Detroit Pistons prowadzą już dwa do zera w serii przeciwko Cleveland Cavaliers, po tym jak wygrali w nocy na własnym parkiecie. Cade Cunningham zaliczył 25-punktowe double-double z asystami i był bezbłędny na linii rzutów wolnych. W Cleveland mają z nim (i nie tylko) wyraźny problem. To nie był najlepszy dzień dla Jamesa Hardena. Oklahoma City Thunder pojadą na mecz do Los Angeles również z zaliczką w postaci dwóch wygranych spotkań. Mistrzowie NBA póki co idą jak po swoje – w tegorocznych play-offach nie przegrali jeszcze ani razu!
Detroit Pistons – Cleveland Cavaliers 107:97 (2:0 w serii)
Statystyki na PROBASKET
- Detroit Pistons wchodzili ze sporą przewagą na drugą połowę. W trzeciej kwarcie ich przewaga stopniała, po tym jak Cleveland Cavaliers wygrali w tej części siedmioma punktami różnicy, ale ostatecznie trzy z czterech kwart i tak należały do „Tłoków”, dzięki czemu ci przypisali sobie drugie zwycięstwo w tej serii.
- Cade Cunningham to niesamowity zawodnik i po raz kolejny nam to udowadnia. Tym razem popisał się 25 punktami i 10 asystami, grał aż 42 minuty. Skuteczność? 50% z gry, 50% zza łuku, 100% z osobistych. Do tego trzy zbiórki, jeden przechwyt w obronie czy dwa bloki. Miał też pięć strat, ale przy ilości jego posiadań i tej liczbie asyst jest to wybaczalne.
- Tobias Harris dołożył 21 punktów na wyśmienitej skuteczności i był równy po obu stronach parkietu. Przez 37 minut zaliczył tylko jedną stratę. Gdyby Jalen Duren zdobył dwa punkty więcej, miałby klasyczne double-double ze zbiórkami. Dannis Jenkins miał 14 punktów i cztery asysty, wchodząc z ławki. Bardzo efektowny zmiennik, dostał 26 minut na parkiecie.
- Gdy Pistons trafiali 50% prób za trzy punkty, Cavs jedynie 22%… to kluczowa statystyka z perspektywy końcowego wyniku, zwłaszcza iż Cavaliers odddali takich rzutów więcej niż ich rywale.
- Bardzo dobry występ dla gości zaliczył dość niespodziewanie Jarrett Allen (22 punkty; prawie się nie mylił). Donovan Mitchell wykręcił 31 „oczek” w 37 minut i zrobił kilka fajnych highlightów. Starał się jak mógł, mimo iż nie siedziała mu „trójka”.
- James Harden może być na siebie zły, ponieważ miał tylko 10 punktów, po tym jak trafił jedynie trzy z 13 rzutów z gry i zaliczył więcej strat (cztery) niż asyst (trzy). Wdał się też w sprzeczkę z Ausarem Thompsonem.
- „Po prostu was zamęczamy” – powiedział trener Pistons, J.B. Bickerstaff. „Taki jest nasz cel” – dodał.
- „Nie sądzę, żeby ludzie byli w stanie nadążyć za moim tempem i szybkością. (…) Wciąż próbujemy coś sobie udowodnić” – powiedział Jenkins.
- Cavaliers trafili pierwszy rzut w meczu, ale nie prowadzili potem już ani razu aż do początku czwartej kwarty, kiedy to wsad Evana Mobleya wyprowadził gości na prowadzenie 81:79. Pistons prowadzili 11 punktami w pierwszej kwarcie i 14 w drugiej.
- „Nie wiem, o co chodzi z naszymi początkami meczów” – powiedział Kenny Atkinson, trener Cavs. „Oni oczywiście wyszli bardzo agresywnie, ale to są play-offy. Najwyraźniej jeszcze tego nie rozgryźliśmy. Musimy wrócić do planowania”.
- Rezerwowy obrońca Cavs, Sam Merrill, opuścił drugie spotkanie z powodu urazu ścięgna podkolanowego, którego nabawił się w pierwszym meczu serii. Max Strus z Cleveland zdobył tylko trzy punkty, podczas gdy w otwarciu serii miał ich 19. W czwartej kwarcie zawodnicy Cavs spudłowali wszystkie 11 rzutów za trzy punkty, z czego cztery próby należały właśnie do Strusa.
