Rekord 1:59:30 i trudne pytania. Kenia w cieniu dopingowej przeszłości

2 tygodni temu
Zdjęcie: bieganie


Świat nie ustaje w zachwycie nad 1:59:30, które Sabastian Sawe uzyskał w ostatni weekend kwietnia w Londynie. Są jednak wątpiący, którzy czekają na „wyniki badań”. Kenijczycy wiele bowiem w ostatnich latach zrobili, żeby z dystansem patrzeć na ich biegowe dokonania.

Biegowy stolik wywrócony. Kilkukrotnie

Pamiętam jak w październiku 2019 roku oglądałem transmisję maratonu w Chicago. Brigid Kosgei otworzyła piątką w 15:28, więc ze stoickim spokojem czekałem, aż spuchnie. Nie spuchła. Zegar na mecie pokazał 2:14:04, a statystycy meldowali, iż właśnie rozbito (o 81 sekund!) najdłużej obowiązujący powojenny rekord świata w maratonie (2:15:25 Pauli Radcliffe z 2003 roku).

Zważywszy, iż dzień przed wyczynem Kosgei – w laboratoryjnych warunkach, ale jednak – Eliud Kipchoge złamał w Wiedniu 2 godziny, myślałem, iż następne takie show wydarzy się już nie za mojego życia.

Tymczasem mrugnąłem dwa razy i biegowy porządek świata z 2019 roku został wywrócony kilkukrotnie. Ruth Chepngetich złamała 2:10, a Sabastian Sawe pobiegł w Londynie jeszcze szybciej, niż Kipchoge podczas wiedeńskiego INEOS Challenge. Tyle, iż Kenijka właśnie odbywa trzyletnie zawieszenie po tym, jak wykryto w jej organizmie służący maskowaniu dopingu diuretyk, a służby informują, iż śledztwo w jej sprawie się nie zakończyło.

Nic więc dziwnego, iż po londyńskim 1:59:30 Sabastiana Sawe w sieci nie brakuje komentarzy w stylu: „poczekajmy, aż przyjdą badanka”.

zbiór kilku komentarzy z Facebooka

Dopingowa łatka Kenijczyków

„7 przypadek dopingu w Kenii, tylko w 2025 roku!”, „26 kenijskich lekkoatletów zawieszonych za doping” , „Kolejny Kenijczyk zawieszony. Grozi mu 10 lat dyskwalifikacji” – to tylko kilka nagłówków bieganie.pl z ostatnich lat, które obrazują, jak bardzo doping przykleił się do sportowców z mekki biegania i nie ma w tym przypadku.

Jesienią 2022 roku Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) wraz z Athletics Integrity Unit (AIU) podczas spotkania w Monako przeanalizowały sytuację Kenii, nie wykluczając wyrzucenie kraju z międzynarodowej rywalizacji.

Finalnie pod koniec 2022 roku szef World Athletics, Sebastian Coe, zdecydował, iż Kenia nie podzieli losu Rosji. Jako argument podano działania rządu w Nairobi, który zobligował się przeznaczać 5 milionów dolarów rocznie przez najbliższe 5 lat na walkę z dopingiem.

Póki co trudno jednak mówić o spektakularnych efektach tych działań. W międzyczasie poza Chepngetich wpadali m.in. rekordzista świata na uliczne 10 km, Rhonex Kipruto (26:24), zwycięzca maratonu nowojorskiego (2021) Albert Korir (PB 2:06:57) czy były rekordzista świata w półmaratonie, Kibiwott Kandie (57:32). To tylko wierzchołek góry lodowej.

Dlaczego problem w tak szerokim wymiarze dotknął właśnie Kenię? Może dlatego, iż system nie nadążał za biegowym boomem. Kenijska agencja antydopingowa została powołana dopiero w 2016 roku, po tym jak kraj był blisko wykluczenia z igrzysk w Rio.

W 2018 roku opublikowano raport WADA poświęcony dopingowi w Kenii. Stwierdzono w nim, iż w latach 2004-2018 aż 138 kenijskich sportowców uzyskało pozytywny wynik testu na obecność substancji zakazanych, ale zaledwie 14% z nich „wpadło” w teście poza zawodami. Oznacza to, iż Kenijczycy praktycznie nie byli sprawdzani w domu.

Inna sprawa to wysoka motywacja do przekraczania granic – nie tylko tych treningowych, ale też moralnych – ponieważ gdzieś tam za erytropoetynowym szczytem czeka spora gotówka za wygranie biegu.

