Znakomity Hubert Hurkacz. Jest półfinał w Pekinie

15 godzin temu

W świetnej formie jest w ostatnich tygodniach Hubert Hurkacz. Po tym, jak doszedł do finału w Chengdu – pierwszego od dobrze ponad roku w cyklu ATP – teraz jest już w półfinale większej imprezy w Pekinie. W meczu ćwierćfinałowym Polak w dwóch setach, po świetnej grze, rozprawił się z Karenem Chaczanowem.

Hubert Hurkacz znów gra znakomicie. Jest półfinał!

Hubert Hurkacz nie miał łatwego 2026 roku. Zaczął co prawda świetnie, od triumfu z kadrą Polski w United Cup, gdzie pokonywał znakomitych tenisistów, w tym światową „trójkę”, czyli Alexandra Zvereva. Tak, tego samego, który potem – korzystając z problemów Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera – wygrał potem dwa turnieje wielkoszlemowe. Im dalej w sezon, tym gorzej jednak Polakowi szło. Na tyle, iż przed początkiem gry na kortach ziemnych zmienił trenera, zatrudniając Gillesa Cervarę, byłego szkoleniowca Daniiła Miedwiediewa.

Gra Polaka w efekcie zaczęła wyglądać z czasem lepiej i lepiej, ale gdy przychodziło do szans na osiągnięcie znakomitych wyników, to albo przegrywał po wyrównanych meczach, albo wtrącało się zdrowie – jak w IV rundzie Wimbledonu.

Niemniej: było widać, iż Hubert odzyskuje po trochu pewność siebie, a wraz z nią – po prostu dobrą dyspozycję. Pewniej grał z głębi kortu, nie bał się być agresywnym, poprawiły się też procenty serwisu, czyli najważniejszego zagrania w jego arsenal. Jeszcze przed US Open wygrał dzięki temu Challengera w Cancun. Nie wyszło mu co prawda w samym Nowym Jorku, ale to dlatego, iż w II rundzie trafił na późniejszego finalistę w osobie Bena Sheltona – a i tak zagrał z nim dobre spotkanie. Gdy jednak Polak przyjechał do Chin, wreszcie nastąpiło przełamanie.

W Chengdu – turnieju ATP 250, ale jednak – doszedł do finału. Pierwszego od maja ubiegłego roku. W meczu o tytuł lepszy był Alejandro Davidovich Fokina, ale sam fakt, iż Hubert się tam znalazł, naprawdę cieszył.

Po tej imprezie Polak pozostał w Państwie Środka i wyruszył do Pekinu. Losowanie w teorii średnio mu w stolicy Chin sprzyjało, bo już w pierwszym meczu musiał grać z rozstawionym z „7” Learnerem Tienem. Po przegranym pierwszym secie Hubert zaczął jednak prezentować się na korcie znakomicie i wygrał dwie kolejne partie, awansując dalej. Potem w trzech setach pokonał też kwalifikanta, Arthura Geę.

I tak doszedł do ćwierćfinału, a co za tym idzie – meczu z Karenem Chaczanowem.

Dwa sety na poziomie. Hurkacz lepszy od Chaczanowa

O dziwo, choć są z podobnych roczników (Rosjanin jest starszy o rok) i w tourze trochę czasu już spędzili, to mierzyli się ze sobą tylko raz – w Wiedniu w 2019 roku. Wtedy lepszy był Chaczanow, ale to on był wówczas zawodnikiem ze światowej czołówki, a Hubert dopiero do niej wchodził. Teraz Polak walczy o powrót do tejże czołówki… i w sumie Chaczanow też. Rosjanin bowiem jest niezmiennie jest bowiem zawodnikiem solidnym, czasem wygrywa duże mecze, ale nie potrafi na stałe wejść do ścisłego topu.

Do tego wszystkiego – obaj grają podobnie: mocne serwisy, solidni z głębi kortu, świetni z kontry, ale potrafiący też po prostu przejąć inicjatywę. Można było więc spodziewać się czego? Ano tego, co Hubert Hurkacz lubi najbardziej – tie-breaków.

I choć nie w liczbie mnogiej, to tie-breaka dostaliśmy. W pierwszym secie. W całej tej partii oglądać kibice mogli jednego break pointa – na starcie, przy serwisie Polaka. Ten jednak skutecznie się wówczas wybronił. A potem? Potem to poszło znanym torem – serwujący raczej robili swoje. Zdarzały się, owszem, równiejsze gemy, ale nie było ich wiele – na ogół po prostu ten, który miał podanie po swojej stronie, ten brał gema. Doszło więc, no właśnie, do tie-breaka.

A w nim to Hubert Hurkacz był już kapitalny. Sam nie oddał ani jednego serwisu, za to urwał dwa punkty rywalowi. Do tego zrobił to po znakomitych akcjach – pracował returnem, potem kontrolował sytuację z głębi kortu, ale nie bał się też pójść do siatki i tam kończyć punktów. Zasłużenie, proszę państwa, w pełni zasłużenie wziął tego pierwszego seta.

Drugiego też. Bo akurat w tej partii serwis „siadł” – ale tylko po stronie Chaczanowa. Hurkacz znakomicie, naprawdę znakomicie grał na returnie. Chaczanow im dalej w spotkanie, tym mniej miał pomysłu na to, jak sobie z Polakiem poradzić. W efekcie oddał serwis raz, potem drugi, z kolei sam przy podaniu Huberta nie miał nic do gadania. Polak ani razu nie przegrał w dzisiejszym starciu swojego gema i w naprawdę świetnym stylu poszedł po wygraną.

W dodatku jubileuszową – bo w głównym cyklu ATP to jego wiktoria numer 250.

W półfinale turnieju w Pekinie Hubert zagra albo z Alexem De Minaurem, albo z Andriejem Rublowem.

Hubert Hurkacz – Karen Chaczanow 7:6 (2), 6:2

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Iga Świątek w walce o WTA Finals. Czy zagra w Indian Wells?
Pogłoski o śmierci jednoręcznego backhandu. Czy są przesadzone?
Wejść na szczyt? Utrzymać się? Nie, najtrudniej tam wrócić [KOMENTARZ]

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału