Żużel. Pomógł Stali i nie może się doczekać zapłaty! Chodzi o kilkadziesiąt tysięcy!

2 dni temu

– W tej historii trzeba cofnąć się do września ubiegłego roku, kiedy na torze w Rzeszowie pojawiła się komisja z PZM z Panem Leszkiem Demskim na czele. Stwierdzono wówczas, iż tor nie jest regulaminowy i trzeba dosypać do niego nowej nawierzchni. Chciałem pomóc klubowi i bez jakiejkolwiek umowy zgodziłem się na przewiezienie materiału ze Strzegomia do Rzeszowa. Telefonicznie potwierdziłem zlecenie przewozu 600 ton materiału u Pani Marszałek, która powiedziała, iż wszystko jest jak najbardziej aktualne i – mówiąc kolokwialnie – wziąłem się do wykonania zadania. Łącznie wyszło 24 ciężarówek, faktura, została wystawiona – mówi nam były żużlowiec.

Pomimo, iż minęło już wiele miesięcy, a sezon 2026 zdążył się skończyć, to przedsiębiorca wciąż nie może doczekać się całości zapłaty ze strony klubu.

– Powiem Panie Łukaszu tak. Na początku została opłacona część faktury w wysokości 24.600 złotych Reszty czyli prawie 70 tysięcy złotych jak nie było, tak nie ma. Rozdział pod nazwą: „nowa nawierzchnia” został przez panią prezes zamknięty. Przestała odpisywać na SMS, nie odbierała telefonów. Parę dni temu podjechałem specjalnie na stadion, spotkałem ją i powiedziała, abym zadzwonił w poniedziałek, bo nie chce jakiegokolwiek szumu. W poniedziałek oczywiście telefonu nie odbierała, do dziś nie odbiera, a ja już nie wiem co mam tak naprawdę robić z tematem, dlatego też skontaktowałem się z Państwem. Czekanie rok na zapłatę to już naprawdę przesada. Panie Łukaszu, dla mnie nie są to małe pieniądze – kontynuuje Jarosław Ślezak.

Jak przyznaje nasz rozmówca, nie brakowało osób, które przed pomocą odradzały jej udzielenie.

– Wie Pan, jak mówi przysłowie każdy mądry po szkodzie. Jak wiadomo, jak się pokocha ten sport, to na amen. Wciąż żużel jest mi bliski i pomyślałem sobie, iż pomogę i tyle. Faktycznie były osoby, które mówiły mi, abym nie woził tego kruszywa, bo potem Pani Marszałek będzie uchylała się od zapłaty. Chciałem dla dobra klubu coś pozytywnego zrobić. Teraz już wiem, iż to był mój błąd. Jak Pan wie, kręciłem się przy klubie w 2025 roku i tyle, co mogłem od siebie, to pomagałem, ale po tym zdarzeniu dałem sobie spokój. Ja przeżyłem przy rzeszowskim żużlu wiele lat, ale takich cudów jak teraz nie widziałem, żebym blisko rok nie mógł się doprosić – podkreślam – o zapłatę wedle poczynionych ustaleń. Było przez lata wielu prezesów. Był Andrzej Heahne, była Pani Półtorak czy Michał Drymajło. Mieli zupełnie inne podejście do ludzi i do prowadzenia klubu. To byli dobrzy ludzie. Takiej polityki jak teraz, przyznaję, jeszcze nie widziałem. Niestety coraz więcej osób na temat tej Pani nie może powiedzieć dobrego słowa a wręcz przeciwnie i to też daje do myślenia – dodaje były żużlowiec rzeszowskiego klubu.

Sam transport kruszywa też nie był pozbawiony problemów.

– To już na marginesie. Jak przyjechały pierwsze wywrotki po kruszywo, to się okazało, iż nie zostaną załadowane, ponieważ Pani Prezes nie puściła przelewu. Pięć samochodów musiało się cofnąć. Później gdzieś widziałam fakturę za kruszywo. Wie Pan co jest najlepsze? Nie zostało to zapłacone przez klub, tylko z tego co się dowiedziałem, część przez spółdzielnię mieszkaniową, a to chyba też nie jest w porządku moim zdaniem. Zarówno ja, jak i Grzesiek Węglarz, który z racji funkcji też brał udział w przedsięwzięciu mamy WZ-etki na transport, bo myśmy go na stadionie odbierali. Obojętnie jaka była pora dnia i nocy przyjeżdżaliśmy na stadion, aby potwierdzić odbiór transportu. Materiału na stadion nie przywiozły krasnoludki, tylko ja wykonałem tę usługę. Teraz nie mogę się doczekać zapłaty ponieważ Pani Marszałek się od tego uchyla. Żałosne. Jedyna nadzieja na otrzymanie środków jest taka iż proces licencyjny bierze pod uwagę zobowiązania wobec podmiotów zewnętrznych – podsumowuje nasz rozmówca.

O głos we wspomnianej sprawie chcieliśmy dopytać Panią Prezes Katarzynę Marszałek. Pomimo prób, nie odebrała od nas telefonu.

Idź do oryginalnego materiału