Warszawa
Zaczniemy oczywiście od soboty i od Warszawy. O wynikach nie ma się co za szeroko rozpisywać. Polacy po złoto ostatecznie nie „odmaszerowali”. Warto się pochylić nad tym czy, tak jak mówi Stanisław Chomski, brązowy medal to sukces czy jednak porażka. Nie ulega wątpliwości, iż każdy medal, choćby z najmniej wartościowego kruszcu, cieszy i przechodzi do historii. Patrząc jednak na całą narrację jaka przez ostatni rok towarzyszyła ściganiu o Puchar Ove Fundina, a raczej Drużynowe Mistrzostwo Świata, z tezą, iż to sukces nie do końca się zgadzam.
Żużel. Landshut jednak pojedzie w Metalkasie?! Będzie ważne spotkanie! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Duszony i krwawiący człowiek! Nowe wieści z Falubazu ws. burd! – PoBandzie – Portal Sportowy
Dla mnie to jednak porażka polskiej reprezentacji i nikt mnie nie przekona, iż jest inaczej. Powiem, a raczej napiszę więcej, mieliśmy w sobotę sporo szczęścia. Gdyby Anglik, Dan Bewley, był – podkreślam – w pełnym rynsztunku bojowym na Narodowym, to moglibyśmy skończyć ostatecznie jako najsłabszy zespół turnieju. Stanisław Chomski obejmując kadrę zadanie miał proste i sam o nim wielokrotnie mówił – wywalczenie złota na Narodowym. Nie udało się, nic się nie stało. To tylko sport i rozrywka dla mas. Żeby ktoś wygrał, musi ktoś przegrać. Można gdybać w tej chwili – co by było gdyby Patryk Dudek nagle nie dostał zatrucia pokarmowego, co by było gdyby był inny tor i tak dalej, i tak dalej. Parafrazując cytat z piosenki Kazika „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka byłaby rzecz wielka”.
Sensu jednak gdybanie nie ma. Na ten moment, pomimo posiadania najlepszej – ponoć – ligi świata, jesteśmy trzecim zespołem globu. Co dla mnie najśmieszniejsze w tym wszystkim, i tu jeżeli już to bym upatrywał czegokolwiek do zmiany, to my ten cały cyrk ze swoich pieniędzy utrzymujemy, wychowujemy, dajemy szansę, a na koniec jesteśmy na własnej ziemi bezlitośnie lani przez „Kangurów”, u których w tej chwili mało kto na drugiej półkuli wie co to żużel. Wiedza o tym sporcie systematycznie umierała wraz z odchodzeniem kolejnych pokoleń.
Żużel. Fotel prawdy X. C**** z Gorzowa, obsr*** zbroja i tajemniczy transfer (PRZEGLĄD X) – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Co dalej z Pedersenem w GKM Grudziądz? Przełomowe słowa! – PoBandzie – Portal Sportowy
Chomski do dymisji? Absolutnie nie. Jestem pewien, iż zrobił wszystko, co możliwe, aby Polacy wypadli jak najlepiej. Każdy jednak bez wyjątku w barwach Biało-Czerwonych nie miał w sobotni wieczór swojego „dnia konia”. choćby sześciokrotny mistrz świata. Ciężko również słuchało się ciągłych gwizdów pod adresem Michelsena, któremu w pewnym momencie puściły nerwy i po upadku chciał „po swojemu” porozmawiać z naszym asem. Rozumiem emocje itd, ale kibice w końcu winni zrozumieć, iż sport to nie gra o życie, a od jego zarania tylko i wyłącznie rozrywka dla mas.
Zdegustował mnie jeszcze w niedzielę wpis jednego z byłych dziennikarzy żużlowej Interii na temat upodobań seksualnych Michelsena. Serio, aż tak nisko co niektórzy upadli? Dla mnie niebywała durnota, a nie inteligentne zabłyśnięcie. choćby jeżeli tak, to co to kogo obchodzi? Każdy ma prawo żyć jak chce.
Reasumując, trzecie miejsce Polski to dla mnie porażka, ale nie neguję tych, którzy mówią jednak o sukcesie. Punkt widzenia każdy może mieć przecież inny. Plus soboty? Dla mnie postawa Ryana Douglasa, który w Warszawie nazbierał dziesięć „oczek”. Swoje zdanie, iż niekoniecznie poradzi sobie na odpowiednim poziomie w PGE Ekstralidze i spełni oczekiwania klanu „Kanclerzy Koronnych” rządzących klubem w Bydgoszczy niniejszym odwołuję. Douglasa stać, aby podołać wyzwaniu.
