Jako dziecko była na tyle niezdarna, iż lekarz po kolejnym złamaniu ręki zasugerował rodzicom, aby zapisali córkę na judo. Chodziło o to, żeby nauczyła się upadać, nie robiąc sobie krzywdy. Mistrzynią sztuk walki nie została, ale zaczęła fruwać nad płotkami. Femke Broeders-Bol w tym roku zamieniła jedno okrążenie na dwa i z miejsca została jedną z najlepszych biegaczek średniodystansowych w historii. Na treningach słyszy od Laurenta Meuwly’ego „zwolnij!”, kiedy próbuje biec na wybieganiu w tempie szybszym niż 5:30 min/km. „Uwielbia mieć nad wszystkim kontrolę, dlatego w głowie ma nie tylko plan B, ale też C” – mówi jej trener.
400 metrów przez płotki? „Już nigdy”
Femke Bol na dystansie 400 metrów przez płotki osiągnęła niemal wszystko. Wygrywała mistrzostwa Europy i świata, a 50.95 daje jej drugie miejsce na liście wszech czasów. Do pełni szczęścia zabrakło złota igrzysk olimpijskich (na tym dystansie, ponieważ jest mistrzynią w sztafecie). Duża szansa na tytuł otworzyła się dwa lata temu w Paryżu, jednak finałowy bieg zupełnie nie ułożył się po myśli Holenderki. Bol musiała uznać wyższość nie tylko fenomenalnej Sydney McLaughlin-Levrone, ale też Anny Cockrell, która legitymowała się życiówką słabszą o niemal dwie sekundy.
Po przekroczeniu mety Femke długo przeżywała swój występ. Mimo iż zdobyła olimpijski brąz, próżno było szukać na jej twarzy choć odrobiny radości. 24-letnia Holenderka pocieszenia szukała w ramionach rodziców. Początkowo nie chciała choćby zrobić rundy honorowej wokół stadionu.
„Przyjechałam tutaj, żeby pobiec najlepszy bieg w życiu. A pobiegłam jeden z najgorszych. Naprawdę tego nie rozumiem”. „Popełniłam wszystkie błędy, których miałam nie popełnić”. „Rzadko mam zły dzień, ale to chyba był właśnie taki dzień. Niestety w najgorszym możliwym momencie” – mówiła Femke Bol w pierwszych postartowych wywiadach.

To właśnie po Paryżu płotkarka nalegała, by trener pozwolił jej od kolejnego sezonu spróbować sił na 800 metrów. Laurent Meuwly przekonał jednak zawodniczkę, aby poczekała jeszcze rok i zamknęła etap startów na 400 m przez płotki występem na mistrzostwach świata w Tokio. Tak też się stało i w roku 2025 w Japonii Bol sięgnęła po swoje ostatnie złoto na niskich płotkach. Niedługo potem rozpoczęła się misja: dwa okrążenia.
– Jest duża szansa, iż już nigdy nie wystartuję na 400 metrów przez płotki. Oczywiście niczego nie można wykluczyć, ale od dzisiaj mój plan to naprawdę dobre bieganie osiemsetki – przyznała Femke na początku tego roku w rozmowie z portalem NOS.nl.
60 km tygodniowo i rozbiegania po 5:30
Debiutancki sezon na dystansie dwóch okrążeń był dla Holenderki rewelacyjny. Kilkukrotnie poprawiała rekord swojego kraju, a 1:54.71 z Zurychu to dziewiąty wynik w tabelach ALL-TIME. Pięciokrotnie zajmowała drugie miejsce w mityngach Diamentowej Ligi, a tegoroczny dorobek dopełniają trzecie miejsca na mistrzostwach Europy oraz podczas Ultimate Championship.
Trening Femke przeszedł metamorfozę, ale, jak podkreśla Laurent Meuwly, zmiany wprowadzał w łagodny sposób, aby nie wylać przysłowiowego dziecka z kąpielą.

– Bardzo ważne było dla mnie utrzymanie jej poziomu siły. […] Potrafi zarzucić na klatkę piersiową sztangę ważącą 100 kilogramów, co jest imponującym wynikiem jak na biegaczkę średniodystansową. […] Wiedzieliśmy oczywiście, iż musimy poprawić jej wydolność tlenową i iż będzie to wymagało czasu – zdradził Szwajcar w podcaście Citius Mag, w którym szeroko opowiedział o treningach do nowego dystansu.
