Lech Poznań za kadencji Nielsa Frederiksena nie rozgrywał sparingów, tym razem było inaczej. Po czterech treningach w tym tygodniu i na koniec drugiego tygodnia wrześniowo-październikowej przerwy na kadrę Mistrz Polski zmierzył się kontrolnie z beniaminkiem 2. Bundesligi, Energie Cottbus, z którym na początku XXI wieku już grywał, remisując 2:2 czy 0:0.
Po dzisiejszym sparingu Mistrza Polski tradycyjnie można wysnuć kilka niezobowiązujących wniosków na temat gry Kolejorza oraz poszczególnych piłkarzy. Więcej poniżej.
Reklama
TEST NOWEGO SYSTEMU
—
Trener Lecha Poznań, Niels Frederiksen, wystawił na mecz z Niemcami wszystkich piłkarzy, których miał do dyspozycji. Nie było więc ośmiu kadrowiczów, rekonwalescentów Antoniego Kozubala i Gustava Berggrena, kontuzjowanego Allahyara Sayyadmanesha oraz Joao Moutinho, a także Mateusza Lisa, który odpoczywał. Lech na sparing z beniaminkiem 2. Bundesligi wyszedł w eksperymentalnym systemie 1-4-4-2. W nim Joel Pereira pełnił rolę lewego obrońcy, Filip Jagiełło prawego pomocnika, a Mikael Ishak regularnie cofał się do drugiej linii i to głęboko, grając choćby na 20. metrze przed bramką Mateusza Pruchniewskiego.
Pruchniewski – Gumny, Skrzypczak, Yegbe, Pereira – Jagiełło, Murawski, Rodriguez, Bengtsson – Ishak, Agnero.
W nowym dla nas systemie 1-4-4-2 była dziura w środku pola. Lech nie miał kontroli nad poczynaniami ofensywnie usposobionych Niemców, którzy nie odstawiali nogi i grali bardzo ofensywnie, przez co sparing mógł się podobać. Energie gwałtownie wyszło na prowadzenie, ale Lech gwałtownie umiał odpowiedzieć. W pierwszej połowie najbardziej aktywni w naszej drużynie byli Pablo Rodriguez, Yannick Agnero, Leo Bengtsson oraz Joel Pereira na lewej obronie, który regularnie popisywał się miękkimi dośrodkowaniami, celnymi przerzutami piłki, a choćby prostopadłymi zagraniami. Tym zawodnikom po prostu się chciało, albo mieli oni przebłyski jakości. W pierwszej połowie sobotniego spotkania kontrolnego było dużo wolnych przestrzeni, akcja gwałtownie przenosiła się spod jednej bramki pod drugą, a sam Lech Poznań najgroźniejszy był po fazach przejściowych lub po akcjach lewą stroną boiska, po której operowali Pereira z Bengtssonem.
NA STOJĄCO, ALE BEZ PORAŻKI
—
Początek drugiej części był żywy. Lech miał swoją szansę, dwie okazje miało również Energie, które wykorzystało jedną i gwałtownie odzyskało prowadzenie. Z czasem Lech grał wolniej, nie podkręcał tempa – tak naprawdę do gola w 65. minucie Poznaniacy nie istnieli w ofensywie przez ładnych kilkanaście minut. Kolejorz grał trochę na stojąco, a żwawo po murawie ruszali się przynajmniej zmiennicy, tacy jak Eryk Śledziński oraz aktywny z przodu napastnik Kamil Jakóbczyk, który wywalczył jedenastkę. Druga połowa w wykonaniu Lecha Poznań była słabsza, choć i tak Mistrz Polski mógł wygrać sparing z Energie Cottbus, gdyby w 76. minucie Yannick Agnero wykorzystał rzut karny. Na kwadrans przed końcem Iworyjczyk nie wiedział, jak uderzyć piłkę, nie miał pomysłu na wykonanie tego karnego, przed strzałem robił jakieś dziwne kroczki i zwlekał z decyzją, aż trafił w słupek.
