W drużynie zostali Leon Madsen oraz Przemysław Pawlicki, którzy mieli tworzyć trzon zespołu. Ponadto na Wrocławskiej 69 wciąż ścigali się juniorzy Damian Ratajczak i Oskar Hurysz. Temu pierwszemu przydarzyła się fatalna kontuzja, która wykluczyła go z większości rozgrywek, co bez wątpienia wpłynęło na końcowy wynik Zielonogórzan. kolorów Falubazu bronili także nowi zawodnicy, którzy mieli podnieść jakość ekipy prowadzonej w pierwszej części sezonu przez Grzegorza Walaska – Andrzej Lebiediew oraz Dominik Kubera. Bardzo mocne nazwiska rozbudzały wyobraźnię kibiców Falubazu, nie zwrócono jednak uwagi na pewną formację.
Chodzi oczywiście o pozycję u-24. Mimo, iż w klubie zainwestowano w młodych żużlowców takich jak Mitchell McDiarmid czy William Cairns wciąż są oni jedynie nadzieją na przyszłość. To świetne ruchy, które swoje owoce zaczną przynosić regularnie w przeciągu kilku lat najbliższych lat. Na sezon 2026 potrzebny był jednak rajder, który gwarantował minimum 5/6 punktów na mecz. Takiego w Zielonej Górze nie było. Formację do lat 24 miał stanowić Michał Curzytek.
Zawodnik w Falubazie był od 2024 roku. W tamtej kampanii wystąpił w sześciu meczach, zdobywając z bonusami zaledwie 13 punktów! Już wtedy powinien to być sygnał ostrzegawczy dla sztabu szkoleniowego „Motomyszy”. Kolejny rok był jeszcze bardziej nieudany. Curzytek wyjechał na tor tylko 10 razy, a w swoich próbach przywiózł tylko trzy oczka. Logiczne było, więc iż odejdzie z Zielonej Góry i poszuka szans na odbudowanie swojej kariery na niższym poziomie.
Tak się jednak nie stało, a 24-latek pozostał w Falubazie. Jak się później okazało ta decyzja okazała się fatalna w skutkach. Pomimo usilnego ustawienia na zawodnika w ośmiu pierwszej kolejkach, ten odpłacił się jedynie 12 punktami, czym maksymalnie utrudnił punktowanie Falubazowi. Mając taką dziurę na pozycji u-24 nie dało się awansować do fazy play-off. Oczywiście było w tym sporo pecha, ze względu na kontuzję Damiana Ratajczaka, który w domyśle miał łatać zastępować Curzytka w większości jego biegów. Wahania formy miał także każdy z formacji seniorskiej, na początku roku zawodził lider – Leon Madsen. Jednak sam zamysł pozostawienia w klubie, żużlowca który absolutnie nie rokował jest kamyczkiem (o ile nie głazem) do ogródka Falubazu Zielona Góra.
Każda z drużyn, która znalazła się w pierwszej czwórce miała w składzie nieźle punktującego u-24. Poza podium Ekstraligi, walcząca o udział w fazie play-off Unia Leszno, mogła liczyć na pomoc ze strony Keynana Rew. Australijczyk przed sezonem był łączony z Falubazem, jednak ostatecznie zdecydował się na powrót do Leszna. Jego przyzwoita dyspozycja (średnia biegopunktowa o wartości 1,494) wydatnie pomogła „Bykom”. W meczu w Zielonej Górze, Rew zdobył 10 punktów z bonusem. Gdyby zawodnik na jego poziomie jeździł w barwach „Motomyszy”, niektóre rezultaty mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej, korzystniej dla Zielonej Góry.

3 dni temu













