Staszewski komentuje. Jest poprawa w niektórych aspektach. „Ciągle są rezerwy”

speedwaynews.pl 3 godzin temu

Mariusz Staszewski podsumował występ swojej drużyny. Przyznał, iż duet liderów Betard Sparty Wrocław jest bardzo silny i ciężko było z nim konkurować. Swoje dorzucił także Kowalski, który w nominowanym biegu praktycznie przesądził o wyniku spotkania. – Zdajemy sobie sprawę z siły liderów Betard Sparty Wrocław, którzy tutaj byli. Wiemy, iż Bartłomiej Kowalski też potrafi jeździć i w tym czternastym wygranym biegiem przesądził praktycznie o wyniku drużyny. Jakbyśmy to wygrali podwójnie to jeszcze mogło coś tam się zdarzyć w tym decydującym wyścigu. Liczyliśmy po cichu na wygraną – powiedział trener Krono-Plast Włókniarza Częstochowa po meczu z osłabioną Betard Spartą Wrocław.

Mariusz Staszewski szuka pozytywów

Kilka strat na dystansie przeważyło o tym, iż to Betard Sparta Wrocław wyjechała spod Jasnej Góry. Wrocławianie z trudem wykonali plan minimum, ale Mariusz Staszewski zdołał znaleźć jakieś postępy. Zwraca uwagę na starty, których w końcu jego podopieczni nie przegrywali, a także na pierwszą młodzieżową „trójkę” w tym roku w PGE Ekstralidze.

– Gdyby babcia miała wąsy, to by dziadkiem była… – powiedział o potencjalnie straconych pozycjach. – Dobrze, iż chociaż te starty wygrywamy, bo ostatnio była tragedia także w tym aspekcie jest dużo lepiej, ale na pewno jeszcze nie jest to, co byśmy chcieli. Cieszy w końcu pierwsza „trójka” juniora, bo to w tym roku najbardziej bolało. Jak są jakieś inne zawody młodzieżowe, to naprawdę z rówieśnikami wygrywają i nie ma z tych problemów, przychodzi do meczu ligowego i to wygląda inaczej. Myślę, iż jeszcze rezerwy są – podsumował.

Kluczowa dla Krono-Plast Włókniarza Częstochowa będzie jednak faza play down. Teraz jest czas na to, żeby wszyscy zawodnicy znaleźli jak najlepsze rozwiązania dla swojego sprzętu. – Walczymy. Do najważniejszej dla nas fazy sezonu, czyli play down jeszcze jest trochę czasu i na pewno się na to poddamy.

Światełko w tunelu – dzielna walka Ludwiczaka

Sebastian Szostak w tym roku pełni rolę zawodnika do lat 24 w Krono-Plast Włókniarzu Częstochowa. w tej chwili jest jednak najniżej sklasyfikowanym zawodnikiem w PGE Ekstralidze, a o kiepskim początku sezonu z pewnością chciałby zapomnieć. W piątkowym meczu pojechał tylko jeden bieg, bo gdy tylko „uciekł wynik” to sztab gospodarzy musiał kreślić program ratując wynik. Rezerwy taktyczne sprawdziły się w stu procentach – dwie zmiany zdobyły łącznie 5+1. To jednak nie wystarczyło.

– gwałtownie odstawiliśmy Sebastiana Szostaka – nie dlatego, iż nie widziałem w nim nadziei, ale dlatego, iż akurat była okazja. jeżeli jest okazja i wynik jest na styku to muszę reagować. jeżeli przegrywamy mecz trzydziestoma czy czterdziestoma punktami to moje taktyczne są profilaktyczne powiedzmy sobie szczerze i niczego nie wniosą. Natomiast tutaj była realna szansa powalczyć, więc akurat on był tym poszkodowanym, iż pojechał tylko jeden wyścig i nie miał szansy na korekty, ale ja musiałem bronić wyniku. Jestem przede wszystkim trenerem zespołu, więc muszę walczyć o wyniki – powiedział Staszewski.

Sebastian Szostak na torze miał pojawić się w trzynastym biegu, ale po walce Szymona Ludwiczaka z Maciejem Janowskim trener „Lwów” zdecydował się postawić jednak na juniora. – W trzynastym biegu miał jechać Sebastian Szostak, ale Szymon Ludwiczak długo prowadził z Maciejem Janowskim w dwunastej gonitwie. Ze startu wypalił i było widać, iż coś znaleźli, a decyzja musiała być szybka – podsumował swoją decyzję szkoleniowiec.

Mariusz Staszewski, Sebastian Ułamek
Idź do oryginalnego materiału