Najpierw show na bieżni, później show przed mikrofonem. Jakob Ingebrigtsen w ostatnich tygodniach prowadził grę z mediami, dostarczając dziennikarzom klikalnego kontentu. Największa afera rozkręciła się po słowach o „bandzie tchórzy”, z którymi Norweg miał zmierzyć się podczas finału Diamentowej Ligi w Brukseli. Serię dram zwieńczyły kadry z „czułej” rozmowy z Joshem Kerrem.
Jakob Ingebrigtsen jeszcze w lutym kurował się po operacji achillesa, a mimo tego sezonu 2026 nie zaliczy do straconych. W sierpniu został mistrzem Europy na 5000 m, a 11 września w Budapeszcie na tym samym dystansie sięgnął po tytuł „Ostatecznego Mistrza Świata”. Równie dobrą dyspozycję co na bieżni, prezentuje podczas wywiadów. Cole’a Hockera nazwał tchórzem, a Josha Kerra człowiekiem, który „niszczy” lekkoatletykę. O co chodzi w słowach Norwega?
Drama o pacemakera. „Kiedy nakłamałeś w CV”
Jakob Ingebrigtsen w błyskawicznym tempie wrócił do zdrowia po problemach z achillesem i już w sierpniu w Birmingham pokazał klasę. W finale 5000 m na finiszu nie dał szans rywalom, zgarniając siódmy w karierze tytuł mistrza Europy na stadionie.
Kiedy jednak podczas Diamentowej Ligi przyszło ścigać się z najlepszymi zawodnikami świata na 1500 m, nie było już tak piorunująco. W Chorzowie był czwarty, w Zurychu piąty, a w finałowych zawodach cyklu w Brukseli ponownie czwarty. Dla 21-krotnego zwycięzcy mityngów z serii DL takie pozycje nie mogły być satysfakcjonujące. Norweg swojemu niezadowoleniu dał upust po mityngu w stolicy Belgii.
– Jestem bardzo rozczarowany biegiem i wynikiem. Ścigałem się z bandą tchórzy – powiedział chwilę po biegu, cytowany przez Athletics Weekly. – Tylko Cameron (chodzi o Camerona Myersa, który wygrał z czasem 3:30.14) pokazał się z dobrej strony, cała reszta wyglądała jak przegrywy, łącznie ze mną.
04.09.2026 Wanda Diamond League Brussel 1500m Final photo by: Lukasz Szelag/Sprintshot Team, on photo: Cameron Myers, Jakob IngebrigtsenGromy posypały się zwłaszcza w kierunku mistrza olimpijskiego na 1500 m i mistrza świata na 5000 m, Cole’a Hockera. Amerykanin miał bowiem w stawce swojego pacemakera, Christiana Jacksona, a mimo tego ani przez moment nie próbował utrzymywać jego tempa.
Za zającami (poza Jacksonem rozprowadzać miał jeszcze Boaz Kiprugut) ruszył natomiast odważnie Ingebrigtsen. Nie zdołał jednak obronić się na finiszowej prostej i ostatecznie skończył poza podium z rekordem sezonu 3:30.52. Hocker był siódmy.
– Pacemaker został zastąpiony jego kolegą z drużyny (…) Oszukał nas, jeżeli chodzi o utrzymywanie tempa. Może był chory albo kontuzjowany, a może po prostu miał zły dzień – mówił o Hockerze, Jakob Ingebrigtsen.
Wyjaśnijmy, iż jeżeli chodzi o rozprowadzenie biegu, brukselski finał 1500 m został zorganizowany w sposób daleki od ideału. Zgodnie ze słowami Jakoba, pierwszym pacemakerem był Christian Jackson, czyli treningowy partner Hockera. On jednak spisał się bez zarzutu, doprowadzając grupę na 1000 m okolicach 2:20. Problemem okazała się być dyspozycja drugiego zająca, Kenijczyka Kipruguta, który miał przejąć prowadzenie po Jacksonie, a tymczasem zszedł na 900 metrze…
Cole Hocker po mityngu w Brukseli opublikował wideo, na którym widzimy, jak rozmawia z Ingebrigtsenem o biegu. Z rozmowy wynika, iż według wstępnych założeń to Jackson miał być drugim pacemakerem. Organizatorzy w ostatniej chwili dokonali jednak zamiany z Kiprugutem, jak się okazało – fatalnej w skutkach.
– Nie potoczyło się to tak, jak chciałem – przyznał Hocker w rozmowie z Norwegiem. – To był finał Diamentowej Ligi. Nie próbowaliśmy bić rekordu świata. Chciałem po prostu się ścigać – dodał.
