmą, była niezwykle emocjonalna, ale jestem wdzięczny, iż miałem okazję dokończyć moją podróż na motocyklu żużlowym po wszystkim, co się wydarzyło. Z pewnością nie tak wyobrażałem sobie koniec mojej żużlowej drogi, ale mogę patrzeć w przeszłość z tak wieloma wspomnieniami i przyjaźniami, które zostaną ze mną na całe życie – dodał.

Na koniec Borke skierował wzruszające słowa do wszystkich, którzy towarzyszyli mu na wirażach całej Europy. – Każdemu klubowi, w którym miałem przywilej jeździć, każdemu sponsorowi, który we mnie uwierzył i mnie wspierał, mojemu zespołowi medialnemu, rodzinie i przyjaciołom, którzy byli ze mną podczas największych wzlotów i najgłębszych upadków – dziękuję. I każdemu kibicowi, który kiedykolwiek skandował moje nazwisko, zatrzymał się na rozmowę, poprosił o zdjęcie lub autograf, wysłał wiadomość czy po prostu życzył mi dobrze – dziękuję z głębi serca. Żużel dał mi o wiele więcej niż tylko wyścigi. Jestem niesamowicie dumny, iż po kontuzji, która z łatwością mogła oznaczać, iż już nigdy nie usiądę na motocyklu, wywalczyłem powrót i mogłem raz jeszcze poczuć smak rywalizacji. Dziękuję, iż byliście częścią mojej drogi.

Idź do oryginalnego materiału