Układ sił w stawce F1 po trzech wyścigach sezonu. Oto najwięksi wygrani i najwięksi przegrani

4 godzin temu

Za nami trzy weekendy wyścigowe nowego sezonu F1. Tory w Melbourne, Szanghaju i Suzuce dały nam pewną próbkę możliwości zarówno kierowców, jak i nowych bolidów. Wiemy mniej więcej jak prezentuje się układ sił w stawce i czego możemy się spodziewać w kolejnych wyścigach. Jak ten układ prezentuje się w stosunku do wniosków, które mieliśmy po kwalifikacjach do Grand Prix Australii? Jak wiele się w tej kwestii zmieniło – kto zaskoczył pozytywnie, a kto rozczarował?

Spis treści:

  • Trójka na czele
  • Środek stawki
  • Z potencjałem na rozwój
  • Szary koniec

Układ sił w stawce F1

O ile wstrzymywałem się w wysnuwaniem jakichkolwiek teorii na temat potencjału zespołów po testach, tak już nie zawahałem się przedstawić takowego układu sił po pierwszych kwalifikacjach sezonu F1 w Australii. Wówczas wnioski były następujące – Mercedes jest daleko z przodu, natomiast za nim jest trójka, która będzie próbowała dorównać tempem – Ferrari, McLaren oraz Red Bull. Natomiast trzy pełne weekendy wyścigowe nowego sezonu nieco zmieniły tę perspektywę. Szczególnie, iż dostaliśmy już próbkę z trzech różnych torów, z Melbourne, Szanghaju i Suzuki.

fot. Clive Mason / Getty Images / Pirelli F1 Press Area

Mercedes jest z przodu, ale nie aż tak bardzo, jak mogliśmy przewidywać. Oczywiście – jeżeli mają przed sobą czysty tor i jeżeli w spokoju mogą składać kolejne okrążenia, są najszybsi. Są zespołem najmocniejszym, natomiast nie są jednocześnie teamem, którego nie da się pokonać. W Australii Srebrne Strzały zapisały na swoje przekonujący dublet – jasne. Natomiast już w Chinach, a szczególnie w Japonii, aż tak kolorowo nie było. Rywale coraz lepiej rozumieją pracę swoich bolidów i potrafią rzucić Mercedesowi wyzwanie. Nie pozwoliło to jeszcze na wygranie wyścigu, natomiast Ferrari i McLaren mają już na swoim koncie podia. Zawodnicy obu tych zespołów pokonywali już kierowców Mercedesa. Team niemieckiego producenta ma przewagę, natomiast to nie jest żadna przepaść.

Grupa pościgowa

W tej bezpośredniej grupie pościgowej są Ferrari i McLaren. Ferrari ma nad wszystkimi przewagę w kwestii startów i skrzętnie ją wykorzystuje. Zresztą, McLareny też startują lepiej od Mercedesa. Zawodnicy obu tych ekip są w stanie nawiązać walkę z kierowcami Srebrnych Strzał. I jeżeli chodzi o bezpośrednie pojedynki, takie wyścigowe cwaniactwo, wyrachowanie, ogólnie rozumiany racecraft, są oni w stanie bardzo mocno uprzykrzyć życie Mercedesowi – szczególnie George’owi Russellowi, który w tym sezonie kompletnie sobie z tym nie radzi. Brytyjczyk w Japonii nie stanął choćby na podium – nie potrafił poradzić sobie ani z Oscarem Piastrim, ani z Charlesem Leclerkiem.

fot. Sam Bloxham / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Moim zdaniem różnica między tymi trzema zespołami będzie się zacierała. Prawdopodobnie będą jeszcze wyścigi wygrywane przez Mercedesa dubletem, natomiast uważam, iż generalnie różnice będą coraz mniejsze. Ferrari od początku sezonu pokazuje, iż jest stosunkowo blisko. McLaren potrzebuje jeszcze czasu w to, aby lepiej poznać silnik Mercedesa. jeżeli ekipa z Woking zrozumie pracę tej jednostki, może znów pokonywać fabryczną ekipę z Brackley – tak samo, jak robiła to w poprzedniej generacji bolidów. Pamiętajmy o jeszcze jednym – przed sezonem zespoły zgłaszały, iż Mercedes może mieć przewagę ok. 15 koni mechanicznych wynikającą ze stopnia sprężania w silniku. FIA zmieniła przepisy i nowy sposób pomiaru tegoż stopnia sprężania będzie od 1 czerwca wykonywany w inny sposób. jeżeli zatem Mercedes realnie ma w tej sferze przewagę nad innymi, będzie miał ją jeszcze przez zaledwie dwa weekendy wyścigowe – w Miami i Montrealu.

