Żużel. Zachwyca Gorzów i całą Polskę! Kordun o zadziorności i tym, co dalej (WYWIAD)

3 dni temu

Rozmawialiśmy w środku sezonu, gdy była choćby mowa o wypożyczeniu do Gniezna, a sytuacja zmieniła się tak mocno, iż na koniec rozgrywek rozmawiamy z tobą już jako z podstawowym zawodnikiem Stali Gorzów. Jak twoje wrażenia po tym, iż wszystko zmieniło się tak gwałtownie i diametralnie?

Wrażenia są bardzo dobre. To znak, iż wszystko poszło do przodu, a o to mi przecież chodziło. Jestem niezwykle zadowolony z tego sezonu, bo był naprawdę udany.

Bałeś się w pewnym momencie, iż przez brak tego wypożyczenia będziesz miał mniej okazji do regularnych startów ligowych?

Taka opcja też oczywiście wchodziła w grę. Skończyło się jednak tak, iż wszedłem do składu w połowie sezonu i dokończyłem rozgrywki w Ekstralidze. Myślę, iż pokazałem się z dobrej strony. Miałem okazję startować w większości meczów i wszystko potoczyło się zgodnie z planem.

Żużel. Popis zawodnika PRES Toruń, ale złoto odjechało! Niewiarygodny scenariusz w Niemczech

Żużel. Finalista rozgrywek pozbywa się zawodnika! Mają sensacyjny plan?!

Mówiłeś kiedyś, iż nie czytasz opinii w mediach na temat swojej jazdy, ale to było po turnieju o Brązowy Kask. Po wejściu do Ekstraligi chyba trudno było już nie natknąć się na nagłówki z twoim nazwiskiem?

To prawda. Wiadomo, iż różne informacje przewijają się w internecie, ale przez cały czas staram się nie zwracać na to szczególnej uwagi.

fot. Radek Kalina/RKLY Studio

Gdybyś miał szerzej podsumować ten rok – co wspominasz najlepiej, a co wyciągnąłbyś przed nawias jako lekcję do odrobienia?

Na pewno wyciągnąłbym wnioski ze swojej jazdy w niektórych wyścigach. Błędów było sporo i pozostało dużo elementów do poprawy. Przed kolejnym sezonem trzeba mocniej doszkolić się pod kątem sprzętu, samej jazdy i techniki, bo technika na motocyklu robi bardzo dużo.

Muszę ci powiedzieć, iż twoja technika i styl dały kibicom więcej rozrywki niż popisy większości juniorów przez parę lat. Wchodzisz na pół sezonu, zgarniasz nominację do niespodzianki sezonu, a po tym, co działo się w Zielonej Górze, pewnie też do wyścigu sezonu. Dobre wrażenie artystyczne po sobie zostawiłeś.

Też mi się tak wydaje. Myślę, iż kibice nie mają powodów do narzekań na moją jazdę. Wiadomo, zdarzyło się parę słabszych biegów, ale po każdych zawodach udowadniałem, iż potrafię walczyć na torze i warto stawiać na mnie w meczach.

A skąd w tobie taka zadziorność i charakter? Pamiętam ten bieg, kiedy ustawiasz się na czwartym polu: kierownik startu trzykrotnie prosi cię, żebyś stanął prosto, a ty za każdym razem, gdy tylko odchodził, przestawiałeś motocykl w stronę Przemka Pawlickiego. Po starcie bez kompleksów założyłeś się na Przemka.

Zadziorność na pewno wynika z motocrossu. Tam nie ma odpuszczania – jest twarda, głęboka rywalizacja i nikt nikomu nie zostawia centymetra wolnego miejsca. Mam to zakodowane w głowie i motocross znakomicie przekłada się u mnie na tę boiskową walkę na torze żużlowym.

Często mówi się, iż dla dzieci to minitor jest lepszą szkołą niż motocross. A ty jak na to patrzysz?

Ja nie zaczynałem na minitorze, tylko od razu od motocrossu. Trudno mi oceniać miniżużel od środka, bo widziałem to tylko z boku. Zbyt wiele na temat tego miniżużla nie powiem, bo nigdy na takim motocyklu nie siedziałem. Startowałem na maszynach crossowych i uważam, iż to niezwykle przydatna baza do klasycznego żużla. Choć oczywiście od czegoś trzeba zacząć – chłopcy idą na minitor, żeby obyć się z motocyklem. Nie mnie oceniać, czy to złe, czy dobre.

A jak zapatrujesz się na kamizelki z poduszkami powietrznymi?

Moim zdaniem jak najbardziej na plus. Sam zdecydowałem się na kamizelkę od tego sezonu, bo w ogóle nie krępuje ruchów, nie przeszkadza w jeździe, a przy mocniejszym uderzeniu może realnie pomóc i zapobiec wielu groźnym urazom.

Wcześniej rządził motocross, dziś priorytetem jest żużel. Jak w tej chwili dzielisz czas między te dwie dyscypliny?

Kiedyś motocross był na pierwszym miejscu, teraz najważniejszy jest żużel – treningi, mecze i stały rozwój. Motocross poszedł nieco w odstawkę, bo wszedłem na żużlowy tor i tutaj chcę piąć się w górę. Nie potrafię jednak tego tak po prostu rozdzielić, bo obie dyscypliny są dla mnie bardzo ważne i obie kocham. Po prostu uwielbiam jazdę na motocyklu.