W przygotowaniach do tego sezonu Femke maksymalnie biegała około 60 km tygodniowo. Tempo jej spokojnych rozbiegań mieściło się w przedziale 5:30–5:40 min/km. – Moje tempo progowe (threshold), jeżeli mam dobry dzień, to 4:20 min/km – zdradziła biegaczka w jednym z postartowych wywiadów.
Powyższe tempa wynikają z wyznaczonych stref przemian energetycznych. Tak wolne tempo biegu w pierwszym zakresie jak 5:30 min/km bywa dla Femke irytujące. Jak powiedziała w rozmowie z portalem NOS.nl, czasami czuje się, jakby „biegła tyłem”, a od trenera słyszy w kółko „zwolnij, zwolnij!”. Pomocny w tej sytuacji okazuje się rower, który pozwala budować bazę tlenową, bez nudnego „klepania” spokojnych kilometrów.
„Mój Boże, jeszcze jedno koło?”
Na 800 m, podobnie jak na 400 m przez płotki, Holenderka trafiła na mocne rywalki. Audrey Werro na stadionie była w tym roku nie do pokonania. Szwajcarka z wynikiem 1:53.70 jest trzecia na liście wszech czasów. Bol nie zdołała też w tym sezonie wygrać z Keely Hodgkinson.
Podopieczna Laurenta Meuwly’ego w każdym ze startów była blisko największych rywalek, ale za każdym razem czegoś brakowało. Kibice oglądający Femke na finiszowych metrach mogli odnieść wrażenie, iż się oszczędza. Podczas gdy inne biegaczki zaciskały zęby i skracały krok, na twarzy Holenderki trudno było znaleźć grymas bólu.
Laurent Meuwly tłumaczy, iż w treningu płotkarskim najważniejsze było utrzymanie równego rytmu między płotkami. Dlatego, poza zmianami fizjologicznymi, wyzwaniem jest też modyfikacja wzorca ruchu, która pomogłaby Femke skuteczniej powalczyć na finiszowej prostej.
– Pracujemy nad szybszą pracą ramion i nóg. Postępy przychodzą powoli, ale są widoczne. Proszę sobie wyobrazić, iż kiedy przechodziliśmy z 15 na 14 kroków między płotkami, musieliśmy wydłużyć krok z 2,15 do 2,30 metra, a teraz musimy wrócić do 2,15 czy 2,10 metra. Nie jest więc łatwo dokonać takiej zmiany, ale ona gwałtownie się uczy i już widzę postępy w porównaniu z początkiem sezonu.
Osobną kwestią jest mentalność. Zdaniem trenera Femke jeszcze boi się zaryzykować i zaatakować rywalki na wczesnym etapie biegu. Bol kocha kontrolować rozwój wydarzeń, tymczasem na 800 m równie ważna jest improwizacja i ruszenie w nieznane rejony bólu.
– W biegu na 400 metrów dobiegasz do 300–350 metrów i wtedy trafiasz na ścianę. Na 800 metrów ten moment nie przychodzi tak gwałtownie, za to zmęczenie utrzymuje się długo. I trzeba nie bać się zaatakować już na 500 czy 600 metrze, choć instynkt podpowiada, żeby się oszczędzać i jeszcze poczekać – wyjaśnia Meuwly.
Trener jest zdania, iż na przestrzeni sezonu było widać efekty i Femke próbowała biegać odważniej. Przykładem może być bieg eliminacyjny w Birmingham, gdzie Bol kontrolowała rozwój wydarzeń od startu do mety. Mocnego tempa Holenderka nie wystraszyła się również podczas rekordowego biegu w Zurychu, gdzie pozwoliła się wyprzedzić Werro dopiero przed ostatnim wirażem.
– Zaczynam lepiej czuć się na 500 metrze. Na początku już po 400 metrach myślałam: „Mój Boże, jeszcze jedno koło? – powiedziała Femke Bol po diamentowym mityngu w Szwajcarii.
Tydzień wizualizacji i perfekcjonizm, który może być wrogiem
Wielu sportowców przed najważniejszymi startami wyobraża sobie przebieg zawodów. Z metody wizualizacji w zaawansowany sposób korzysta też od lat Femke Bol. Podczas przygotowań do ubiegłorocznych mistrzostw świata w Tokio mówiła o trwającym ok. 10 minut nagraniu przygotowanym przez psychologa, które odtwarza sobie codziennie w tygodniu poprzedzającym start.