PROBLEMY W OBRONIE
—
Mecz z Energie Cottbus niestety obnażył defensywę, z którą nie mamy szans w starciach z poważnymi rywalami w Lidze Europy, a choćby ze Śląskiem będą problemy, jeżeli wrocławianie będą skuteczni pod bramką odpoczywającego dziś Mateusza Lisa. Joel Pereira fajnie grał z przodu, ale na lewej obronie w defensywie był jeszcze gorszy niż na swojej nominalnej pozycji. Nie wiadomo, o co chodziło w tym meczu dwójce stoperów, która pierwszy raz zagrała ze sobą. Terry Yegbe łatwo przegrał pojedynek fizyczny w 1. minucie, a Mateusz Skrzypczak w sposób bezmyślny odsunął się od rywala, zamiast do niego dojść i spróbować zablokować to uderzenie. Przy drugim golu Yegbe także „maczał palce” – Ghańczyk źle się ustawił, ale sporą winę za utratę bramki w 50. minucie ponosi Skrzypczak, który wcześniej przegrał pojedynek w okolicach środka boiska, nie odzyskał wtedy piłki, nie przeciął podania, a później przeciwnik łatwo rozklepał naszą obronę. Jakość Mateusza Skrzypczaka jest wszystkim znana, więc taki mecz jak dziś nie jest żadnym zaskoczeniem. Terry Yegbe? Jego postawa może martwić kibiców, którzy mogli przecierać oczy ze zdumienia, widząc jego „interwencję” już 1. minutę spotkania. Na koniec można wspomnieć o Mateuszu Pruchniewskim. W 1. minucie gry zabrakło mu centymetrów przy strzale, jednak później bronił już bezbłędnie.
BEZ ZOBOWIĄZUJĄCYCH WNIOSKÓW
—
Energie Cottbus wysoko zawiesiło poprzeczkę Lechowi Poznań – naciskało na Kolejorza, grało w ofensywie i zmusiło Mistrza Polski do biegania. To na pewno plus. Minusem jest wspomniana gra obronna, która bez Wojciecha Mońki wygląda źle. Sytuacja kadrowa po kolejnych dwóch urazach i bez dwóch środkowych pomocników też nie napawa optymizmem, tym bardziej iż podczas dziewięciu meczów na trzech frontach oraz grania co trzy lub cztery dni kolejne urazy są nieuniknione. Co dalej? Nic. Trzeba czekać na kolejne treningi Lecha Poznań od poniedziałku, powrót kadrowiczów (wszyscy w komplecie będą dopiero w czwartek) i na przyszłotygodniowy mecz we Wrocławiu, w którym Kolejorz wygrał tylko dwa razy od 2010 roku (i to 1:0) oraz ma na swoim koncie trzy z rzędu wyjazdowe porażki ze Śląskiem.
Sparing podczas przerwy na kadrę
Sobota, 3 października 2026, godz. 13:30
LECH POZNAŃ – ENERGIE COTTBUS 2:2 (1:1)
* – W 76. minucie Agnero nie wykorzystał rzutu karnego (trafił w słupek)
Bramki: 10.Agnero 65.Bengtsson – 1.Butler 50.Kinsombi
Żółte kartki: Kinsombi
Widzów:
(mecz zamknięty)
Lech:
Pruchniewski
—
Gumny
Skrzypczak
Yegbe
Pereira (62.Kowalski)
—
Jagiełło
Murawski (62.Śledziński)
Rodriguez (62.Dziuba)
Bengtsson (77.Klecha)
—
Ishak (46.Jakóbczyk)
Agnero
Rezerwowi Lecha: Obremski, Śledziński, Klecha, Kowalski, Dziuba, Jakóbczyk.
Kapitanowie Lecha: Ishak
Ustawienie: 1-4-4-2
Stan murawy: Bardzo dobry (równa płyta boiska)
Pogoda: +19°C, pogodnie
Miejsce: Boczne boisko treningowe ENEA Stadionu (ul. Bułgarska 17, Poznań)
Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

Asysty: 















