„Milczenie Owiec”… z Erikiem i Hansem
Naszą redakcyjną wyprawę zaczęliśmy w piątkowe południe w Berlinie, a duńską bazę wypadową urządziliśmy sobie tym razem w Agerskov – niewielkiej miejscowości w sercu południowej Jutlandii, jakieś 20 minut jazdy samochodem od toru wybudowanego przez Ole Olsena w latach 70. ubiegłego wieku. I to była decyzja, której nie żałowaliśmy ani przez moment. Zamiast widoku na hotelowy parking mieliśmy za oknem… pastwisko z owcami, które nie beczały, więc było – pisząc żartobliwie i filmowo – „Milczenie Owiec”. Kilka metrów dalej z kolei dwie wietnamskie świnie ryły w ziemi z zaangażowaniem, jakiego niejednemu zawodnikowi zabrakło w sobotni wieczór pod żużlową taśmą. Do tego towarzyszyły nam jeszcze dwa domowe koty, które przyjęły nas znacznie serdeczniej, niż wypadałoby się spodziewać po duńskiej powściągliwości. Żartem pisząc, pełne zoo.
Żużel. Fani Unii śpiewali do Łaguty „ruska k****”. Tańczył i wysłał im… całusy! (WIDEO) – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Bardzo złe wieści dla Sparty! W finale pojadą osłabieni? – PoBandzie – Portal Sportowy

Nasza duńska „baza wypadowa”Imion kotów nie znaliśmy, więc nadaliśmy im je sami z urzędu – Erik oraz Hans. Jeden z nich był choćby cichym bohaterem piątkowego wydania „Lewoskrętnych”, które możecie zobaczyć TUTAJ. Skoro bowiem byliśmy w Danii i to kilkadziesiąt kilometrów od toru, który przed laty był centrum żużlowego świata, to o lepszych patronów niż Gundersen i Nielsen było trudno. Nasza „gospodyni” Stefanie, gdy poznała genezę imion, uśmiechnęła się szeroko. Tutaj te nazwiska, widać, wciąż coś znaczą.
Żużel. Zmarzlik z zakazem wstępu na Motoarenę?! Wymowna wymiana zdań! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Co za słowa Lamberta! Mówi o umowie PRES Toruń i walce z Betard Spartą – PoBandzie – Portal Sportowy
– Żużel jest przez cały czas popularny, ale już nie tak, jak kiedyś – mówiła nam właścicielka miejsca naszego zakwaterowania.
To, co uderza w tej części Danii to cisza i przestrzeń. Płaski krajobraz, pojedyncze gospodarstwa, idealnie utrzymane drogi i kompletny brak pośpiechu. Polski kierowca, przyzwyczajony do pośpiechu na każdym odcinku trasy musi się przestawić. Po dwóch dniach przestawia się na dobre. W piątek zaliczyliśmy jeszcze oczywiście finałowy turniej indywidualnych mistrzostw świata, w którym swój tytuł mistrzowski przypieczętował Mikkel Andersen.
– W tym roku mija 35 lat od zwycięstwa mojego taty i to wiele dla mnie znaczy, iż udało mi się powtórzyć jego sukces. Samo to, iż udało mi się to osiągnąć w Danii, jest moim zdaniem najlepszym uczuciem. Osiągnięcie tego w swoim kraju jest czymś wyjątkowym, bardziej niż gdzieś indziej. Teraz jestem na równi z tatą, więc cieszę się z tego – mówił nam zawodnik w wywiadzie, który poczytacie TUTAJ.
A co mówiło się dzień przed seniorskimi zawodami? – Jutro będzie dobrze. Bez względu na warunki torowe, Leon wypadnie całkiem okazale. Wiem, co mówię – mówił nam podczas piątkowego spotkania mechanik Leona Madsena, Przemysław Tajchert, i jak się później okazało, były zawodnik bydgoskiej Polonii miał w zupełności rację.
Piątkowe zawody w VojensPoza wspomnianym nagraniem „Lewoskrętnych” i tradycyjną, nie do końca krótką, pisząc uczciwie, biesiadą przy czymś mocniejszym na nic innego czasu nam w piątkowy wieczór już nie starczyło. Kolejny dzień, czyli sobota był jednak bardzo aktywny.
Latawce i wyspa Rømø
Rozpoczęliśmy ją od wyjazdu na plażę na wyspie Rømø. – Jak macie tam niedaleko, a jeszcze tam do tej pory nie byliście, to podjedźcie koniecznie. Warto – polecał nam dzień wcześniej historyk żużla, Henryk Grzonka. Jak się niedługo okazało, miał rację. Wyspa połączona jest ze stałym lądem blisko dziesięciokilometrową groblą biegnącą przez Morze Wattowe, wpisane na listę UNESCO. Widok podczas przejazdu jest osobliwy: po obu stronach, w zależności od pływów, albo woda, albo szara, błyszcząca równina ciągnąca się po horyzont.
Sama plaża na Rømø to atrakcja, jakiej w Polsce nie uświadczymy. Jest tak szeroka, iż wjeżdża się na nią samochodem – całkowicie legalnie! Kampery, vany i osobówki stoją rzędami przy linii wody, a między nimi spacerują ludzie, biegają psy i przede wszystkim latają latawce.
Widok z drogi prowadzącej na wyspę RomoRømø to jedno z latawcowych zagłębi Europy i widać to gołym okiem. To tu, zawsze w pierwszy weekend września, odbywa się największy festiwal latawców. Nas jednak los „rzucił” na niezwykłą wyspę w drugi weekend września, czego żałowaliśmy. Niebo z przebijającym się słońcem, pierzaste chmury, przyjemny wiatr . Bardzo sympatycznie. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, co przyniesie jeszcze sobota, cieszylibyśmy się tym słońcem jeszcze bardziej. jeżeli będziecie w Vojens, a jeszcze nie byliście na wyspie Rømø, to z czystym sercem ją Wam polecamy.


