Sprawa Anthony’ego Edwardsa w All-NBA przybiera brutalny obrót, gdy zasada 65 meczów zamyka drzwi Rodneyowi Knuppelowi

14 godzin temu
Zdjęcie: Anthony


Sezon, który przygotowywał Anthony Edwards, został nieoczekiwanie i frustrująco zatrzymany, i to nie z powodu występów. Zamiast tego jest to reguła.

Ponieważ Edwards został oficjalnie wykluczony z czwartkowego meczu z Detroit Pistons, gwiazdorowi Minnesota Timberwolves nie udało się spełnić wymaganego przez NBA minimalnego wymogu 65 meczów. Już sam ten szczegół techniczny dyskwalifikuje go z udziału w rozgrywkach All-NBA i innych ważnych nagród posezonowych, pomimo sezonu, który statystycznie wymagał włączenia do składu.

I tu właśnie następuje zmiana historii – z produkcji na politykę.

Rok kariery, który się nie należy

Przed ostatnią porażką Edwards tworzył coś, co wyglądało na kolejne CV All-NBA i prawdopodobnie jego najlepsze w dotychczasowej historii.

W 59 meczach 24-latek notował średnio 29,3 punktu, 5,1 zbiórki i 3,7 asysty, trafiając skutecznie 0,493 z gry i 0,404 z trzech. Liczby te zdecydowanie umieściły go w rozmowie wśród elitarnej gwardii ligi.

Co ważniejsze, nie była to pusta produkcja. Edwards pozostał ofensywną drużyną z Minnesoty, która mocno zajmowała miejsce w play-offach Konferencji Zachodniej, równoważąc liczbę zdobytych punktów lepszą efektywnością i selekcją strzałów.

W normalnych okolicznościach ten profil zaznacza każde pole dla wyborców All-NBA. Jednak współczesna NBA nie funkcjonuje już w „normalnych okolicznościach”.

Zasada 65 gier zmienia wszystko

Zasada NBA dotycząca 65 meczów, wprowadzona w celu ograniczenia zarządzania obciążeniem i zapewnienia, iż ​​kwalifikowalność nagród odzwierciedla dostępność, stała się jedną z najbardziej wpływowych i kontrowersyjnych zasad ligi.

W przypadku Edwardsa jest to szczególnie trudne. choćby jeżeli wróci i zagra w pozostałych meczach Timberwolves, przez cały czas nie zakwalifikuje się. Jeden z jego wcześniejszych występów trwał zaledwie trzy minuty, co nie wlicza się do progu. Ten szczegół techniczny skutecznie zamyka drzwi.

To jest dokładnie ten typ scenariusza, przed którym ostrzegali krytycy: zawodnik występujący na elitarnym poziomie, prowadzący swoją drużynę, a mimo to wykluczony z powodu okoliczności, na które częściowo nie ma wpływu. Reguła w zasadzie spełniła swoje zadanie. Jednak w praktyce po prostu wymazało to jeden z najlepszych sezonów w lidze z głosów przyznających nagrody.

Więcej: Marcowy występ Luki Doncića jest powodem, dla którego Lakers będą tak trudni do wyeliminowania

Minnesota skupia się na pozycji w play-offach

Dla Timberwolves konsekwencje nie dotyczą nagród, a bardziej rozstawienia. Z bilansem 46-29 Minnesota znajduje się w samym środku ciasnego wyścigu w Konferencji Zachodniej. Wyraźnie wyprzedzają linię play-in, ale wciąż są w niewielkiej odległości od miejsca w pierwszej czwórce.

Ten margines ma znaczenie. Bez Edwardsa w czwartek dodatkowa odpowiedzialność spadnie na takich graczy jak Ayo Dosunmu, który od czasu przybycia na boisko pokazywał już błyski, w tym niedawne triple-double. Zdolność Minnesoty do stabilizacji pod nieobecność Edwardsa może zadecydować o tym, czy drużyna Minnesoty wejdzie na sezon posezonowy z impetem, czy też będzie podatna na zagrożenia.

Przypomnienie, jak cienki jest margines

Ta sytuacja podkreśla coś większego w dzisiejszej NBA. Różnica między uznaniem a zaniechaniem nie polega już tylko na wykonaniu. To dostępność, kwalifikacje techniczne, a czasem choćby pojedynczy krótki epizod w grze, w której ledwo się rejestruje.

Edwards nie zawiódł, bo nie był wystarczająco dominujący. Nie udało mu się, bo margines błędu jest teraz cienki jak brzytwa. A dla gracza, który wspina się na szczyt, jest to trudny sposób na określenie sezonu.

Więcej aktualności z NBA:

Idź do oryginalnego materiału