– W myślach naprawdę przebiegam cały wyścig. W jakim czasie? adekwatnie nie wiem dokładnie. Ale zaczynam od samego „na miejsca, gotów… start!” i widzę, jak biegnę. Nie z oddali, ale własnymi oczami, tak jak widzę to normalnie. Po wizualizacji wiem, co wydawało mi się dobre, a co nie, bo choćby w wyobraźni nie zawsze wszystko idzie idealnie – czytamy w wywiadzie z portalem NOS.nl.
Laurent Meuwly mówi o swojej podopiecznej, iż jest jak szachistka, która potrafi przewidywać wiele ruchów naprzód. – Femke ma plan A, ale również plany B i C na wypadek, gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego – podkreśla. Szkoleniowiec zwraca też uwagę na jej ambicję, oddanie sprawie i skrupulatne podejście do wykonywania treningów. Trener widzi jednak w perfekcjonizmie Bol zagrożenia.
– Kiedy dzień po dniu chcesz robić wszystko lepiej niż wcześniej, podejmujesz pewne ryzyko. Ciągłe niezadowolenie z własnej pracy może przynieść negatywne skutki. Femke musi się nauczyć, iż czasem lepsze jest wrogiem dobrego – mówi Meuwly.
W filmie dokumentalnym World Athletics na temat ośrodka szkolenia mistrzów Papendal, gdzie trenuje m.in. Femke Bol, ale też Lieke Klaver czy Nadine Visser, słychać, iż biegaczka również zdaje sobie sprawę z ciemnych stron nadmiernej ambicji.
– W zeszłym roku dużo pracowałam nad sferą mentalną: nad tym, kim jestem i czego chcę od życia. Kiedy jesteś młody i wszystko się układa, łatwo możesz zacząć uzależniać to, jakim jesteś człowiekiem, od wyników na bieżni. To nie jest dobre. Dopiero rok temu nauczyłam się te światy oddzielać. […] Tak łatwo jest nam siebie nie doceniać. Jako lekkoatleci jesteśmy w stosunku do siebie bardzo krytyczni – powiedziała Femke podczas tegorocznych przygotowań.
Lekarz: zapiszcie Femke na judo. Trener: dziewczyno, odpocznij
Femke urodziła się 23 lutego 2000 roku i dorastała w Amersfoort w okolicach Utrechtu. Zanim trafiła do lekkoatletyki, trenowała judo.
– Jestem dość niezdarna. Zanim zaczęłam trenować lekkoatletykę, za radą lekarza chodziłam na judo. Dwukrotnie złamałam rękę przy upadku. Lekarz tłumaczył, iż na judo nauczę się bezpiecznie przewracać – zdradziła Femke w rozmowie z magazynem „Helden”.
Obalanie przeciwników nie przypadło jej do gustu i ostatecznie, zainspirowana przez starszego brata Jeroena, zaczęła trenować lekkoatletykę. Początkowo nic nie wskazywało, iż zrobi wielką karierę. W klubie często przegrywała z najlepszą przyjaciółką. – Byłam chuda, wątła i nosiłam okulary. Taka wysoka tyczka (Femke ma 184 cm wzrostu – red.) – wspomina siebie sprzed lat.
Nigdy nie brakowało jednak Femke zacięcia i dyscypliny. Jako jeden z pierwszych przekonał się o tym trener Werner Andrea z klubu lekkoatletycznego Altis w Amersfoort. Na pierwszym treningu Femke pojawiła się u niego, mając niespełna 14 lat. Już rok później została mistrzynią Holandii juniorek młodszych (U18) na 400 metrów. Jako 15-latka pokonała więc dziewczyny starsze o rok i o dwa lata.
– Tak daleko zaprowadziła ją determinacja. Zawsze chętnie przychodziła na treningi. Dobrze się bawiła, czerpała z tego przyjemność i potrafiła w pełni wykorzystać moje wskazówki – mówi Werner Andrea, cytowany przez RTL.
Pierwszy trener Femke wspomina też historię, która doskonale obrazuje, jak bardzo sumienna była zaledwie 14-letnia Bol. Mianowicie zapytała kiedyś, czy zamiast przyjść na trening, może pojechać na wakacje. – Powiedziałem jej, iż odpoczynek też jest bardzo ważny. Najpierw odpoczynek, a potem znów ciężka praca – mówi Andrea.
Tata, piekarnia i strach przed lataniem
Jako szesnastolatka Femke zmieniła otoczenie i zaczęła trenować w Arnhem pod okiem Brama Petersa. Rodzice, Joost i Annemarie, niemal codziennie dowozili ją na zajęcia, pokonując około 40 km w jedną stronę.