- Duncan Robinson trafił „trójkę” na przełamanie remisu na niecałe 10 minut przed końcem, a Cunningham dołożył celny rzut z dystansu, powiększając przewagę Pistons do dziewięciu punktów na 2:12 przed syreną, co przypieczętowało zwycięstwo.
Oklahoma City Thunder – Los Angeles Lakers 125:107 (2:0 w serii)
Statystyki na PROBASKET
- Oklahoma City Thunder z kolejnym pewnym zwycięstwem nad Los Angeles Lakers, dzięki czemu mają już wynik 6:0 w tegorocznych play-offach i wciąż wydaje się, iż może nie być na nich mocnych. Prawidłowo są contenderem, nie tylko ze względu obrońców tytułu, ale po prostu ich koszykówka jest na najwyższym poziomie i czuć chemię pomiędzy nimi na boisku – każdy wie co ma robić. Nawet, gdy grają teoretycznie słabszy mecz, to i tak ostatecznie „dowożą” wynik.
- Shai Gilgeous-Alexander, po tym jak ostatnio pierwszy raz w okresie nie zdobył 20 punktów, wrócił na swoje tory i przypisał sobie dzisiaj 22 „oczka”. Tyle samo punktów zdobył Chet Holmgren, tyle iż na lepszej skuteczności. Wysoki OKC był dzisiaj też jednak bestią w obronie – dziewięć zbiórek (trzy w ofensywie), cztery przechwyty i dwa bloki. Drużyna z nim na parkiecie była 19 punktów do przodu według statystyki „+/-” (nikt nie miał lepszego wyniku).
- Ajay Mitchell w swoim drugim roku dla Thunder naprawdę robi robotę i nie odstaje. Tutaj zrobił 20 punktów i rozdał sześć asyst, ale jego zaangażowanie i wkład to temat na osobny tekst. Jared McCain dołożył 18 punktów.
- Thunder przegrali jedynie drugą kwartę, ale „tylko” pięcioma punktami różnicy. Jeziorowcy schodzili dzięki temu fragmentowi gry do szatni na przerwę z jednopunktowym prowadzeniem. Po przerwie nie szło im tak dobrze. Trzecia kwarta, w której przegrali 14 punktami różnicy, okazała się kluczowa dla losów spotkania.
- Lakers zespołowo trafiali 50% rzutów z gry, 38% zza łuku i 86% z linii rzutów wolnych, a mimo to odnieśli porażkę 18 punktami różnicy! Po prostu wow…
- Austin Reaves odpokutował za poprzedni mecz i tym razem zdobył 31 punktów w 38 minut. LeBron James miał 23 punkty, sześć asyst oraz zaliczył trzy przechwyty w obronie. Rui Hachimura i Marcus Smart dołożyli kolejno po 16 i 14 „oczek”.
- Największą bolączką Lakers po raz kolejny jest ławka rezerwowych, która nie robi różnicy na parkiecie. Prócz Luke’a Kennarda, który zrobił 10 punktów (trafiając cztery z pięciu rzutów), wyglądało to dosyć krucho…
- Ponownie w ekipie z Los Angeles zabrakło Luki Doncicia. Sam LeBron James wspomina, iż jest to brakujący, a zarazem najważniejszy element ich układanki.
- Shai i Reaves mieli małe starcie w trzeciej kwarcie, w ramach którego ten pierwszy otrzymał niesportowy faul pierwszego stopnia po analizie wideo ze względu na nadmierny ruch ręką. Przy zejściu z boiska MVP, Lakers prowadzili czteroma punktami.
- Pod nieobecność Gilgeous-Alexandera w trzeciej kwarcie, Thunder rzucili przeciwnikom 32 punkty, tracąc tylko 15, i weszli pewnie w czwartą odsłonę z 13 punktami przewagi. Goście mieli jeszcze swoje momenty, zdolałi zmniejszyć stratę do pięciu „oczek”, ale to było ich maksimum.


3 tygodni temu