Strażnik Ribe
Z Rømø udajemy się wczesnym sobotnim popołudniem w kierunku oddalonego o ponad 40 kilometrów Vojens, ale jeszcze z zaplanowanym jednym przystankiem po drodze. Jest nim miasto Ribe. Kiedy w Europie nikt jeszcze nie słyszał o Kopenhadze, w Ribe funkcjonował już tętniący życiem targ. Ribe uznawane jest bowiem za najstarsze miasto Danii i jedno z najstarszych w całej Skandynawii. Jego początki sięgają około VIII wieku, czasów, gdy wikingowie wypływali stąd na handel. To tu, jak podają duńskie źródła, stanął również jeden z pierwszych chrześcijańskich kościołów na duńskiej ziemi.
Po dziś dzień wieczorami po miasteczku przechadza, się tak jak przed wiekami, ale już tylko jako atrakcja turystyczna, Nattevægter, czyli nocny stróż. Od czternastego wieku obchodził on codziennie ulice i śpiewał radosne pieśni, przekazując tym samym mieszkańcom przed zaśnięciem, iż są bezpieczni, choćby przed powodziami, których tutaj przed wiekami nie brakowało. Co ciekawe, tradycja utrzymała się aż do 1902 roku. Szybki spacer po niezwykle urokliwej starówce, szybka wizyta w restauracji, gdzie za bardzo średniej jakości pizzę płacimy w przeliczeniu „jedyne” 80 złotych i udajemy się do celu naszego wyjazdu, czyli stadionu w Vojens. To tam za parę godzin obywała się przedostatnia runda tegorocznego cyklu Grand Prix.
Uliczka w Ribe
Najstarszy kościół w Danii
Nasze miejsce „obiadowe”Deszczowe Vojens
W Vojens byliśmy już wiele razy, więc zaskoczenia żadnego tu nie ma. Tradycyjnie stoi, tym razem, nie przed wejściem na stadion, ale na terenie mini-toru miasteczko Grand Prix, które oferuje kibicom swoje „stałe” atrakcje. Oprócz stoiska Monstera z darmowymi energetykami mamy symulator startowy, stoisko klubowe Vojens, stoisko z gadżetami mistrza świata Mikkela Andersena i… to tyle pisząc z grubsza. Nic nowego, co by nas zaskoczyło. Przy wejściu głównym sporym zainteresowaniem cieszyło się za to stoisko z gadżetami Andersa Thomsena.
– Mam nadzieję na dobry występ przed własną publicznością. Czy będę się rozbierał? Jak wygram, to na bank. A co do pytania o Gorzów, to Łukasz naprawdę zmniejszenie wynagrodzenia to była nasza inicjatywa, a nie klubu. To nie jest żaden teatr. Ja jadę tutaj, a później pędzę do Częstochowy – mówił nam obcokrajowiec Stali Gorzów dwie godziny przed zawodami.



Publiczność? Zdecydowaną większość, co zrozumiałe, stanowili sami Duńczycy. W kraju, w którym żużel od lat walczy o utrzymanie pozycji a raczej przetrwanie, a kluby ligowe cieszą się jak mają tysiąc widzów na meczu, jedna impreza potrafi wciąż zgromadzić ponad 14 tysięcy ludzi. Taką frekwencję podano bowiem w oficjalnym komunikacie podczas zawodów. Poza rodakami Ole Olsena na trybunach królowali Niemcy i oczywiście Polacy. Nie brakowało sympatyków czarnego sportu z Anglii, Łotwy czy Czech.
– Przyjechaliśmy z Ostrowa. Liczymy na fajne zawody i tradycyjnie dobrą postawę polskich zawodników – mówiła nam grupa kibiców z Wielkopolski.
– Nie ma niemieckiego zawodnika. Nie ma choćby Kaia, ale zawsze jak jest Vojens, to nie może nas zabraknąć. Tu zawsze jest świetna atmosfera i fajny żużel – dodawali fani żużla z niemieckiego Parchim.
Osobny rozdział to duńska kultura kibicowania. Charakterystyczne dla Vojens są miejsca na trawiastym wale okalającym tor. Kibice przychodzą tam z własnymi krzesełkami turystycznymi, kocami i termosami, rozstawiają się kilka godzin wcześniej i traktują całość jak rodzinny piknik. W sobotę doszły do tego niestety peleryny i parasole. Warto zaznaczyć, iż w latach poprzednich trofeum na murawę trafiało za sprawą Ole Olsena czy Erika Gundersena. W tym roku honory czynił trzeci król duńskiego żużla, Hans Nielsen. Ich historię, jeżeli chcecie, możecie przeczytać TUTAJ.
Skoro tradycyjny reportaż, to nie może zabraknąć w nim przecież naszej stałej „sekcji gastronomicznej”. Najpierw ta dla zwykłych kibiców. Tradycyjnie największym zainteresowaniem cieszyły się dwie pozycje. Żużlowa kiełbaska „Speedwaypolse” w cenie 50 koron oraz piwo Tuborg w cenie 55 koron, czyli jakieś 27 złotych za plastikowy kubek. Były jeszcze hot dogi „francuskie” w cenie koron 40. Dzięki corocznej już uprzejmości organizatorów byliśmy również na strefie VIP Gold i tam już było bardzo na bogato. Były kiełbaski, pieczenie, sałatki i nie tylko. Do wyboru, do koloru. Do picia oczywiście piwo oraz coś mocniejszego. Tradycyjnie jak co roku, VIP-owski namiot w Vojens pękał w szwach.