W swoim stylu do kiepskiej postawy Boaza Kipruguta odniósł się w mediach społecznościowych brat Jakoba, Henrik Ingebrigtsen. W relacji umieścił kadr z biegu, na którym widać jak Kiprugut „walczy o życie” już od 800 metra. Następnie zaznaczył Kenijczyka w kółku i dopisał: kiedy nakłamałeś w CV.
Agent Hockera o Ingebrigtsenie: maruda
Jakob Ingebrigtsen już następnego dnia po tym jak nazwał rywali „przegrywami” wystosował oświadczenie, w którym przeprosił za swoje słowa. Były to jednak przeprosiny w stylu Norwega. Nie omieszkał w nich kolejny raz uderzyć w team Hockera.
– Nie powinienem był nazywać nikogo przegrywami. Przepraszam za to. To było poniżej mojego poziomu, niezależnie od adrenaliny i emocji. Ale podtrzymuję to, co powiedziałem o tym, iż Cole i jego zespół zachowali się tchórzliwie. Powiedzieli pozostałym zawodnikom i organizatorom, iż zamierzają pobiec w określonym tempie i sprowadzają własnego pacemakera, który miał to tempo narzucić, ale później zrobili coś zupełnie innego. jeżeli obiecujesz publiczności szybki bieg, masz obowiązek dotrzymać tej obietnicy – przynajmniej moim zdaniem. Nie chodzi o to, iż przegrałem. Po prostu nie byłem wystarczająco dobry. Chodzi o wzięcie odpowiedzialności za zobowiązania, które podjąłeś wobec organizatorów zawodów, publiczności i swoich rywali – czytamy na łamach norweskiego portalu Dagbladet.
Swoje trzy grosze w sprawie dorzucił agent Cole’a Hockera, Ray Flynn. Nazwał Ingebrigtsena „marudnym” zawodnikiem, który nie potrafi poradzić sobie z porażką.
– Jakob zachowuje się jak marudny biegacz, który obwinia innych. To żenujące patrzeć, jak wielki mistrz narzeka i obwinia innych zawodników, kiedy nie wygrywa. To kompletny brak szacunku wobec jego rywali, którzy w tej chwili regularnie pokonują go na 1500 metrów – przekazał norwerskim mediom Flynn.
Ingebrigtsen odpowiedział, iż on i Hocker wyjaśnili już całą sytuację między sobą i „sprawa jest zamknięta”. – Nie rozumiem, dlaczego jego agent teraz się w to wszystko angażuje – uciął Jakob.
„Zmiażdżyć go?”
Tydzień po spięciu w Brukseli Norweg i Amerykanin ponownie spotkali się na bieżni. Tym razem na 5000 m podczas World Athletics Ultimate Championship w Budapeszcie. Jakob 11 września był doskonale dysponowany i odpalając ostatnie 100 m w 12.6 zostawił szeroką grupę Amerykanów daleko za sobą. Cole Hocker nie miał w tej konfrontacji wiele do powiedzenia. Finiszował drugi, tracąc do Norwega blisko sekundę.
Ingebrigtsen rozmawiając z dziennikarzami w strefie mieszanej był w wybornym humorze. – Byłem typowany przez World Athletics do zajęcia 12 miejsca! Wyobrażacie sobie? To niewiarygodne – mówił, unosząc brwi i prezentując teatralne miny.
Norweg odniósł się w ten sposób do nowinki World Athletics, która okazała się totalną klapą nie tylko w jego przypadku. Również Josha Kerra komputer z niewiadomych względów typował do zajęcia odległego 13 miejsca w wyścigu na 1500 m dwa dni później.
Wracając do Ingebrigtsena. Dziennikarze ze zrozumiałych względów wrócili do kontrowersji z Brukseli i dopytywali o stosunek do Cole’a Hockera. – Czy to nie było słodkie – zaczął jeden z reporterów. – Żeby nie tylko go pokonać, ale…
– Ale go zmiażdżyć? – wtrącił z uśmiechem Ingebrigtsen i dodał: – Na ostatnich 150 metrach po prostu zaatakowałem najmocniej jak potrafiłem i trzymałem kciuki za to, aby nikt nie wyskoczył po zewnętrznej. Jestem szczęśliwy, iż tak to się zakończyło.
Ingebrigtsen rozbawił dziennikarzy stwierdzeniem, iż „zasadniczo nie przepada za 5 km”, a więc dystansem, który przyniósł mu dwa tytuły mistrza świata i olimpijskie złoto. – Trening pod piątkę jest okropny. Lubię ciężką pracę na treningu, ale nie pod 5 km – przekonywał.
W Budapeszcie oblegany przez dziennikarzy był też Cole Hocker. Amerykanin został zapytany m.in. czy darzy Ingebrigtsena szacunkiem oraz czy uważa, iż Norweg szanuje go.