Zielona Góra
Ostatni dzień tygodnia przebiegł z kolei bez większych niespodzianek w zmaganiach ligowych. Częstochowa poległa z Grudziądzem i dobrze, iż ten Kościecha GKM w lidze utrzymał, bo dopiero byłyby jaja, gdyby samozwańczego, w połowie sezonu, mistrza Polski w tym samym sezonie spuścił ligę niżej.
W Zielonej Górze Winobranie przy wrocławskiej zaczęto odpowiednio hucznie. Były świece dymne, była długa „przerwa” na papierosa i było na końcu zwycięstwo gospodarzy. Czy to wystarczy, aby czuć się bezpiecznie? Osobiście wątpię. Moim zdaniem, a piszę to przed meczem rewanżowym, to Stal Gorzów z dodatkowych Derbów Lubuskiego wyjdzie zwycięska ręką.
Nie sposób nie wspomnieć o kontrowersyjnych decyzjach Michała Sasienia, który po pamiętnym meczu w Gorzowie dwa lata temu pokazał, iż wciąż się „rozwija” i jest sędzią, jak to się mówi, na „dorobku”. Szkoda tylko, iż w negatywną stronę. Ktoś mi wspominał, iż niekoniecznie o wyznaczaniu do sędziowania decydują umiejętności, a raczej trzymanie palca w pewnej części ciała pewnym osobom. Dla mnie, jeżeli tak jest, to sensowne wytłumaczenie wyznaczania na mecze „ryzyka” osoby, która najwyraźniej się za gwałtownie podpala i traci zimną głowę. Najwyższa pora chyba, aby dla dobra sportu wręcz komunistyczny „beton” żużlowej centrali jakoś zacząć kruszyć. Pytanie czy znajdą się odważni?
W pierwszej lidze Piła z małą zaliczką pojedzie do Rzeszowa, co zaskoczeniem nie jest żadnym, a Krosno w Ostrowie będzie broniło ośmiu punktów przewagi.
W najniższej klasie rozgrywkowej sezon zakończyło Opole, któremu – jak doskonale wiecie – prywatnie sympatyzuję. Z sezonu na sezon jednak nadzieja umiera, iż tam cokolwiek się zmieni. Ja wiarę tracę. Są zapowiedzi, z których kilka wynika.
Podobnie jak w Gnieźnie. Zapowiedzi były na awans, skończyć się może prawdopodobnie upadłością klubu. Zapytaliśmy w zeszłym tygodniu, jako redakcja, „złotoustego” swego czasu w głoszeniu obietnic awansu i – co najważniejsze – normalizacji w klubie dyrektora Radosława Majewskiego czy prawdą jest, iż pracownicy klubu wynagrodzenie w przeciwieństwie do zawodników otrzymują regularnie. Odpowiedzią było milczenie. Z drugiej strony się nie dziwię, co miał odpowiedzieć. Gdyby kasa nie schodziła, pewnie w klubie by nie siedział. Szkoda paru fanów, którzy wierzą w Gniezno do końca i pokonali blisko 1000 kilometrów, aby dopingować swoich w walce o finał. Swoi po meczu pokazali, iż najwierniejsi nie są warci wyjścia i podziękowania. Smutne.
Szkoda Gniezna, ale mam nadzieję, iż po sezonie znajdzie się tam ktoś z chęciami jak przed laty Kozaczyk w Poznaniu i zacznie robić porządek. Poznań najdobitniej pokazał, iż można się podnieść z kolan, jeżeli klubem zarządza się jak firmą i nic nie obiecuje, nie mając na obietnice pokrycia. Finaliści KLŻ zatem znani i w potyczce Niemców z chłopakami z Gdańska stawiam na tych drugich. Dwie ekipy zatem martwią się o aspekt sportowy, reszta – z wyjątkiem Dauvgapils – o to aby przetrwać i otrzymać jakimś kolejnym „cudem” na kolejny rok licencję. Kibice znowu w obietnice bez pokrycia uwierzą, na mecze przyjdą i jakoś to będzie. I tak kręci się KLŻ w kółko, z roku na rok bez ładu i żadnego, w wielu klubach, sensownego składu… oczywiście na zapowiadany publicznie awans.

20 godzin temu















