Inter Mediolan jest ostatnio w znakomitej formie, wygrywa mecz za meczem. W środowy wieczór mierzył się z norweskim FK Bodo/Glimt - absolutną sensacją tych rozgrywek, której nie można było zlekceważyć. Na norweskim boisku ze sztuczną murawą poległ w tym sezonie Manchester City, punkty zgubił Tottenham. O krok od straty punktów byli Juventus i AS Monaco. Bodo/Glimt w przeszłości rozbiło też chociażby AS Romę.
REKLAMA
Zobacz wideo To największa sensacja w Lidze Mistrzów? Kałucki: Nie byli poważnie traktowani
Inter niespodziewanie musiał gonić wynik
W pierwszych minutach lepszy wydawał się być Inter. Włosi chcieli jak najszybciej zaznaczyć swoją wyższość. Ale swoje akcje budowali niechlujnie, bez lepszego pomysłu. Najgroźniejszą sytuację miał w pierwszym kwadransie Henrich Mychitarian, który ze skraju pola karnego uderzył tuż nad poprzeczką.
Potem dłużej piłką grał Bodo. Operował nią dość powoli, usypiając defensywę Interu. W końcu Norwegowie przyspieszyli, rozklepali obronę gości i wyszli na prowadzenie w 20. minucie. Po składnej akcji w sytuacji sam na sam znalazł się Sondre Fet. Uderzył mocno, nie dał szans Yannowi Sommerowi.
Inter potrzebował kilku minut, by się obudzić. Bodo kontrolowało tempo gry. Ale jedno wejście na połowę rywala pozwoliło wrócić mediolańczykom do odpowiedniego rytmu. Gdy udało się to zrobić, Inter ponownie tworzył zagrożenie. W pierwszej groźnej akcji Matteo Darmian trafił z półwoleja w słupek. W drugiej Pio Esposito trafił do siatki. Wszystko zadziało się po wrzutce Darmiana. Zgarnął ją Carlos Augusto, jednym zgraniem zgubił dwóch obrońców, a Esposito uderzył płasko i pokonał Nikitę Haikina. Po 30 minutach mieliśmy zatem remis. VAR jeszcze sprawdzał zagranie ręką, ale niczego nieprzepisowego się nie dopatrzył.
Do końca meczu żaden z zespołów nie stworzył składnej akcji, było dużo chaotycznej walki w środku pola. Przy wyniku 1:1 nie można było Bodo skreślić. Wręcz przeciwnie - to Inter powinien czuć się zagrożony, bo Bodo notuje lepsze drugie połowy na własnym stadionie w Lidze Mistrzów.
Inter rozbity w drobny mak. Norwegowie pokazali klasę
W drugą połowę lepiej weszli goście. Starali się wrzucić wyższy bieg i gwałtownie przejąć prowadzenie. Lautaro trafił w słupek, próbując naprawić to, co sekundę wcześniej zepsuł Esposito, który skiksował w sytuacji sam na sam. Chwilę później Carlos Augusto przymierzył mocno z rzutu wolnego, ale trafił prosto w ręce Haikina.
Bodo czekał na swój moment. Starał się utrzymać dobrą organizację gry w defensywie, mądrze się ustawiał na swojej połowie. A gdy przejmował piłkę, od razu tworzył zagrożenie. A najgroźniejszy był między 61. a 64. minutą, kiedy dwukrotnie posłał Inter na deski.
Zobacz też: Klub reprezentanta Polski upokorzony w Lidze Mistrzów. Do przerwy było 0:5
Najpierw do siatki trafił Jens Peter Hauge. Norweski zespół wykorzystał błąd Interu w rozegraniu w środku pola. Przeprowadził szybką akcję, w której Hauge wpadł z piłką w pole karne i huknął pod poprzeczkę. Żaden obrońca nie wywierał na nim później. Trzy minuty później gospodarze zagrali kombinacyjnie i Kasper Hogh uderzył do pustej siatki. To był wstrząsający moment meczu, po którym można było powoli Inter wpisywać na listę ofiar zespołu spod koła podbiegunowego.
Przez ostatnie ponad 20 minut Inter musiał naciskać, przyspieszać, ryzykować. Ale grał chaotycznie i niedokładnie. adekwatnie nie stworzył sobie żadnej dogodnej okazji strzeleckiej. Jedyne zagrożenie goście tworzyli po płaskich dośrodkowaniach, ale obrona Norwegów stawała na wysokości zadania.
Bodo był świadomy wyniku. Nie forsował tempa w swoich akcjach Do tego grał bardzo mądrze w obronie, wykazywał się wysoką kulturą gry. Jakby miał wszystko pod pełną kontrolą.
Do końca meczu Bodo pewnie broniło, a z Interu uchodziły wszelkie nadzieje na zmniejszenie strat. Rewelacja tego sezonu LM zanotowała kolejne sensacyjne zwycięstwo. Wynik 3:1 dla Bodo/Glimt wydaje się być sprawiedliwym rezultatem. Rewanż we wtorek w Mediolanie.

3 godzin temu