Kiedy młoda Femke zaczęła seryjnie bić rekordy w kolejnych kategoriach wiekowych, jej ojciec Joost Bol regularnie wybierał się do piekarni. Każdy taki wynik świętowano bowiem, krojąc Spakenburgs Hart – tradycyjne ciasto, na którym za każdym razem umieszczano nowy rekord życiowy utalentowanej lekkoatletki.
Z ojcem Femke wiąże się też interesująca historia dotycząca lęku przed lataniem samolotem. Przypadłość dopadła Joosta dopiero około czterdziestki. Holender postanowił zmierzyć się ze strachem i w 2024 roku zapisał się na specjalny kurs. Wszystko po to, aby móc podróżować na zawody swojej córki do najdalszych zakątków świata.
– W pewnym momencie człowiek myśli: naprawdę wiele mnie omija. Byłem gotowy coś z tym zrobić. Najpierw odbyłem sześć sesji z psychologiem, żeby ustalić, skąd bierze się ten lęk i się z nim zmierzyć – opowiadał dziennikowi „AD”.
Okazało się, iż podobnie jak Femke, również Joost miał problem z oddaniem kontroli innym. Ćwiczenia miały pomóc mu zaakceptować fakt, iż jako pasażer samolotu nie ma kontroli nad sytuacją. Zaczęło się od wychylania się przez barierkę w bloku, na dużej wysokości. Umieszczono go też w ciasnej przestrzeni pod podłogą i zamknięto właz. Podziałało. W 2025 roku Joost wsiadł do samolotu i na żywo oglądał złoty bieg córki podczas MŚ w Tokio.
Tryb „Killer Fem”
Femke sprawia wrażenie osoby spokojnej i opanowanej, ale przyznaje, iż daleko jej do stoickiego spokoju. – Łatwo się stresuję i zamartwiam wszystkim – czytamy w wywiadzie z 2021 roku dla magazynu „Helden”.
– jeżeli nie potrafi poprawnie wykonać jakiegoś zadania, może wybuchnąć płaczem – dodaje w innym materiale Laurent Meuwly. – Jest wtedy tak zła na siebie, iż daje upust emocjom. Moją rolą jest wówczas uświadomienie jej, iż to nic złego. Przerywamy na chwilę trening i później po prostu próbujemy jeszcze raz.
W relacjach z innymi ludźmi Bol jest naturalna i przyjazna. Do rywalek z bieżni odnosi się z najwyższym szacunkiem i zawsze jest chętna, żeby pogratulować im zwycięstwa. Niektórzy mówią, iż Holenderka jest zbyt miła, by uprawiać sport na najwyższym poziomie.
– Na szczęście pozory mylą – mówi Laurent Meuwly. – Może wyglądać na sympatyczną, ale gdy tylko staje na bieżni, zmienia się w kilera.
– Trudno mi wyjaśnić, jak udaje mi się włączyć ten tryb – dodaje Femke. – Wzbudzam w sobie złość. […] Udaję też przed sobą, iż od zawodów zależy bardzo wiele, choć w rzeczywistości tak nie jest. Dzięki temu jestem naprawdę skoncentrowana, kiedy pada strzał startera.
Czasami w osiągnięciu tego stanu pomaga biegaczce trener, próbując ją specjalnie zmotywować przed startem. Mówi: „Pokaż teraz swoją Killer Fem”.
„Najlepszy weekend naszego życia”
W tym roku Femke Bol zmieniła nie tylko dystans, ale też stan cywilny. Zimą w rodzinnym Amersfoort biegaczka wzięła ślub cywilny z belgijskim skoczkiem o tyczce Benem Broedersem. Była to formalna puenta sześcioletniego związku.
Okazuje się, iż uroczystość w Holandii była tylko prologiem do tego, co tuż po zakończeniu sezonu wydarzyło się na Sardynii. Tam para zorganizowała większe wesele z rodziną i przyjaciółmi. „Najlepszy weekend naszego życia” – tak zakochani opisali zdjęcia z włoskich uroczystości, które 22 września opublikowali na Instagramie.
Cały lekkoatletyczny świat życzył młodej parze wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Życzenia złożyli m.in. Mondo Duplantis, Audrey Werro, Keely Hodgkinson czy Sydney McLaughlin-Levrone. Nie zabrakło również gratulacji od polskich sprinterek: Natalii Bukowieckiej, Pii Skrzyszowskiej czy Justyny Święty-Ersetic.

1 tydzień temu