Chyba nie masz w głowie żadnych barier ani hamulców. Pamiętam jakieś losowe twoje zawody patrząc na twoje akcje na żywo, można było tylko powiedzieć: „wow”.

To prawda, nie mamy hamulców w motocyklu, w głowie chyba też nie mam. Cieszę się, iż mogłem to pokazać na torze i iż moja jazda daje kibicom tyle radości.

Podkreślasz, iż wykorzystałeś szansę i udowodniłeś swoją wartość. W nowym sezonie chyba nie chciałbyś już wchodzić do składu w połowie rozgrywek, tylko celujesz w regularne starty od 1. kolejki?

Dokładnie tak, można na mnie spokojnie stawiać. Pokazałem, iż umiem się ścigać i potrafię walczyć. Zdarzały się gorsze biegi, ale to normalne na początku drogi – w końcu wystartowałem dopiero od połowy sezonu w Ekstralidze. Nie ma co się załamywać, trzeba po prostu wyciągać wnioski i małymi krokami iść do przodu.

Niektórzy juniorzy wzięliby średnią 1,000 z pocałowaniem ręki, a ty przecież wykręciłeś ten wynik, jadąc w dużej mierze pod numerami seniorskimi.

To prawda, sam to sobie powtarzam. Tej średniej nie nabiłem w biegach młodzieżowych, tylko w większości meczów rywalizowałem z seniorami. Jak na 16-latka wchodzącego do Ekstraligi w połowie sezonu to naprawdę niezły rezultat.

Dobrze było jednak czasem zacząć zawody od biegu juniorskiego tak na przetarcie z rówieśnikami?

Jasne. Na początku były biegi młodzieżowe, startowałem z pozycji juniora, a później to się zmieniło. To duży plus, bo jazda z seniorami oznacza wyższy poziom rywalizacji i jeszcze większą motywację do pracy.

Wiem, iż mocno analizujesz swoje występy. Najwięcej materiału do przemyśleń dał chyba mecz w Częstochowie? Sporo myślałeś po tym spotkaniu, co można było zrobić lepiej?

Zgadza się, tamtych błędów było sporo. Z takich meczów trzeba wyciągać najwięcej wniosków. Najgorsze zawody bywają najlepszym treningiem. Straciłem parę punktów na dystansie, ale w kolejnych spotkaniach wyglądało to już znacznie lepiej.

To bezcenna dawka doświadczenia dla tak młodego zawodnika.

Dokładnie, zwłaszcza na tym etapie kariery.

Żużel. Sajfutdinow dalej śmiga! Już jest gotowy na 2027!

Żużel. Poleci do Australii… czyścić kaski?! Bańbor zdradza powód dołka formy

Jak z perspektywy toru wspominasz ten rewanżowy thriller w Gorzowie z Włókniarzem Częstochowa?

Mecz u nas? Bardzo zacięty. Częstochowianie mocno się postawili, nie było żadnej miękkiej gry. Wiedzieli, iż mogą powalczyć o zwycięstwo. Niestety, było też sporo upadków – ten ostatni wyglądał naprawdę groźnie. Mało było w tym roku tak dramatycznych spotkań.

Podjąłeś wtedy świetną decyzję ze sztabem medycznym, żeby po tym dzwonie nie wyjeżdżać już na tor. Pamiętasz w ogóle sam moment wypadku i to, co działo się zaraz po nim?

Tak, pamiętam wszystko, nie straciłem przytomności. Byłem trochę otumaniony, bo przeszorowałem głową po torze i uderzyłem w dmuchaną bandę. Na szczęście nie stało się nic poważnego i udało się wyjść z tego bez cięższych urazów. To najważniejsze.

Ucierpiała wtedy głównie ręka. Wielu młodych zawodników po tak mocnym dzwonie łapie jednak psychiczną blokadę i zaczyna kalkulować. U ciebie tego zupełnie nie widać. Da się nad tym pracować, czy z takim charakterem po prostu trzeba się urodzić?

To był jeden z moich większych upadków, ale mam tak nastawioną głowę, iż nie dopuszczam do siebie myśli o żadnej blokadzie. Oby takich kraks było jak najmniej, bo psychika odgrywa kluczową rolę. jeżeli zawodnik zablokuje się w głowie, powrót na adekwatne tory wymaga potem ogromnej pracy.

Doświadczenie z motocrossu i starty w lidze szwedzkiej sprawiają, iż trudne tory są dla ciebie raczej atutem niż przeszkodą. W niedalekiej przyszłości wypadałoby chyba powalczyć na arenie międzynarodowej, na przykład w cyklu SGP2?

Bardzo na to liczę. Zrobię wszystko, żeby nadchodzący sezon był jeszcze lepszy od poprzedniego i by z roku na rok notować stały progres. Możliwość walki w SGP2 byłaby świetną sprawą. Zobaczymy, jak wszystko się ułoży.

A w szkole? Nauczyciele też dopytują o twoje ligowe mecze?

Nauczyciele też się dopytują, pochwały się zdarzają. Wiadomo jednak, iż wszystko trzeba przyjmować z chłodną głową i konsekwentnie robić swoje.

Dzięki bardzo Igor za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuje.

Idź do oryginalnego materiału