Przewoził rannego Schumachera do szpitala. "Presja była"

1 dzień temu

Ponad 12 lat po tragicznym wypadku Michaela Schumachera we francuskich Alpach głos zabrał pilot śmigłowca ratunkowego, który transportował legendę Formuły 1 do szpitala. - Presja była, bo wiedziałem, iż był czczony niemal jak bóg. Ale dla mnie był po prostu kolejnym ciężko rannym człowiekiem - przyznał.

East News / AFP PHOTO / YASUYOSHI CHIBA
Michael Schumacher w 2012 roku na Grand Prix Brazylii Formuły 1

Do wypadku Michaela Schumachera doszło 29 grudnia 2013 roku podczas jazdy na nartach w Méribel. Siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 doznał poważnego urazu głowy i został przetransportowany do szpitala w Grenoble. Później wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej.

Pilot śmigłowca ratunkowego Yannick Dainese po latach opowiedział francuskiemu dziennikowi "L'Équipe" o kulisach tamtej akcji. Jak relacjonował, tego dnia pracował dla SAF Hélicoptères, gdy nadeszło zgłoszenie o rannym narciarzu, którego trzeba pilnie przewieźć do szpitala.

Wypadek Schumachera. Pilot śmigłowca ratunkowego przerywa milczenie

Dainese wspominał, iż początkowo nie wiedział, kim jest poszkodowany. Sytuacja zmieniła się, gdy jeden z ratowników, wysiadając z lekarzem ze śmigłowca, powiedział: "Lecimy po Schumachera".

Pilot przyznał, iż początkowo uznał te słowa za żart. Dopiero później zrozumiał, iż chodzi o Michaela Schumachera. Jak mówił, potwierdziły to polecenia przełożonych: załoga miała wyłączyć mikrofony i kamery GoPro, a dziennikarzom nie pozwolono towarzyszyć ekipie ratunkowej.

Według relacji Dainese'a trasa narciarska została zabezpieczona, a na miejscu znajdowali się głównie ratownicy i lekarze. Pilot podkreślił, iż podczas akcji nikt nie prowadził zbędnych rozmów - każdy koncentrował się na swoim zadaniu.

ZOBACZ: Szantażowali rodzinę Schumachera. Domagali się milionów euro

Lot do szpitala w Grenoble trwał około 25 minut. W tym czasie lekarze kontrolowali stan Schumachera, a w śmigłowcu panowała niemal całkowita cisza. Dainese zaznaczył, iż w tamtym momencie nie znał jeszcze skali obrażeń kierowcy.

- Presja była, bo wiedziałem, iż był czczony niemal jak bóg. Ale dla mnie był po prostu kolejnym ciężko rannym człowiekiem - powiedział pilot.

Kilka dni po wypadku Dainese ponownie pojawił się przy szpitalu w Grenoble, transportując innego pacjenta. Jak wspominał, okolice placówki były wówczas pełne ludzi, autobusów i czerwonych flag. Porównał tę scenę do toru Formuły 1.

Pilot tłumaczył, iż przez lata nie mówił publicznie o akcji ratunkowej z szacunku dla prywatności rodziny Schumachera.

Michael Schumacher jest najbardziej utytułowanym niemieckim kierowcą w historii Formuły 1. Zdobył siedem tytułów mistrza świata. Od wypadku w 2013 roku nie pojawia się publicznie, a jego rodzina konsekwentnie chroni informacje o stanie zdrowia sportowca.

WIDEO: Najdłuższy tunel na świecie w budowie. Trasę wytyczono przez Bałtyk
Idź do oryginalnego materiału