
F1 to seria, która ma aktualnie globalny wydźwięk i popularność, która dalece przewyższa świat motorsportu. Natomiast są takie kraje, w których sama seria, jak i świat wyścigów i motoryzacji w ogóle, to wręcz świętość. To coś, co jest przedmiotem codziennych rozmów, pasji, czasami wręcz szaleństwa. Włochy są jednym z takich miejsc – to kraina petrolheadów, Tifosich, dom Ferrari i… kraina wielkich rozczarowań.
Spis treści:
- Zagłębie motoryzacji
- Motocykle, auta, tory, setki firm
- Dziesiątki lat bez sukcesów
- Czekali na Antonellego
Włosi w F1 znaczą zaskakująco niewiele
Włochy to jeden z tych krajów, w których motoryzacja jako ogół i sam motorsport, to wręcz świętość. Sektor automotive jest tam tak szeroki i tak efektywny, iż może być trudno nam to sobie wyobrazić. Rozpoczynając od renomowanych marek motocykli, jak chociażby Aprilia i Ducati, przez dziesiątki producentów samochodów, na czele z Ferrari, Lamborghini, Alfą Romeo, Fiatem, Maserati, czy Pagani. Setki firm produkujących najróżniejsze części, podzespoły, środki – ta branża jest we Włoszech ogromna. A sam motorsport ma na półwyspie apenińskim wymiar, którego my, Polacy, nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć. To wymiar, który na świecie jest niemal niespotykany.
fot. Ferrari S.p.A. Media CenterWłoski motorsport żyje pełnią życia. Niemal w każdej najważniejszej serii wyścigowej są włoskie zespoły, włoskie konstrukcje i włoscy zawodnicy. Czy to Długodystansowe Mistrzostwa Świata, czy MotoGP, czy Formuła 1 – wszędzie obowiązuje ten sam scenariusz. Włosi są obecni zarówno w kwestii producentów, jak i zespołów oraz samych zawodników. We wszystkich tych kategoriach odgrywają zresztą istotne, często wiodące role. Nie może być inaczej, kiedy dorastasz w tej kulturze, nasiąkasz nią od małego. Kiedy wokół masz jedne z najsłynniejszych torów świata, jak chociażby Imolę, Misano, Monzę, Fiorano, Mugello, czy Vallelungę. I podkreślmy, iż są to tylko te bardziej popularne – pozostałych są dziesiątki! Tu rozwija się karierę w rajdach, wyścigach, kartingu – Włochy to pod tym względem być może kraj numer jeden na świecie. I biorąc to wszystko pod uwagę, ich statystyki w F1 są dosyć sporym rozczarowaniem.
Nic z tego nie wychodzi?
Włoscy zawodnicy wygrali do tej pory trzy tytuły mistrzów świata. Raz dokonał tego Giuseppe Farina, dwa razy Alberto Ascari – i to tyle. Włosi zajmują pod tym względem dopiero 10. miejsce w zestawieniu. Co więcej – wszystkie te tytuły to lata 1950-1953. Od 73 lat żaden Włoch nie sięgnął po mistrzostwo świata. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku konstruktorów. Tutaj Ferrari przez cały czas jest rekordzistą wszech czasów, natomiast ostatni tytuł to odległy 2008 rok. Aż trudno uwierzyć w to, iż zespół, który teoretycznie cały czas jest w czołówce, cały czas ma fantastyczny skład kierowców i cały czas jest w stanie walczyć o zwycięstwa, po ostatnie mistrzostwo sięgnął 18 lat temu!
fot. ERCOLE COLOMBO / Ferrari S.p.A. Media CenterPod względem wygranych wyścigów Włosi, jako kierowcy, zajmują 8. miejsce. Mają na swoim koncie ponad 7 razy mniej wygranych wyścigów, niż Brytyjczycy. Przed nimi są też Niemcy, Brazylijczycy, Francuzi, Holendrzy, Finowie oraz Australijczycy. Natomiast to nie oddaje do końca pełnego obrazu sytuacji. Należy bowiem zauważyć, iż w XXI. wieku Włosi wygrali zaledwie 7 wyścigów, z czego 3 to ostatnie triumfy Andrei Kimiego Antonellego. Czy Włosi są więc w F1 papierowym tygrysem? Oprócz chłopaka z Bolonii w XXI. wieku wyścigi wygrywali tylko Giancarlo Fisichella (3) oraz Jarno Trulli (1). Żadnego z nich nie nazwalibyśmy nigdy kierowcą topowego formatu.
