Żużel to szalona dyscyplina. Ten, który „fruwał” po ostrowskim owalu od samego początku, Jonas Seifert-Salk w starciu z H.Skrzydlewska Orłem Łódź okazał się jednym ze słabszych ogniw drużyny. Brakowało jego punktów przez cały mecz, co poskutkowało tym, iż ostatni bieg zadecydował o wyniku końcowym. Ostrowianie ostatecznie wygrali za sprawą duetu najbardziej niespodziewanego – Jakub Krawczyk i Chris Holder spisali się po prostu znakomicie.
– Sam czasami nie rozumiem o co chodzi w tym sporcie. Też bym chciał, żeby Jonas zdobywał te dziesięć punktów co mecz, ale Jonas nie będzie cały czas też zdobywał takich punktów. Może przytrafić się słabszy mecz czy gorszy okres. Wczoraj jechał w Danii i pojechał dobre zawody. Może zmęczenie tą podróżą. Na spokojnie. Najważniejsze, iż walczy. Wiadomo, chciałoby się, żeby on zdobywał tak jak wcześniej mówiłem te dziesięć punktów. Byłoby spokojnie, a tak do końca dzisiaj było bardzo nerwowo. Za to Kuba z Chrisem dali dzisiaj radę i uratowali nam to zwycięstwo, a w poprzednich meczach to właśnie ich punktów brakowało. To każdy o tym doskonale wie – powiedzial po meczu o postawie wyżej wspomnianej trójki zawodników.
Podkreślił jak ważna jest praca z zespołem, a szczególnie zawodnikami, którzy potrzebują tego najbardziej. Zawodnicy dostali spory kredyt zaufania, a także możliwość spokojnego treningu. Dostroili sprzęt i w czwartek to „zagrało”. Takie wsparcie jest bardzo ważne w sytuacjach kryzysowych i w czwartek było widać tego efekt.
– Dziś dali nam zwycięstwo. odjechali najlepsze mecze w sezonie, więc gratulacje dla nich i dziękuję im za to. Potrenowaliśmy w spokoju, dopasowaliśmy sprzęt. Dużo rozmawialiśmy, trochę poważnie było, trochę śmiechu, bo to też jest teraz potrzebne. Zapraszamy też kibiców, aby przychodzili i nas wspierali w tym ciężkim dla nas okresie, bo walka o utrzymanie dopiero się dla nas zacznie – kontynuował.
Ryzyko i sprawdzanie dostępnych opcji
Pomimo prowadzenia od początku meczu nie zabrakło zmian po stronie miejscowych. Filip Seniuk zastąpił w dwunastym biegu Nikodema Łuczaka. 16-latek zadebiutował w ligowym starciu przed własną publicznością pokonując jednego z rywali – Krzysztofa Lewandowskiego w biegu juniorskim. W rywalizacji z seniorami było już jednak widać brak doświadczenia i w swoim biegu dojechał na ostatnim miejscu. W dwunastej gonitwie zdecydowano się sprawdzić jak poradzi sobie Filip Seniuk, który w przeddzień ligowej rywalizacji udanie spisał się w Świętochłowicach. Ostatecznie Filip Seniuk zakończył rywalizację z wykluczeniem po tym jak upadł po ataku Kacpra Halkiewicza.
– Chciałem sprawdzić kto z dwójki Filip – Nikodem będą jechać w następnych zawodach. Nikodem pierwszy bieg pojechał fajnie, drugi miał troszkę gorszy. Za wąsko jechał w tym swoim drugim wyścigu, ale stawka zawodników też była o wiele mocniejsza. Filip wczoraj pojechał dobre zawody w Świętochłowicach. Chcieliśmy sprawdzić czy przełoży to na mecz ligowy. Nie wystartował źle. Popełnił błąd na wejściu w drugi łuk. Zostawił za dużo miejsca na wejściu w łuk Kacprowi Halkiewiczowi. No i popełnił błąd, bo wpuścił go na krawężnik. Kacper dojechał do Filipa i stąd ten upadek. Przestraszył się. Tam kontaktu żadnego absolutnie nie było. Było to w telewizji widać. Na spokojnie. Chcieliśmy sprawdzić, który junior będzie jechał w kolejnych meczach – powiedział Tomasz Gapiński.
Zaryzykował sztab szkoleniowy w wyścigach nominowanych. Sztab szkoleniowy miał wybór – Frederik Jakobsen lub Chris Holder na wyścig piętnasty. Postawiono dość niespodziewanie na Australijczyka. W tegorocznej dyspozycji nie można oprzeć się wrażeniu, iż było to bardzo ryzykowne. Ten jednak odwdzięczył się świetną jazdą i wraz z Jakubem Krawczykiem wygrali bieg.
Trener Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski przyznał, iż stawiając na duński duet w czternastej gonitwie liczyli, iż uda się zamknąć wynik meczu. Finalnie jednak Frederik Jakobsen dał minąć się na dystansie przez Villadsa Nagela, a Jonas Seifert-Salk dojechał na ostatnim miejscu. O wszystkim zadecydował zatem ostatni bieg, a dalszą część tej historii już znamy.
– Znaczy tak. Rozmawialiśmy tutaj z Grzegorzem, z Mateuszem i z Marcelem razem w czwórkę i chcieliśmy zamknąć ten mecz w czternastym wyścigu. Frederik trochę za szeroko tutaj wyjeżdżał i Nagel wykorzystał ten błąd. Liczyliśmy, iż uda się zamknąć ten mecz w czternastym wyścigu, aby w piętnastym było już spokojniej, ale niestety tak się nie stało. Na szczęście Kuba z Chrisem pokazali to, na co liczyliśmy przez cały sezon na świetną jazdę, bo parowo też fajnie pojechali – zakończył trener.













