Ekipa Speedway Kraków dopisała do swojego ligowego konta niezwykle cenne trzy punkty. Po pasjonującym i zaciętym do ostatnich metrów pojedynku, krakowianie pokonali na wyjeździe Śląsk Świętochłowice 48:42. Triumf na „Skałce” sprawia, iż drużyna z grodu Kraka na poważnie wraca do gry o fazę play-off. Jednym z bohaterów widowiska był Marko Lewiszyn, zdobywca dziesięciu punktów, z którym rozmawialiśmy bezpośrednio po ostatnim biegu.
Świętochłowice mają dość trudny, a zarazem specyficzny owal, o czym w pierwszej rundzie boleśnie przekonali się już zawodnicy z Daugavpils. Potwierdziło to także niedzielne spotkanie, w którym kapitalny opór gościom stawiali Mateusz Tonder, autor czystego kompletu piętnastu punktów, oraz Adrian Gała. Krakowska drużyna pokazała jednak niesamowity charakter i zespołowość.
– Bardzo dobra postawa chłopaków z drużyny, w tym juniorów, którzy dorzucili bardzo ważne punkty. Przyjechaliśmy na dość wymagający teren, bo chłopaki ze Śląska są tutaj dobrze spasowani i szybcy. Udało nam się wygrać, bardzo się cieszymy z tych punktów i walczymy dalej – podsumował na gorąco zadowolony Marko Lewiszyn.
Dla samego ukraińskiego żużlowca początek zawodów był jednak drogą przez mękę. W swoim pierwszym starcie przyjechał na końcu stawki, kompletnie bezradny wobec ataków rywali. Jak sam przyznaje, kluczem do późniejszych sukcesów była błyskawiczna reakcja i trafione korekty w sprzęcie.
– Można powiedzieć, iż w pierwszym biegu wkradły się troszkę złe ustawienia. Później jednak poszliśmy w dobrą stronę. Były jeszcze delikatne moje błędy, ale udało się potem dwie „trójeczki” zgarnąć. Mogło być trochę lepiej z mojej strony, ale jest dobrze. Mamy wygraną, mamy trzy punkty, także cieszymy się z tego – analizował swój występ reprezentant Speedway Kraków.
Prawdziwa próba charakteru nastąpiła w trzynastym wyścigu dnia. Pod taśmą doszło do sporych kontrowersji. Lewiszyn i Rune Thorst ustawili się bardzo blisko siebie, a arbiter nakazał, by to reprezentant Ukrainy zmienił pozycję. Choć w parku maszyn i na trybunach mocno skoczyło ciśnienie, sam zainteresowany podszedł do sprawy z ogromnym spokojem.
– E, to jest żużel, nic tam się wielkiego nie wydarzyło, także spokojnie. Delikatnie musiałem troszkę przypilnować startu, bo na nim się może trochę pogubiłem. Później w trasie był już jednak dość ciężki teren do wyprzedzania. Może gdybym coś poprawił, to pojechałbym inaczej i byłoby lepiej. Muszę jeszcze przemyśleć ten bieg – tłumaczył nam moment, w którym mimo utrudnień zdołał przywieźć do mety bezcenną dwójkę.
Świętochłowicki owal kojarzy się Lewiszynowi wybornie, bowiem to właśnie tutaj świętował w przeszłości zdobycie Mistrzostwa Śląska. Wiosenna aura i zmiany w motocyklach sprawiły jednak, iż dawne zapiski można było wyrzucić do kosza.
– Tak, fajnie było, dobrze to wspominam. Niestety, ten tor teraz na wiosnę trochę się zmienił. Mam też zupełnie inny silnik. Mówię, troszkę pogubiłem się z tymi ustawieniami, nie pojechałem też próby toru. Poszliśmy jednak w dobrą stronę, cieszymy się z wygranej – zdradził zawodnik.
W Krakowie nikt nie zamierza teraz spoczywać na laurach. Wygrana na Śląsku, w której obok Lewiszyna błyszczał przede wszystkim Dawid Rempała, a świetną robotę wykonali też Kacper Łobodziński i juniorzy, ma być motorem napędowym na kolejne tygodnie. Plan na resztę sezonu zasadniczego jest jasny.
– Zrobić swoje i tyle. Każdy musi dorzucić cenne punkty i robimy robotę – skwitował krótko Lewiszyn.
Marko Lewiszyn







![Bez kompromisów. Elektryczne AMG ryczy jak V8, a Mercedes otwiera w Warszawie pierwszy taki salon w Europie [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/06/DSC08031.jpg)