Deszcz bohaterem
Jak zawody się skończyły, a raczej jak i kiedy zostały przerwane, wszyscy wiemy. Głównym bohaterem wieczoru nie byli zawodnicy, a deszcz, który z mniejszymi lub większymi przerwami i z różną intensywnością padał od godziny 18. Po przedwczesnym zakończeniu turnieju przez organizatorów nie brakowało krytycznych ocen ze strony publiczności.
– To nie było poważne. Zamiast jechać półfinały w tym deszczu szybko, to przerwali zawody i twierdzili, iż będą kontynuowane. Wiadomo było, iż będzie coraz gorzej. Przytrzymano tylko kibiców kilkadziesiąt minut, aby zmokli jeszcze bardziej. Chyba dopiero jak zobaczyli, iż część opuszcza obiekt padł komunikat o zakończeniu „imprezy”. Co najlepsze, zaraz jak odwołali, to przestało padać – mówił nam jeden z polskich kibiców.
– Mogli to przerwać wcześniej, a nie czekać niewiadomo na co. W moim odczuciu należało szybko, pomimo opadów, jechać do końca – komentował decyzję były arbiter, a jednocześnie współtowarzysz wyjazdu, Remigiusz Substyk.
– Anglicy się cieszą, bo przerwali i ich zawodnik jest liderem cyklu. Przypadków nie ma. Bartek, gdyby jechano, by sobie poradził choć w rundzie zasadniczej jakiś mega szybki nie był, ale on potrafi się spiąć na najważniejsze momenty – dodawał fan multimedalisty mistrzostw świata.
10 milionów rycerza Zmarzlika
Nasze reportaże mają swój jeszcze jeden stały punkt. Oczywiście przegląd lokalnej prasy. Nie zabrakło go oczywiście i tym razem. Popularny duński dziennik Ekstrabladet nie znalazł w sobotę miejsca na żużel. Królowała piłka nożna. Speedway miał za to swoje pół strony w lokalnym dzienniku JydskeVestkysten, który przewidywał umocnienie się Bartosza Zmarzlika na fotelu lidera.
„Polska supergwiazda szykuje się na wielki wieczór w Vojens. Dziś może stać się największym zawodnikiem w historii tego sportu. Jego roczne zarobki w polskim klubie, Motorze Lublin to 10 milionów koron” – można było przeczytać w lokalnym dzienniku. Nie zabrakło również w duńskich mediach wątku politycznego. „W 2019 roku polski prezydent Andrzej Duda za zasługi dla sportu odznaczył Polaka odznaczeniem rycerskim” – dodawał autor artykułu zapowiadającego zawody.


Rzeczywistość, jak wiemy, napisała pod duńskim niebem jednak w ten weekend inny scenariusz. Po sobocie Polak nie jest pierwszy, a drugi w klasyfikacji generalnej. O mistrzostwie świata, do którego mamy w tej chwili kandydatów aż trzech, zdecyduje ostatni turniej w Toruniu. Wikingowie z położonego pół godziny od Vojens Ribe wypływali przed wiekami w morze po to, by wrócić z czymś, czego w domu nie mieli.
My wracaliśmy w niedzielny poranek z Danii do Polski też bez siódmego tytułu mistrzowskiego, którego jeszcze nikt w historii żużla nie wywalczył, ale zachwyceni żużlowym „klimatem”, plażą na wyspie Romo, bajeczną starówką Ribe i z przeczuciem, iż za dwa tygodnie w Toruniu będzie walka jakiej w Grand Prix jeszcze nie było. Nie tylko w „grę” pójdą umiejętności sportowe, ale i odporność psychiczna trzech muszkieterów sezonu 2026 – Lamberta, Zmarzlika i Kurtza. Każdy z nich ma niemal równe szanse po zawodach w Danii na mistrzowski tytuł. Nas oczywiście też tam nie zabraknie.



1 miesiąc temu
















