Wrze w Red Bullu po tym, co zrobił Verstappen. Trafił na dywanik

2 godzin temu
Tuż przed Grand Prix Japonii Max Verstappen wyprosił z konferencji prasowej dziennikarza brytyjskiego dziennika "The Guardian". Holender miał Gilesowi Richardsowi za złe jedno z pytań, które otrzymał w poprzednim sezonie. Jak się okazuje, zachowanie czterokrotnego mistrza świata Formuły 1 nie spodobało się władzom Red Bulla, a Laurent Mekies miał zaprosić go na rozmowę wychowawczą.
Kwalifikacje do Grand Prix Japonii nie poszły po myśli Maxa Verstappena. Holender odpadł w Q2, a w niedzielę wystartuje z 11. pozycji. Trzykrotny mistrz świata nie krył rozczarowania po tym, co się wydarzyło, ale jednocześnie przyznał, iż nie wie, co jeszcze może zrobić.


REKLAMA


Zobacz wideo Formuła 1 straci setki milionów! Nie będzie wyścigów na Bliskim Wschodzie


- Nie jestem już choćby sfrustrowany. Jestem poza tym. Nie znam na to odpowiedniego słowa po angielsku. Po niderlandzku też go nie znam. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to ująć. Prawdopodobnie nie ma na to słów. Nie wkurzam się tym i nie frustruję się już tym, co się dzieje - mówił cytowany przez Press Association. - Wiecie, co myślę o wielu rzeczach i nie muszę tego znowu powtarzać. Jest też sporo rzeczy, które muszę sobie prywatnie poukładać - dodał.
Verstappen zaproszony na dywanik. Rozmowy podobne do chodzenia po linie
Poukładać pewne sprawy musi także sam austriacki zespół. Trzeba bowiem ugasić pożar spowodowany przez... Verstappena. Holender w piątek powiedział, iż będzie rozmawiał z mediami, pod warunkiem iż nie będzie na konferencji Gilesa Richardsa, dziennikarza "The Guardian". Kierowca Red Bulla ma za złe jedno z pytań, które zostało mu zadane w poprzednim sezonie.


"Ultimatum byłego mistrza świata mnie zaskoczyło, ale są poważniejsze problemy niż kierowca F1, który jest na ciebie zły za wykonywanie swojej pracy. W ogólnym rozrachunku cieszę się niezwykle uprzywilejowaną karierą, otrzymuję wynagrodzenie za relacjonowanie Formuły 1, sportu, który kocham od 1976 roku. Dlatego niechętnie narzekam, ale byłem głęboko rozczarowany, gdy Verstappen postanowił wyprosić mnie z konferencji prasowej z powodu pytania zadanego pod koniec ubiegłego sezonu. Nigdy nie zostałem poproszony o opuszczenie konferencji prasowej. To niezwykle rzadkie zjawisko dla dziennikarza w Formule 1, a mało kto jest w stanie przywołać więcej niż jeden lub dwa takie przypadki" - napisał Richards w swoim komentarzu do sprawy.
Jak się okazuje, zachowanie Verstappena nie tylko wywołało burzę w mediach, ale także nie spodobało się włodarzom ekipy, która w ostatnich latach była jedną z najlepszych w stawce. Jak ujawnił "Bild", szef zespołu Laurent Mekies zaprosił holenderskiego kierowcę do swojego gabinetu, po czym wysłuchał jego wyjaśnień. Mekies zaznaczył jednak, iż Red Bull nie popiera wyrzucania dziennikarzy za drzwi.


Niemiecki tabloid zauważył, iż rozmowa ta była czymś na wzór chodzenia po linie. "Wielu mechaników i inżynierów pracuje w zespole z powodu Maxa, a Mekies nie chce pogarszać stosunków. Po rozmowie zamknięto temat, a Verstappen nie został ukarany" - czytamy.
Po dwóch wyścigach liderem klasyfikacji generalnej jest Brytyjczyk George Russell (Mercedes, 51 punktów). Drugie miejsce zajmuje Włoch Andrea Kimi Antonelli (Mercedes, 47 punktów), a trzecie Monakijczyk Charles Leclerc (Ferrari, 34 punkty). Na pole position do niedzielnego wyścigu o Grand Prix Japonii ustawi się Antonelli.
Zobacz też: Historyczny wyścig Formuły 1! Czekali 20 lat. Tak wygląda klasyfikacja
Idź do oryginalnego materiału