„Ten krok wstecz kosztował mnie sporo pieniędzy”. W PLK chce napisać nowy rozdział

zkrainynba.com 1 godzina temu

Aundre Hyatt po trudnym sezonie we Francji rozpoczyna w Polsce nowy rozdział. Skrzydłowy, który w poprzednich rozgrywkach zmagał się z kontuzją kolana, pomyślnie przeszedł try-out i zostaje na dłużej w MKS-ie Dąbrowa Górnicza. W szczerej rozmowie Amerykanin opowiedział nam o powrocie do zdrowia, wymagającym systemie Artura Gronka, życiu zawodnika w NCAA oraz planach na nadchodzący sezon.

Marcel Drozdowski (Z Krainy NBA): 13 meczów w lidze francuskiej, 6,8 punktu, do tego kontuzja kolana – zdecydowanie nie był to sezon, który chciałbyś powtórzyć. Co było dla ciebie trudniejsze: sama kontuzja czy świadomość, iż kolejny rok twojej kariery zaczyna się komplikować?

Aundre Hyatt (MKS Dąbrowa Górnicza): Myślę, iż najtrudniejsza była dla mnie sama kontuzja. Miałem poczucie, iż w Belgii rozegrałem świetny sezon i wchodziłem w kolejny rok po naprawdę dobrych rozgrywkach, więc byłem pewny siebie. Cieszyłem się z możliwości gry we Francji, która była dla mnie dużym krokiem do przodu. W tamtejszej lidze były trzy zespoły grające w Eurolidze, sporo drużyn występujących w EuroCupie i kilka w BCL, więc bardzo cieszyłem się z możliwości rywalizacji na tak wysokim poziomie.

Moja rola we Francji była trochę inna niż w Belgii. Chciano, żebym częściej oddawał rzuty, ale niekoniecznie żebym był odpowiedzialny za zdobywanie tylu punktów, ile sam bym chciał. Była to więc trochę inna rola. Na pewno byłem rozczarowany kontuzją, ponieważ miałem poczucie, iż wciąż mam temu zespołowi bardzo dużo do zaoferowania.

Czy transfer Aundre Hyatta to dobra decyzja władz MKS-u Dąbrowa Górnicza?
0 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
    Głosuj
  • Nie
    Głosuj
  • Tak
    0 głosów
  • Nie
    0 głosów
Wczytywanie…

Pozostając w temacie kontuzji, powiedz, czy jej konsekwencje sięgały poniekąd kwestii transferowych? Przed przyjściem do MKS-u nie było pewności, czy twoje kolano pozwoli ci normalnie funkcjonować przy dużych obciążeniach. Pojawiła się u ciebie taka obawa, iż możesz mieć problem ze znalezieniem klubu na ten sezon?

– Kiedy dołączyłem do MKS-u, rzeczywiście pojawiła się niepewność. Podczas testów zauważyliśmy, iż moja prawa noga była trochę silniejsza od lewej. Klub miał więc pewne wątpliwości, czy powinienem zostać w zespole.

Po około tygodniu i kilku dniach bardzo intensywnej rehabilitacji z naszym trenerem przygotowania fizycznego, Dominikiem, zobaczyliśmy jednak, iż różnica nie jest aż tak duża. Musieliśmy po prostu dalej każdego dnia pracować nad kolanem i je wzmacniać. Od tamtej pory nie mam z nim żadnych problemów. Kolano jest mocne i jestem w stanie trenować na pełnej intensywności podczas wymagających zajęć z trenerem Arturem.

Tak naprawdę choćby niedługo po kontuzji rozmawiałem z kilkoma klubami, między innymi z Niemiec i Grecji. Nie miałem więc problemu ze znalezieniem zespołu. Po prostu uznałem, iż Polska jest dla mnie najlepszą opcją. Wierzę w trenera Gronka i jego wizję dotyczącą mnie oraz klubu. To wymagający trener i czuję, iż właśnie tego potrzebowałem na tym etapie mojej kariery w Europie.

Otrzymałeś ofertę z Dąbrowy Górniczej, ale, tak jak wspominałeś, klub chciał najpierw przekonać się, jak twój organizm zareaguje na treningi. Dzisiaj wiemy już, iż pomyślnie przeszedłeś test i zostajesz w MKS-ie. Jak z perspektywy czasu oceniasz ten try-out? Traktowałeś go bardziej jako dodatkową presję czy jako dobrą okazję, żeby pokazać, iż jesteś już w pełni gotowy?

– Sam try-out trwał chyba około pięciu czy siedmiu dni. Szczerze mówiąc, nie traktowałem tego choćby jako typowego try-outu. Po prostu normalnie trenowałem z zespołem i przygotowywałem się do meczów przedsezonowych.

Nie odbierałem tego jako dodatkowej presji, ponieważ jestem pewny siebie i wiem, co potrafię zrobić na parkiecie. Była to dla mnie przede wszystkim dobra okazja, żeby pokazać swoje umiejętności, lepiej poznać zespół i zobaczyć, co czeka nas w tym sezonie.

Skoro przeszedłeś już ten pierwszy test, można spojrzeć na MKS nieco szerzej. Artur Gronek stawia na szybki, intensywny basket, a jego treningi potrafią mocno dać w kość. Co było dla ciebie największym wyzwaniem w pierwszych dniach w Dąbrowie Górniczej?