W F1 Włochy to legenda… ale tylko z nazwy?
Aż 24 z 46 zwycięstw Włochów w F1 to lata 1950-1966. Ostatnie zwycięstwo Włocha na swojej ziemi to rok 1990 i Riccardo Patrese w Grand Prix San Marino (rozgrywanym na Imoli). Kolejna statystyka, w którą trudno uwierzyć, to ostatnie zwycięstwo włoskiego kierowcy w Grand Prix Włoch – to bowiem rok 1966. Natomiast po raz ostatni Włoch w barwach Ferrari wygrał w roku 1985 – był to Michele Alboreto w Grand Prix Niemiec. Czy naprawdę ten niesamowity, pełny motorsportowych tradycji kraj musiał czekać kilkadziesiąt lat i kilka generacji, aż pojawi się Andrea Kimi Antonelli?
fot. Rudy Carezzevoli / Getty Images / Pirelli F1 Press AreaNa to wygląda. jeżeli Antonelli wygra jeszcze przynajmniej jeden wyścig, będzie najskuteczniejszym Włochem w F1 w XXI wieku. jeżeli wygra jeszcze cztery wyścigi, będzie najskuteczniejszym Włochem od czasów… Alberto Ascariego, który po ostatni triumf sięgnął w 1953 roku. Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, Andrea Kimi Antonelli może stać się w tym sezonie absolutną ikoną i legendą. Może stać się kimś, na kogo Włosi czekają od 73 lat. Dziś niewielu pozostało kibiców, którzy pamiętają triumfy Ascariego i Fariny. Kolejne generacje Włochów, zakochanych w F1 po uszy, bez pamięci, nie widziało nigdy swojego kierowcy sięgającego po tytuł.
W świecie rozczarowań?
Biorąc pod uwagę wszystko to, co poruszyłem w pierwszych dwóch akapitach, te statystyki wydają się bez sensu. Jakim cudem kraj o takiej kulturze wyścigów, takiej pasji, własnych producentach, własnych drabinach szkolenia, rozwoju i dziesiątkach torów, nie był w stanie „wyprodukować” mistrza od 73 lat? Jakim cudem od przeszło 30 lat nie potrafił „wyprodukować” kierowcy, który w tej F1 wygrałby przynajmniej cztery wyścigi. W końcu, jakim cudem największa duma tego kraju, czyli Ferrari, od 18 lat nie potrafi zbudować mistrzowskiego bolidu?
fot. Ferrari S.p.A. Media CenterWłosi żyją jednak w pewnym sensie w krainie rozczarowań. Jasne – mogli na przestrzeni lat pasjonować się chociażby MotoGP. Swoim świętym Valentino Rossim, a w ostatnich latach Francesco Bagnaią i niesamowitym Ducati. Mogli pasjonować się tym, co Ferrari robi chociażby w wyścigach długodystansowym, w tym zeszłorocznym triumfem Roberta Kubicy w Le Mans oraz mistrzostwem świata trójki Calado / Giovinazzi / Pier Guidi. Natomiast czy taki kraj jest w stanie żyć w spokoju i spełnieniu bez sukcesów w F1? Nie dziwmy się temu, jak we Włoszech traktowany jest dziś Antonelli. Ten chłopak w królestwie wyścigów był potrzebny niczym tlen do życia…
Zdjęcie główne: DPPI / Ferrari S.p.A. Media Center

2 godzin temu