– Dla większości sportowców, z którymi rozmawialiśmy, najważniejszym czynnikiem był dochód, nie tylko dla rodziny, ale czasem dla całego plemienia – mówił Gunter Younger, główny autor wspomnianego raportu WADA, cytowany przez BBC. – Dla nich wygrana 5000 euro zapewnia możliwość przetrwania przez rok (…) Ryzykują, żeby zdobyć trochę pieniędzy. Mają słabe wykształcenie i nie wiedzą, jakie są konsekwencje dopingu dla ich organizmunajważniejsze jest, żeby biegać.

Od 2017 roku, a więc od momentu powołania AIU, specjalna komórka World Athletics do zwalczania dopingu ukarała 427 sportowców. 145 z nich – ponad jedna trzecia – to Kenijczycy. Następne kraje na liście to: Rosja, Etiopia i Indie.

Kipsang, Makau, Kimetto czyli fakty, domysły i plotki

Chociaż trudno w to uwierzyć, kenijscy biegacze dopiero na początku XXI wieku rozgościli się na liście rekordzistów świata w maratonie. Wcześniej ton rywalizacji nadawali reprezentanci Maroka, Australii, Wielkiej Brytanii czy Etiopii.

Zaczęło się od ex-stadionowca Paula Tergata, który w roku 2003 w Berlinie zatrzymał zegar na 2:04:55. Tergat choć był multimedalistą mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich miał pecha, bo biegał w czasach Haile Gebrselassiego.

W rywalizacji z genialnym Etiopczykiem musiał permanentnie zadowalać się drugim miejscem. Ale jeżeli chodzi o kenijskie bicie rekordów świata w maratonie – w tym był pierwszy (kto sprzątnął mu pierwsze miejsce na liście ALL TIME? Oczywiście Haile, ale nie o tym jest ta opowieść).

Wokół Tergata nigdy nie pojawiły się poważne oskarżenia dotyczące dopingu. Po zakończeniu kariery biegacz stanął na czele krajowego komitetu olimpijskiego i ostro wypowiadał się na temat zawodników, którzy korzystają z zabronionych metod i substancji.

– Potrzebujemy głębszej i szczerej ogólnonarodowej rozmowy o tym raku, który jest wśród nas. Musimy przestać zamiatać go pod dywan i pokazać go takim, jakim naprawdę jest – mówił w roku 2024.

Bezpośrednio po Tergacie Kenijczykami, którzy poprawiali maratoński rekord świata byli: Patrick Makau (2:03:38), Wilson Kipsang (2:03:23) i Dennis Kimetto (2:02:57). W przypadku Kipsanga możemy dziś mówić o wpadce dużego kalibru, która jednak przydarzyła się zawodnikowi wiele lat po życiowym wyniku w Berlinie (2013).

Zawodnicy ze światowego topu muszą spowiadać się antydopingowym służbom ze swojego miejsca pobytu. Wszystko po to, aby odbyć kontrolę w innych okresach niż badania wykonywane przy okazji startu.

W roku 2020 Athletics Integrity Unit informowało, iż Wilson Kipsang czterokrotnie uniknął kontroli antydopingowej podając niewłaściwy adres (do naruszeń doszło w latach 2018-2019). Jedną z nieobecności usiłował usprawiedliwić fałszywym zdjęciem wypadku komunikacyjnego. Zawodnik został zawieszony na 4 lata. Kara minęła. 44-letni dziś Kipsang zapowiadał, iż wróci do startów, ale próżno szukać jego wyników w bazie World Athletics po 2020 roku.

Jeśli chodzi o Makau i Kimetto nigdy nie zostali złapani na łamaniu antydopingowych reguł, ale wokół zawodników nie brakowało plotek. W 2015 roku w związku z prowadzonym śledztwem kenijska federacja zawiesiła dwie zagraniczne agencje: Rosa & Associates i Volare Sports. Z usług tej drugiej korzystał Kimetto.

– Pojawiło się wiele doniesień dotyczących dopingu w Kenii i wiele osób wskazuje palcem na ludzi, agentów, lekarzy i farmaceutów. Wiemy, iż to skomplikowana sprawa, ale chcemy się nią zająć – tłumaczył szef Athletics Kenya, Isaiah Kiplagat.

Kontrowersji całej sprawie dodawał fakt, iż w tamtym czasie jedną z klientek włoskiej agencji Federico Rosy była Rita Jeptoo, zwyciężczyni maratonów w Chicago i Bostonie, która została zawieszona za stosowanie EPO. Ponadto kooperacja z Włochami nałożyła się w czasie na dopingowe wpadki takich gwiazd jak Jemima Sumgong (mistrzyni olimpijska w maratonie z Rio) czy Asbel Kiprop (trzykrotny mistrz świata na 1500 m).