– To zdecydowanie pierwszy raz, kiedy gram w systemie tego typu. To bardzo szybka i intensywna koszykówka. Największym wyzwaniem jest dla mnie gra w obronie na całym boisku, ponieważ wcześniej w karierze nie wymagano ode mnie tego w takim stopniu. Pressing na całym boisku i utrzymywanie aktywności przez całe spotkanie zdecydowanie kosztują więcej energii.

Jednocześnie czuję, iż właśnie tego będzie się ode mnie oczekiwać w lepszych zespołach w Europie, więc traktuję to jako okazję do zdobywania doświadczenia i stawania się lepszym każdego dnia.

Każdy trening jest intensywny i wymagający. jeżeli codziennie będziemy ciężko pracować na treningach, mecze powinny być łatwiejsze niż same zajęcia. I właśnie tego można oczekiwać.

Intensywność to jedno, ale ważna będzie też twoja rola na parkiecie. Przez ostatnie dwa sezony trafiałeś ponad 40% rzutów za trzy, mimo iż jeszcze na uczelni nie był to element, który wyróżniał cię najbardziej. Czy właśnie w tym aspekcie widzisz swoją tajną broń w PLK?

– Jedną z moich największych zalet po przyjeździe do Europy jest właśnie trafianie do kosza na wysokim poziomie. Nie powiedziałbym, iż mój rzut mocno zmienił się w porównaniu z okresem gry w NCAA, ponieważ teraz mam po prostu więcej czasu w pracę nad swoją grą i mogę w pełni skupić się na koszykówce.

Na uczelni trzeba było zajmować się wieloma innymi rzeczami – nauką, korepetycjami i różnymi obowiązkami, które zabierały sporo czasu. Życie profesjonalnego koszykarza wygląda inaczej. Wszystko kręci się wokół koszykówki. To właśnie o niej myślę, nad nią pracuję i na niej się koncentruję.

W ostatnich dwóch sezonach byłem naprawdę dobrym strzelcem, trafiając w okolicach połowy rzutów z dystansu. Gra w Belgii była dla mnie świetną okazją, żeby oddawać wiele rzutów, a to dodatkowo pomogło mi zbudować pewność siebie.

Masz za sobą NCAA, grę w Belgii i Francji, a teraz przed tobą kolejny rozdział – tym razem w Polsce. Z jakim celem podchodzisz do swojego pierwszego sezonu w PLK?

– Chcę wrócić do miejsca, w którym byłem wcześniej i zrobić kolejny krok do przodu.

Jednym z moich głównych założeń na ten sezon jest ponowne stanie się zawodnikiem, który potrafi zdobywać punkty na trzy różne sposoby. Chcę rzucać ponad 40 procent za trzy i przede wszystkim wygrywać. Uważam, iż zwycięstwa mają ogromne znaczenie dla tego, gdzie znajdziesz się w kolejnym sezonie i jak będziesz postrzegany na tle graczy, którzy przechodzą do mocniejszych lig w Europie.

We Francji moja rola była trochę inna. Trochę się wycofałem, zrobiłem krok w tył i to zaczęło się jeszcze przed kontuzją. Szczególnie, iż był to mój drugi rok na tym poziomie. Mam poczucie, iż ten krok wstecz kosztował mnie sporo pieniędzy. Dlatego teraz chcę po prostu być lepszym zawodnikiem, codziennie pojawiać się na treningach, regularnie trafiać rzuty i zdobywać dwucyfrową liczbę punktów.

Na koniec zostawmy już przeszłość i spójrzmy kilka miesięcy do przodu. jeżeli spotkamy się ponownie po sezonie, co musiałoby się wydarzyć, żebyś uznał: „właśnie po to przyjechałem do Polski”?

– jeżeli spotkamy się po sezonie, chciałbym przede wszystkim móc powiedzieć, iż zajęliśmy miejsce w pierwszej trójce ligi i zaszliśmy daleko w play-offach. Chcę też, żeby każdy zawodnik z naszego zespołu zrobił krok do przodu i znalazł się w miejscu, w którym powinien być.

Musimy po prostu dobrze się ze sobą zgrać i podchodzić do sezonu mecz po meczu. Uważam, iż mamy naprawdę dobrą grupę. Mamy też bardzo wymagających trenerów, co jest świetne, ponieważ dzięki nim każdego dnia stajemy się lepsi.

Jeśli chodzi o mnie, chcę wrócić do poziomu, na którym byłem wcześniej. Chcę zdobywać dwucyfrową liczbę punktów, trafiać co najmniej 40 procent za trzy, mieć około pięciu zbiórek i robić wszystkie te małe rzeczy, które pomagają drużynie wygrywać. Kiedy wygrywamy mecze, wszystko staje się lepsze dla wszystkich.

To jest mój cel na ten sezon: miejsce w pierwszej trójce ligi, dwucyfrowa średnia punktów, 40 procent za trzy i przede wszystkim zwycięstwa. jeżeli ja wykonam swoją część pracy, a pozostali zawodnicy zrobią to samo, czeka nas naprawdę dobry rok.

Idź do oryginalnego materiału