– Nie będę próbował zgadywać, co on myśli – zaczął Hocker. – Ścigam się z całą stawką, nie tylko z Jakobem. Myślę, iż każdy kto staje na starcie takich zawodów jak te w Budapeszcie zasługuje na szacunek. Możemy dyskutować na temat przebiegu rywalizacji, ale ja nie zamierzam dziś narzekać, iż zająłem drugie miejsce. Wiem, iż dałem z siebie wszystko.
Ingebrigtsen vs Kerr, czyli „terapia par działa!”
Po zwycięstwie na 5000 m z Hockerem, liczono, iż Norweg w Budapeszcie pojawi się również na starcie 1500 m, żeby zmierzyć się ze swoim innym wielkim rywalem, Joshem Kerrem. Panowie mają za sobą wiele „wymian uprzejmości”, o czym szerzej pisaliśmy w artykule Projekt 222, „niszczenie sportu” i sportowe laboratorium w Albuquerque. Kim jest Josh Kerr? – Bieganie.pl.
Ostatnie spięcie biegaczy dotyczyło kalendarza startowego Brytyjczyka. Jakob Ingebrigtsen oburzył się, iż Kerr po tym jak 18 lipca pobił rekord świata na 1 milę, zrezygnował z udziału w mistrzostwach Europy w Birmingham.
– To nie do nas, jako zawodników, należy decydowanie, gdzie adekwatnie chcemy startować. Mamy te mistrzostwa z konkretnego powodu – chodzi o to, żeby rywalizowali w nich najlepsi zawodnicy. Na tym polega ich sens. Niszczymy ten sport, jeżeli w nich nie uczestniczymy. Każdy z nas ma inne plany, ale ja nie wyobrażam sobie, żebym tak postąpił – powiedział Jakob, cytowany przez The Guardian.
Średnio zestarzały się te słowa, biorąc pod uwagę, iż Ingebrigtsen był awizowany jako rywal Kerra w Budapeszcie na 1500 m, ale finalnie, na dzień przed zawodami wycofał się z rywalizacji. Tłumaczył, iż potrzebuje się zregenerować, zwłaszcza, iż w planach na ten rok ma jeszcze start na 5 km w mistrzostwach świata w biegach ulicznych w Kopenhadze, które zaplanowano w dniach 19-20 września.
– Chciałbym, żeby było inaczej i żebym mógł szybciej wracać do pełni sił, ale po tych bardzo trudnych dwóch ostatnich latach, naznaczonych problemami z kontuzjami i operacją ścięgna achillesa, jestem zmuszony być bardziej rozsądny, niż bym chciał – przekazał Ingebrigtsen w mediach społecznościowych.
Do starcia z Kerrem nie doszło. Brytyjczyk pewnie wygrał 1500 m, zatrzymując zegar na 3:29.35. Wielcy rywale nie spotkali się więc na Węgrzech na linii startu, ale mieli okazję chwilę porozmawiać podczas ceremonii zakończenia Ultimate Championship.
Josh Kerr ochoczo pytany był przez dziennikarzy o tę sytuację i fakt, iż Ingebrigtsen finalnie odpuścił 1500 m. Odpowiadając na pytanie „o czym rozmawiał z Norwegiem?” stwierdził, iż powiedział Jakobowi, iż „jest świetnym biegaczem na 5000 m” (w domyśle: na 1500 m już nie tak dobrym jak on).

– Wygrał 5000 m w imponujący sposób, a potem posłuchał rad swojego zespołu i podjął decyzję, dzięki której przedłuży swój sezon, a może karierę. No cóż, myślę, iż niszczy ten sport… – śmiał się Szkot, nawiązując w oczywisty sposób do słów Jakoba sprzed kilku tygodni, kiedy Norweg właśnie argumentem o „niszczeniu sportu”, krytykował go za rezygnację ze startu w Birmingham.
Nie tylko Kerr bawił się doskonale „konfliktem” z Ingebrigtsenem. Jakob w mediach społecznościowych opublikował zdjęcia z ceremonii zakończenia, na których uwieczniono jego rozmowę z Kerrem. Kadry opisał cytatem: „Jakob, uważam, iż Twoje postartowe wywiady są szalenie zabawne i cudowne”. Słowa te oczywiście miałby wypowiedzieć w kierunku Ingebrigtsena Brytyjczyk.
Obserwujący Norwega na Instagramie podążyli za jego poczuciem humoru. Armand Duplantis, który okrasił ceremonię zakończenia zawodów śpiewem, napisał: „Liczyłem, iż pomożesz mi śpiewać, zamiast prowadzić czułe rozmowy”. „Terapia par działa” – skomentował z kolei pod sympatycznymi zdjęciami Jakoba i Josha, oficjalny profil World Athletics Ultimate Championship.

2 tygodni temu