Nad Makau czarne chmury zawisły po oskarżeniach, które pojawiły się w materiale dziennikarza niemieckiej telewizji ARD, Hajo Seppelta. W roku 2012 reporter nagrał wizytę w aptece w Nairobi, gdzie w nielegalne wspomagacze mieli zaopatrywać się kenijscy biegacze. Wśród klientów właściciel apteki wskazał m.in. Patricka Makau. – Ta historia nie ma ze mną nic wspólnego – odcinał się zawodnik i finalnie nigdy niczego mu nie udowodniono.

Sawe jak Kipchoge czy Chepngetich?

Mimo zawieszenia Ruth Chepngetich przez cały czas jest rekordzistką świata (w biegu mieszanym) z kosmicznym 2:09:56. Śledztwo w jej sprawie ciągle jednak trwa, ponieważ w telefonie biegaczki znaleziono podejrzaną korespondencję.

W kwietniu 2024 roku Chepngetich dostała wiadomość na WhatsApp od „innego znanego sportowca” o treści: „____ powiedział mi o tym środku i poprosił mnie, abym zapytał cię jak to działa”. Do tej wiadomości były dołączone zdjęcia ampułek z testosteronem. Więcej o jej sprawie pisał Bartek Falkowski w artykule Czy Chepngetich straci rekord świata w maratonie? – Bieganie.pl

Sabastiana Sawe i Ruth Chepngetich łączą dwie rzeczy: narodowość i wyniki wymykające się ludzkiej wyobraźni. Różnic jest więcej.

Rekordzistka świata wiązana jest ze złą sławą owianą agencją Federico Rosy, o którym wspominaliśmy przy okazji afer z Ritą Jeptoo i Asbelem Kipropem. Sawe trenuje w 2 Running Club w Kapsabet. Jego agent Eric Lilot zapowiedział, iż w kontraktach z zawodnikami wprowadzi zapis, który zobowiąże ich do zrzeczenia się wszelkich należnych im pieniędzy, jeżeli okaże się, iż celowo próbowali stosować doping – środki te zostaną przekazane organom antydopingowym.

– jeżeli ktoś nie będzie chciał zgodzić się na taką umowę, wyleci z drużyny – stwierdził twardo Lilot, cytowany przez The Guardian.

Podczas, gdy w telefonie Chepngetich znaleziono wiadomości, które wyglądają na dopingową konsultację, Sawe poprosił AIU, żeby testowano go jak najwięcej. Przed ubiegłorocznym maratonem berlińskim Kenijczyk miał przejść 25 niezapowiedzianych badań w ciągu dwóch poprzedzających start miesięcy.

Jest logika i powtarzalność w wynikach Sawe. W latach 2022-2024 biegał półmaraton odpowiednio w 58:58, 58:29 i 58:05, a 10 km w 26:54, 26:49, 27:06. Tylko w ubiegłym roku dwukrotnie uzyskał 2:02 w maratonie, z czego raz w upalnym Berlinie.

Chepngetich życiówkę w półmaratonie ma 1:04 ale z 2021 roku. Od tamtego czasu biegała w przedziale 1:08-1:06, ale nie przeszkodziło jej to „wyczarować” pełen dystans w SUB 2:10.

Choć algorytmy World Athletics wskazują, iż bardziej wartościowe jest 1:59:30 Sawe niż 2:09:56 Chepngetich, będę obstawał przy opinii, iż kobiecy rekord świata jest bardziej odjechany. Chociażby z tego względu, iż przed Chepngetich nie było kobiety, która rozprawiłaby się z 2:10, a przed Sawe był Kipchoge, który jako pierwszy złamał 2 godziny w maratonie (i to już w 2019 roku, podczas wiedeńskiego show).

Czy Sawe będzie drugim Kipchoge? Pod kilkoma względami na pewno nie. Eliud przeszedł długą i usłaną sukcesami drogę na bieżni, sięgając m.in. po tytuł mistrza świata na 5000 m. Miał wtedy zaledwie 18 lat, a w pokonanym polu zostawił Bekele i El Guerrouja. Sawe, jakkolwiek to nie zabrzmi, to człowiek ulicy. Kipchoge ma cztery olimpijskie medale. Sawe nigdy na igrzyska nie pojechał.

Jeśli jednak chodzi o przywrócenie światu wiary, iż czysty sport na najwyższym poziomie jest możliwy, Sawe drugim Kipchoge już jest. I oby nie zmieniły tego najnowsze „badanka”.

statystyki biegu Sabastian Sawe Londyn 2026
Idź do oryginalnego materiału