Środek stawki F1

Wszystkich nas w Australii bardzo wyraźnie zmylił Red Bull. Okazuje się, iż stajnia z Milton Keynes ma w rzeczywistości o wiele większe problemy, niż dali to po sobie poznać w Melbourne. Niedoskonałości tej konstrukcji obnażyły zarówno weekendy w Chinach, jak i w Japonii. Dziś Red Bulla zaliczamy do środka stawki. Haas ma w tym momencie 18 punktów, Alpine 16, Red Bull 16 a ich siostrzane Racing Bulls 14. I te wyniki też zresztą pokazują koszmarny downgrade, jaki zaliczyła ekipa pod wodzą Laurenta Mekiesa. Nic dziwnego w tym, iż Max Verstappen stracił euforia z jazdy i rozważa wycofanie się z F1. Aktualnie po prostu nie ma narzędzi do tego, aby powalczyć chociażby o podium. Nie z Mercedesem, Ferrari i McLarenem będącymi na takim poziomie.

fot. Joe Portlock / Getty Images / Pirelli F1 Press Area

Walka środku stawki jest skądinąd bardzo ciekawa. jeżeli chodzi o wyniki indywidualne, Oliver Bearman (Haas) i Pierre Gasly (Alpine) mają w tym momencie więcej punktów od Maxa Verstappena. Choć Isack Hadjar miał nieco pecha na początku sezonu, on również ma spory potencjał. Jest to moim zdaniem kierowca, który jest w Red Bullu najbliżej Verstappena od czasu Daniela Ricciardo. Ekipa z Milton Keynes długimi latami czekała na kogoś takiego, jak Francuz. Jedynym rozczarowaniem z tej grupki może być drugi kierowca Haasa, czyli Esteban Ocon. On do tej pory zdobył zaledwie 1 punkcik.

Z potencjałem na dalszy rozwój?

Po kwalifikacjach w Melbourne do środka stawki zaliczyłem Audi, natomiast nie widziałem w nim Alpine. Dziś obie te ekipy trzeba jednak zamienić miejscami. Natomiast uważam, iż to może się zmienić – iż jednak Audi nie jest aż tak daleko od wyżej wymienionych ekip, jak wskazuje tabela konstruktorów. Niemcy zdobyli w tym sezonie zaledwie 2 punkty, natomiast było w tym mnóstwo pecha. Pamiętajmy, iż Gabrielowi Bortoleto nie było dane w ogóle wystartować do wyścigu w Chinach. W Japonii zawodnicy niemieckiej ekipy zajęli miejsca 11. oraz 13., kończąc wyścig w grupie walczącej o punkty, pomiędzy Haasami, Racing Bulls i Red Bullem. Uważam, iż Audi ma tutaj naprawdę spory potencjał na to, aby doszlusować do środka stawki.

fot. Alastair Staley / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

W tej grupce obok Audi umieściłbym też Williamsa. Stajnia z Grove wygląda na ten moment źle, co jest ogromnym rozczarowaniem po zapowiedziach z minionego sezonu. Natomiast jakimś cudem ma na swoim koncie 2 punkty – tyle samo, co Audi. I choć uważam, iż obie te ekipy są aktualnie w nieco innym miejscu, Williams też ma spory potencjał. Nie zapominajmy o tym, iż Brytyjczycy mają silnik Mercedesa. jeżeli lepiej go zrozumieją a także wprowadzą szereg poprawek w swoim bolidzie, chociażby pozbywają się jego sporej nadwagi, tempo może pojawić się naprawdę szybko. Widzę zatem taką możliwość, iż na przestrzeni kilku, kilkunastu wyścigów, środek stawki może powiększyć się o te dwie ekipy, które aktualnie nieco odstają.

Szary koniec stawki F1

No tak – niestety na szarym końcu, daleko za wszystkimi innymi, są Aston Martin i Cadillac. Uważam, iż aktualnie żadna z tych ekip nie jest w stanie walczyć o punkty. Jakikolwiek dorobek byłby tutaj cudem porównywalnym do punktu Roberta Kubicy w barwach Williamsa. w uproszczeniu – musiałby się wydarzyć jakiś absolutny armagedon, który wyeliminowałby z rywalizacji połowę stawki. A i wtedy trzeba by przede wszystkim dojechać do mety, co aktualnie samo w sobie jest wyzwaniem dla Astona Martina. Dopiero w Japonii jeden z bolidów – ten prowadzony przez Fernando Alonso – był w stanie dojechać do mety. Pytanie, jak dużą rolę odegrał w tym, fakt, iż był to domowy wyścig Hondy i Alonso w jakiś heroiczny, wyłącznie sobie znany sposób potrafił dowieźć to do końca.

fot. Simon Galloway / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Jeśli natomiast chodzi o czyste tempo, ani Aston Martin, ani Cadillac, w gruncie rzeczy w stawce nie istnieją. W przypadku Audi i Williamsa widzę przestrzeń na to, aby te ekipy dołączyły do środka stawki i bardziej regularnie walczyły o punkty. Jednak w przypadku Astona Martina i Cadillaca takich szans nie widzę. Przed obiema tymi ekipami mnóstwo pracy. Nie jestem przekonany, iż jest to coś do nadrobienia na przestrzeni sezonu, czy choćby dwóch. W przypadku Cadillaca jeszcze w jakiś sposób jestem w stanie to zrozumieć – to zupełnie nowy zespół bez żadnego doświadczenia, który wszystkiego się uczy. Natomiast tak doświadczona struktura, jak Aston Martin? Z ogromnymi inwestycjami i pod batutą legendy, Adriana Neweya? To trudne do wytłumaczenia.

Zdjęcie główne: Lars Baron / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Idź do oryginalnego materiału